Pokazywanie postów oznaczonych etykietą semestr letni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą semestr letni. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2016

[120] Let the hunger games begin

Na egzaminach na razie 1:0 dla mnie, interna zaliczona! Przede mną jeszcze immuny i farma, mam nadzieję, że pójdzie dobrze, bo mam bogate plany na wakacje i chcę żeby wypaliły.

Z farmakologii wyciągnęłam średnią 4,0, więc w razie W będę miała jeszcze extra szansę w lipcu, więc zawsze to coś. :-D Na diagnostyce laboratoryjnej przeorali nas jak mogli i jak myślałam, że przez wybrane studia ominie mnie pisanie prac licencjackich/magisterskich, tak musiałam napisać śmieszny raport, który miał grubo ponad 20 kartek. o.O Żeby nie było to oprócz tego pisaliśmy test zaliczeniowy, także katedra bioszki jak zwykle nie zawiodła. -.- Ale amen w pacierzu, że już na zawsze się nie zobaczymy!

Ten tydzień był tak straszny, że brak mi słów na opisanie go. Jeszcze w międzyczasie na ostatnią chwilę pisałam prace zaliczeniowe na fakultety, bo oczywiście trzeba było to zostawić na ostatni moment, jakże inaczej.

May the odds be ever in your favor. :)
Powodzenia na egzaminach!


niedziela, 20 marca 2016

[112] Ain't easy

Zapisałam się na bieg orientacyjny po uczelniach w mieście i jednym z zadań było bieganie w podziemiach, szukanie wskazówek, rozwiązywanie zagadek, odkodowywanie urządzeń, których nazwy nie znam, a którymi zajęli się znajomi kierunków ścisłych. :-P Było dużo kolorowych kabelków, lampek i przycisków. Fajnie było. Przez pół dnia poruszaliśmy się na wpół zgięci, kilka razy przywaliliśmy głowami w rury i inne wystające rzeczy. Staraliśmy się mijać pełno głębokich dziur, które w ogarniającej ciemności zdawały być się wejściem do kanałów/piekieł. xD Aż dziw, że ktoś wyraził zgodę na takie coś bez obecności żadnych opiekunów i cud, że nikt niczego sobie nie złamał, nikt nie zaginął, nikt nigdzie nie wpadł i nikt niczego sobie nie rozciął. Trochę przerażały mnie trutki na szczury i fakt, że dużo rur biegło tuż nad nami. Fantastycznie rozwinięta wyobraźnia jak zwykle nie zawiodła i tylko czekałam aż obleśny szczurek skoczy mi za kołnierz. xd Po wielu godzinach zabawy mieliśmy zaszczyt spotkać legendę jednej z uczelni. Trochę wątków historycznych na koniec i mogliśmy rozejść się do domów.

Na pulmonologi znów mieliśmy zaszczyt przeprowadzać wywiad z pacjentem typu gaduła. Był niestrudzony tym, że dostał już kolejne pytanie; nadal odpowiadał na to pierwsze, bo przecież historii jeszcze nie dokończył opowiadać. xd Zaczepiał naszego wymieńca z Brazylii, że jego żona też plecie sweterki. xD

Na pediatrii miałam okazję poczuć się trochę jak pedofil. Pierwszy raz w życiu rozbierałam małego chłopca i sprawdzałam jego genitalia, i trochę nieswojo się z tym czułam. Całe szczęście chłopiec wcale się nie wstydził, zagadałam go Sponge bobem i Patrykiem, i skończyło się na przybiciu żółwika. Później nawet odnalazł mnie na korytarzu, bo chciał pokazać jedną ze swoich zabawek. <3

Na internie mieliśmy pana ze sztuczną zastawką i panią z rozrusznikiem. U pana był szmer nad zastawką mitralną, u pani było coś nie tak z zastawką pnia płucnego. Jak z płuc zostałam okrzyknięta ekspertem, tak w sercu nic nie słyszę. -.- Dołuje mnie fakt, że egzamin praktyczny zbliża się nieubłaganie i mam coraz mniej czasu na cudowne olśnienie, a znając życie, pewnie dostanę pacjenta z problemem sercowym, więc mało śmiesznie będzie, gdy obleję. :-|

Z farmy mam wszystko pozdawane, a na maxa czuję się w tyle. Z immunów na ostatnich zajęciach mieliśmy teścik, ale że szczęśliwie go zaliczyłam, to 1:0 dla mnie. :-D

Strasznie zalatana jestem. Ten semestr miał być spokojny i luźny, a jest zupełnie odwrotnie. 9h pracy tygodniowo mnie wykańcza, więc zaraz po powrocie do domu padam na twarz i nic ze mnie nie ma. Nie mam czasu na znajomych i coś mnie strzela, gdy widzę jak inni, za przeproszeniem, srają czasem. Jest jednak plus. Lubię, gdy czas szybko mija i nie mam czasu się nudzić. Minus jest taki, że nie jestem zaangażowana w żadne organizacje studenckie, koła naukowe, itp. Nie, że pcham się do takich aktywności, bo akurat stronię od tego uważając, że jeszcze za mało wiem, aby jakiekolwiek prace naukowe pisać. Do tego dochodzą też ludzie, którzy mam wrażenie, że ścigają się ze szczurami, więc atmosfera mnie nie zachęca. Najwyżej potem będę pluła sobie w brodę.



sobota, 5 marca 2016

[111] Love being a student

Na pediatrii przerobiliśmy morfologię wzdłuż i wszerz i w końcu wiem co się kryje pod niektórymi skrótami. Omówiliśmy trudne przypadki pacjentów tj. dziecko z anemią i np. zapaleniem płuc. Co najpierw leczyć, a co zrobić w przypadku super extra ostrej anemii i choroby bakteryjnej. Uwielbiam tę prowadzącą, jest super! Szkoda, że wszyscy tacy nie są, bo niestety na większości zajęć strach pytania zadawać, przecież "to już było!"

Na pulmonologii ordynator zrobił nam przepytkę z prześwietleń klatek piersiowych. Trochę śmiechu było jak po odpowiedzi każdego z nas przedstawił nam poziomy wiedzy studentów:

poziom I - patrzę i nie wiem na co patrzę, bo nic nie widzę
poziom II - patrzę i coś widzę, więc stwarzam rzeczy, których na prześwietleniu nie ma
poziom III - patrzę i wiem, co widzę

Reasumując: jesteśmy wszyscy na poziomie II. xD Oglądaliśmy przypadek sylikozy, który mimo zaprzestania pracy w kopalni kamienia, nadal postępował. Potem jakaś zakonnica z wszystkim możliwym, co tylko można mieć w płucach, nawet jej zdjęcia dostaliśmy do ręki i wyglądała średnio; biała jak ściana, wyłupiaste oczy i kości twarzy tak mocno zaznaczone, że aż oczy bolały. Zapytani o to, co widzimy, powiedzieliśmy, że tu i tu są cavities, na co ordynator rzekł "right, these are called student's cavities, they don't exist." xD Okazało się, że to po prostu powietrze w zbiegającym się łuku żebra pierwszego i drugiego. *ok*

Na internie trafiła nam się pacjentka gaduła jakiej świat jeszcze nie widział. Dostaliśmy 10 minut na przeprowadzenie wywiadu, phi, co to dla nas, już tyle razy to robiliśmy. :-D Pierwsze pytanie "z jakiego powodu trafiła pani do szpitala" i zaczęły się schody. Opowieść godna baśni Andersa i braci Grimm. Dosłownie coś w tym stylu "13 grudnia wieczorem, około godziny 20 poczułam ból. Nigdy takich bóli nie miewam, dlatego też przestraszyłam się." Mimo, że opowieść wydaje się bogata w szczegóły, tak naprawdę nic w niej nie było. Na pytanie jakie leki przyjmuje, dostaliśmy wodospad niepotrzebnych informacji o tym, że w karetce podali jej jakiś lek, który podwyższa potas i czy my o tym wiemy, że ten lek tak działa, bo ona nie wiedziała, blablabla. Summa summarum w 10 minut dowiedzieliśmy się tylko ile ma lat, że ma wielkie nadciśnienie (240 na ileś tam!), rodzice byli sercowcami i z tegoż też powodu zmarli, a ona miała operację uszu. Później przypadkiem okazało się, że ma schorzenia, o których nie raczyła wspomnieć, bo po co. Przyszedł lekarz prowadzący i powiedzieliśmy, że no niestety nie dało się, to później na korytarzu rzucił tylko "i wyobraźcie sobie takiego pacjenta w przychodni, gdzie macie na niego 15 minut." xD

Na immunologi oczywiście nie obyło się bez ekscesów. Zapytali trzy osoby, wszyscy pomyśleli uff koniec. Szepnęłam do znajomej obok "zaraz spyta kogoś jeszcze, zobaczysz." BAM! Rzeczywiście pytali dalej. Na kogo padło? Oczywiście, że na mnie. Na szczęście wybrnęłam z opresji i mam to już za sobą, więc mogę się chyba trochę rozleniwić? :-D

Na farmakologię dotarło tylko 6 osób, bo jakiś wypadek był i trochę śmiesznie, bo dziewczyny z drugiej grupy wpadły na zajęcia z interny z poharatanymi rękami i zapytaniem czy ktoś je opatrzy. xD Nie ma to jak determinacja dotarcia na zajęcia.

Doszłam do wniosku, że w momencie kiedy te studia się skończą, moje życie też się w pewnym sensie skończy. Pewnie brzmi to jak problemy życiowe nastolatki, ale gdy się na to spojrzy trochę dokładniej, postać rzeczy się zmienia. Nie będzie już tyle śmiechu, śmiesznych sytuacji, okazji do widzenia się; wszyscy porozjeżdżają się po różnych zakątkach świata i tyle. Strach pomyśleć, że połowa drogi już za nami. Chyba zostanę wiecznym studentem. :-DD

niedziela, 28 lutego 2016

[110] 6th semester has already started

Pierwsze koty za płoty z immunów poszły. Trochę przeraża mnie ich system, bo pomimo 3 kolokwiów będziemy mieć też jakieś koło podsumowujące tuż przed egzaminem. Nie jestem w stanie zrozumieć sensu tego, ale pewnie działa to w myśl zasady; im więcej testów, tym więcej szans na oblanie studentów. xD Co zajęcia pytają randomowe trzy osoby i można zgarnąć słynne "no credit", później latać za asystentami i błagać o wyznaczenie terminu zaliczenia tych zajęć, bo przecież arcy trudne jest wyznaczenie godzin konsultacji dla wszystkich. :-D Ostatnio 3h kwitliśmy w klasie, myślałam, że usnę. Coś mi slajd nie wyszedł, bo pod mikroskopem limfocyty flołtowały jak śnieg w zimie. xD

Na pulmonologii chodzimy w maseczkach. Pierwszy raz miałam okazję oglądać wyniki CT scanu, na początku była to czarna magia, potem okazało się nawet ciekawe! Czuję, że będzie z tym przedmiotem ostro; zajęcia ma z nami sam ordynator. ;x

Z interny mamy nowego prowadzącego. Taki słodki człowiek. <3 Lubi temat diagnozowania, więc w końcu ktoś nas nauczy co, gdzie i u kogo, bo do tej pory zazwyczaj skupieni byliśmy na powodach i przebiegu choroby, już niekoniecznie na leczeniu.

Na pediatrii w końcu zaskoczyłam rozpoznawanie brzmienia płuc, bo do tej pory wszystkie niepoprawne dźwięki zlewały się w jedno, a teraz jako jedyna zdiagnozowałam dziewczynkę, więc uważam to za niebywały sukces! xD W ogóle mieliśmy też przypadek trzylatki, która nadal była karmiona tylko mlekiem i wielkie zdziwnie, że ma anemię... *ok*

Egzamin z farmy ustalono nam na ostatni dzień sesji... Nie skomentuję tego. Powód? Bo wcześniej było wcześnie (zawsze sesję kończymy na początku czerwca) i dużo ludzi oblewało, więc profesor wpadła na pomysł, że da nam więcej czasu. :-(

Po szczegółowym przegladnięciu planu, stwierdzam, że dotychczasowy rekord długości zajęć pobija diagnostyka laboratoryjna z wynikiem 5h!!! Na takie ćwiczenia chyba trzeba zabrać ze sobą śniadanie, obiad i kolację... Żeby nie było, oczywiście będę je miała na koniec semestru, tuż przed sesją, coby za łatwo nie było przygotować się do niej. *ok* Nie wiem czemu w ogóle mnie to dziwi.



sobota, 20 czerwca 2015

I po sesji, znów

Bleh, 3:3. Coś mi śmierdzi wynik ostatniego egzaminu, ponieważ naliczyłam sobie równo 44 punkty a tyle było trzeba, aby zdać. Nie wiem czy pisać do profesora w sprawie oglądania pracy czy dać sobie spokój, olać temat i potulnie przyjść na poprawę. Coś mi mówi, że ktoś nie policzył kilku punktów, a z drugiej strony oblane prace zawsze uważam za ogromne upokożenie i wstyd mi się pokazywać.

Na początku lipca zaczynam praktyki. W tym roku będą trwały 5 dni. Praktyki rodzinnej nie chce mi się robić, więc mam nadzieje, że uda mi się uzyskać zgodę dziekana na robienie praktyk we własnym zakresie. :) W tym czasie mam zamiar zająć się farmą i kursem językowym, czas odgrzebać język, który kiedyś męczyłam.

A pod koniec września jadę z rodzicami na Sycylię, kilkudniowy event motoryzacyjny, po Etnie będziemy szaleć. Kozacko!

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Bilans zysków i strat

Było pięknie i się zbyło. Dwa egzaminy zdałam, dwa uwaliłam [*], a dwa nadal pozostają wielką niewiadomą; z jednego wyniki jutro, drugi będę miała w czwartek.

Uwielbiam, gdy cały rok zapierdzielam jak burza i akurat na czas sesji wypalam się w  przedbiegach, ech. Rozumiem jakbym przegrała z kretesem, ale najpierw zabrakło mi 3pkt, później 5, gdzie obie sytuacje składają się na niecałe 5% całości. To boli prawie tak mocno jak roztrzaskanie najmniejszego palca u nogi o kant łóżka.

A miałam się uczyć w wakacje farmy...

Edit (16.06)

Trzeci egzamin zdany, juuupi.

środa, 3 czerwca 2015

Bye bye parasites

Biologia mnie styrała, jak jeszcze żaden przedmiot do tej pory. Nienawidze robaków. Pierwsza część zdałam za pierwszym razem, za to druga doprowadziła mnie do komisji. Uczelnia zlamała wszystkie możliwe regulaminy zwiazane z poprawami; pierwszy i drugi termin razem z komisja zamknęli na przestrzeni 5 dni. Celowe działanie żeby uwalić.

Trzeba być mna, zeby nie moc zdac kola w pierwszym i drugim terminie, za to na komisji zdać obie części na 5. Jednak lubię, gdy mam nóż na gardle, od razu lepiej mi się uczy. xd Lacznie zdala nas tylko czworka z jakichs 30 osob.

sobota, 30 maja 2015

Być dzieckiem szczęścia cz. 325783292

W życiu jeszcze nie przytrafiło mi się coś tak niespodziewanego. Jako, że w jednym dniu trafiły mi się dwa egzaminy (y), to siły trzeba było rozłożyć i świadomie skupiłam się na tym trudniejszym, więc patofizjo prawie całkowicie olałam, z racji, że "łatwiej będzie we wrześniu zdać/może uda mi się przejść na wiedzy, którą w ciągu roku wryłam w główkę." Jak wspomniałam w ostatnim poście, pytania dostaliśmy oczywiście w 95% nowe, mogliśmy się wesprzeć aż pięcioma starymi, w których i tak sens został zmieniony, więc jak ktoś wyuczył się na pałę, to nawet tych 5 punktów nie dostał. Otworzyłam arkusz i moje zagubione oczka ujrzały super "lakoniczne" odpowiedzi, których przeczytanie, przeanalizowanie i zrozumienie trochę zajmowało, a na które mieliśmy minutę/każde, więc po przeanalizowaniu swoich szans na zdanie, w przeciągu sekundy przełączyłam się na tryb "do zobaczenia we wrześniu." Jeszcze nigdy wcześniej nie poddałam się tak szybko. Zła, rozdrażniona i pełna nienawiści do osób, które nas oszukały tydzień wcześniej, od niechcenia po kolei przeskakiwałam z pytania na pytanie (czego zazwyczaj nie robie, bo pierwsze w kolejności zawsze są te, które umiem "na 100%.") Za bardzo nie rozkminiałam czy aby na pewno będzie dobrze, gdzie jest kruczek i czy w ogóle jest, a jak były odpowiedzi "wszystkie powyższe są poprawne", to zaznaczałam je na odczep, jeśli wcześniej coś wyraźnie nie rzuciło mi się w oczy jako "nie, to na pewno jest źle." I wiecie co? Byłam pewna, że ilość moich punktów będzie niemalże równa 0,00 a kilka godzin po egzaminie na fejsie pojawiły się wyniki i swój index znalazłam na pozycji oznaczonej 4. Punkta lub dwóch brakło mi do 4,5. No cóż, miej wyjebane, a będzie Ci dane.

I co te stypendia są warte, jak jedni lecą wszystkie egzaminy na nowiuśkich pytankach, a inni mają giełdy z poprzednich lat/podwędzają egzaminy?

sobota, 23 maja 2015

Wyścig szczurów

Ludzie to swinie. I smutne jest to, ze Araby jacy sa, tacy sa, ale przynajmniej trzymaja sie razem, a biali? Biali noze sobie w plecy laduja. Egzamin z patofizjologii mamy podzielony na dwie grupy; Ci, co maja zajecia z pania dziekan i Ci, co maja czterech innych prowadzacych. Jedni egzamin mieli juz w czwartek, reszta ma miec za tydzien. Bylo jasno powiedziane: "tylko trzy grupy maja egzamin tydzien wczesniej", ale oczywiscie musialy znalezc sie kanalie, ktore na wydre musialy pojsc w nie swoim terminie. Skad to parcie? Bo wczesniejsza grupa ukradla jakos egzamin i na tacy mieli podane odpowiedzi. Nie trudno zgadnac, ze wszyscy maja 4,5 i 5. -.- Oczywiscie nikomu nie powiedzieli, ze jednak okazalo sie, ze nie tylko te trzy grupy moga przyjsc, bo po co dzielic sie taka informacja, w koncu tajemnica. My za tydzien bedziemy miec nowe pytania, fajnie. Kto polazł? Sami najlepsi uczniowie, ciekawe, co? :D A jeszcze kilka miesięcy temu niektórzy z nich darli ryja na innych "jakimi lekarzami kiedyś będziecie skoro chcecie kraść egzaminy!!!", hipokryzja nie zna granic. [*]

Zostalo mi ostatnie kolokwium w srode i sesja.

czwartek, 14 maja 2015

Jeszcze 4 kolokwia

Od sesji dziela mnie tylko cztery kolokwia.

Anatomia kliniczna - zaliczona, jeden egzamin z glowy. :D Prowadzacy byl bardzo zadowolony z mojego researchu.
Parazyty - zaliczone
Biofizyka - kolokwium w tym tygodniu zdane, ostatnie za tydzien i koniec biofizu! <3

O mamo, za miesiac o tej porze juz bede prawie po sesji. Szybko czas leci.


poniedziałek, 11 maja 2015

Autopsja vol. 5; 22 tygodniowy płód

Dziś był 22 tygodniowy płód. Szczerze mówiąc wyglądał jak ufo. Chude długie nóżki zajmujące 3/5 długości ciała, w porównaniu do całości oooogromna głowa i wydęty brzuszek, typowy dla maluchów. Czaszka była tak miękka, że rozkroiliśmy ją nożyczkami, mózg był jeszcze niepofałdowany, zwoje nerwowe niewykształcone. Płuca idealnie różowe, bez powietrza, więc wrzucone do formaliny od razu w niej zatonęły, serce wielkości paznokcia na kciuku. Łuk aorty bardzo dobrze widoczny, niemalże bielusieńki.. Naczynia krwionośne były tak malutkie, że nie chciała w nie wejść rurka grubości ołówkowego rysika. Żołądek, nerki i nadnercza wielkości paznokcia małego palca u ręki, śledziona nieco od nich mniejsza, za to wątroba była dość pokaźna i wypełniała praktycznie całą przestrzeń jamy brzusznej. Znaleźliśmy nawet jajniki, które były jak najmniejsze okruszki chlebowe. Ta autopsja była dziwna. Powodem poronienia było prawdopodobnie niedotlenienie płodu, ponieważ w mózgu znaleźliśmy krwotok. Jeszcze łożysko poszło do badania, aby wykluczyć infekcje. Na kubeczku z formaliną napisane było imię dziewczynki, smutne to było.

Kolejną prezentację mam już zaliczoną na maxa, więc nie pozostaje nic, jak tylko wyczekiwać egzaminu, który i tak wszyscy oblejemy. Mam 6 dodatkowych punktów, więc zamiast 75, będę musiała zdobyć magiczne 69, jednak wątpię, aby cokolwiek to pomogło... ;x

Jutro czeka mnie test z parazytów, a zaraz po nim obrona pracy naukowej z anatomii klinicznej. Trzymajcie kciuki, niewątpliwie się przydadzą.

niedziela, 3 maja 2015

Semestr powoli się kończy

Etykę mam już prawie zaliczoną, więc teraz pozostaje mi tylko chodzić na zajęcia. W międzyczasie researchu do prezentacji i eseju dowiedziałam się, że w Kalifornii do 2010 roku w więzieniach sterylizowano kobiety, no ładnie.. Od kiedy zaczęłam mieszkać w Stanach, wiedziałam, że to pojebany kraj, ale żeby w XXI wieku nadal stosować takie metody pacyfikacji..?

Biologia na 7:00 niezbyt przyciąga studentów. Dwa tygodnie temu była nas trójka, tydzień temu dwójka, więc nawet zajęcia się nie odbyły z racji, iż brakowało jednej głowy więcej. Podpis dostaliśmy i au revoir do domu. Gdyby nie to, że chłopak mieszka blisko i mogłam się udać do niego na poranne leżakowanie, to zdrzaźniłabym się mocno; kolejne zajęcia startowały dopiero o 9:30. Pospałam do 9:20, na etykę dotarłam spóźniona tradycyjne 20 minut. Nigdy się nie spóźniam, ale że etyka jest prowadzona w formie wykładu, to mooożnaaa..

Na socjologię wraz z mą uroczą grupą przygotowaliśmy ankietę dotyczącą uczelni. Kontrowersyjnym wynikiem jest opis naszego roku: "pomocny, niegrzeczny, miły, chamski, praca zespołowa, rywalizacja,..." Jak na moje oko, musimy być trochę sprzeczni. Będzie co analizować. Także socjo też już prawie zaliczona.

Anatomia kliniczna... tu się pojawia problem. Do wtorku mam oddać pracę naukową, której jak nie trudno zgadnąć, jeszcze nawet nie zaczęłam. Jak nie oddam pracy lub nawet gdy oddam, ale nie zostanie ona zaliczona przez Wielkie Góru, będę musiała podejść do egzaminu. (Od razu przypomina mi się anatomia rok temu...) Krzyż na drogę.

Biofizyka depcze mi po piętach. Pieprzony rezonans magnetyczny!

Za dwa dni mam kolokwium z parazytów część I, amen.

Update [04.05]
Półtorej dnia mi zajął research z anatomii, ale w końcu mam piękne ponad 3 strony tekstu, czyli ponad stronę nadprogramowo. *.* Mam nadzieję, że nie będzie chciało mu się czytać i zaliczy. + pozostaje się modlić, że plotki o prezentacjach z tych prac, to tylko plotki.

sobota, 25 kwietnia 2015

Micro practical exam - complete!

Praktyczny z mikro za mną! Zdałam, amen alleluja. Case'a dostałam w miarę łatwego, ale slajd rozwalił mnie doszczętnie. Maksymalne powiększenie dużo za małe, aby stwierdzić czy to coccus czy rod, już nie wspominając o kolorze, z którym miałam problem; czerwień czy fiolet? Byłam święcie przekonana, że widzę Moraxellę; napaćkane czerwone cocci. Clinical case obejmował meningitis in neonates i 60-letnią kobietę z nosocomial pneumonia, u której wykryto Pseudomonas Aeruginosa. Musiałam wypisać antybiotyki, komplikacje, czy takie wyniki mogły być prawidłowe czy to tylko podpucha, bo choroba spowodowana była wirusem/grzybem/parazytem i jeśli tak, to czym konkretnie, inne czynniki powodujące w/w choroby. Antybiotyków do praktycznego mieliśmy się uczyć tyle o ile, czyli samych grup, po czym stanęła nade mną pani profesor i pyta "no dobrze, ale anti-pseudomonal penicillin jest mało dokładne, podaj proszę konkretną nazwę." Patrzcie, znów NOT SPECIFIC. xD Kto nie pamięta; mowa o piperacillin, ticarcillin i carbenicillin. Teraz czekamy półtorej miesiąca na egzamin teoretyczny, ciekawe ile do tego czasu zostanie mi w głowie... :D

Z bieżących spraw poza mikro; kardiologiem nie będę, na patofizjo nie wiem, co się dzieje (szczegółowo omawiamy EKG.) Ludzie widzą to, co trzeba, a ja widzę punktowo połączony alfabet morsa. Chyba nie obędzie się bez kupna książki w stylu "poradnik dla debila; jak odczytywać EKG." Za trzy tygodnie w ramach kolokwium do omówienia dostanę czyjąś pracę serca, więc wypadałoby zaznajomić się z tymi maziajami. Egzamin już pod koniec maja, aaaaaaaaa...

Na socjologii ćwiczyliśmy scenki sytuacyjne i jedną z nich było "jesteś lekarzem, amputowałeś pacjentowi złą nogę, poinformuj go o tym."
Lekarz: How are you?
Pacjent: I think I'm fine, trying to relax after the surgery.
L: How did it go for you?
P: I think fine.
L: Yeah?
To yeah rozłożyło wszystkich na łopatki.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Szycie chirurgiczne i płody

Dzisiaj chyba pobiłam szczyt swoich możliwości; podczas zajęć, które zaczęły się o jakże przyjaznej dla studenta porze (7:00) przez godzinę nauczyłam się na kolokwium z biologii i jeszcze dostałam z niego 3,5. Trochę w tym szczęścia, ale przynajmniej byłam jedną z DWÓCH (!) osób, które się pojawiły bez uciekania, załatwiania zwolnień, itd. ;d Uważam to za osobiste osiągnięcie. Skąd taka frekwencja na zajęciach? Od dziś wystartowały egzaminy praktyczne z mikrobiologii, więc priorytet jest jeden.

Od soboty siedzę całymi dniami i powtarzam bakterie, modlę się tylko, aby dostać pharyngitis. *.* Na razie opanowałam Staphylo i Streptococci + większość gram negatywnych bakterii (poza Treponemą.) Chyba muszę zmienić system, bo nie dość, że uczę się dużo za dużo (na praktyczny nie potrzebujemy na razie virulence factors i patogenezy), to jeszcze nie kolejnością chorób, więc może mi się potem pokręcić jak w clinical case będę musiała wypisać np. wszystkie bakterie powodujące meningitis.

Boziu, ratuj. *.*

Na ostatnich zajęciach z anatomii klinicznej miałam zajęcia z szycia chirurgicznego i trafiło mi się pracowanie na płodach. Takie tyci tyci stópki, pazurki.. :( Nawet miałam okazję zobaczyć z bliska płód alkoholiczki; dziecko miało rozszczepienie wargi (cleft lip.) Ich skóra była bardzo miękka, więc łatwa do szycia, moi mało szczęśliwi koledzy dostali w prezencie prawie 90 letnią panią, z której skórą żaden skalpel sobie nie radził i mieli ciężko. Kilka tygodni temu uczyli nas jak w różne sposoby wiązać szwy i dziś mieliśmy okazję na praktyczne zastosowanie umiejętności, aczkolwiek nie było to takie proste, kiedy trzeba było pilnować igieł, aby się na nie nie nadziać. Chirurgiem raczej nie będę.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pyton

Przychodzę na uczelnię i wita mnie nowina "żałuj, że nie mieszkasz w akademiku! Taka akcja była! Komuś pyton z terrarium uciekł!!" Ja sie pytam: kto w akademiku trzyma pytona?!?! XD A myślałam, że już mnie tu nic nie zadziwi.

PS. Pyton został eksmitowany w trybie natychmiastowym. Teraz chyba mieszka w zoo.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mikrobiologicznej gorączki czas start

W poniedziałek skończy się wielkanocny błogostan. [*] We wtorek trzeba będzie iść na uczelnię, chlip chlip. Chyba zaczynam łapać doła. Kolejnego w mojej początkującej karierze medycznej. Za dwa tygodnie egzamin praktyczny z mikro, a ja co? Otwieram pdf'y, czytam tylko, że Bacteroides, Porphyromonas i Prevotella są obligate anaerobes (GN) i zamykam laptopa. Z takim zapałem do nauki mogę szykować wakacje na wrzesień. Krzyż na drogę.

Wczoraj przeżyłam wybuch radości, jak dowiedziałam się, że zdałam GI tract z patofizu. Skąd ta euforia? Niby nic szczególnego w zdaniu kolokwium, ale prowadzący ubździł sobie, że zdawalność ustanowi od (uwaga!) 75%. *ok* Miałam 82, bumbumbum, szpęcjalysta od chorób ukł. pok. rośnie. xD

Bardzo męczą mnie zajęcia z socjologii. Ostatnie dwa przebimbałam czytając The fault in our stars. Potem może być problem, bo na koniec czeka nas projekt, który sami musimy wymyśleć w oparciu o wiedzę zdobytą na zajęciach. Nietrudno zgadnąć, że w chwili obecnej ów wiedzy nie posiadam. Jedyne, co słyszałam, to kłótnię między paniami, a panami o to czy panie powinny otrzymywać takie samo wynagrodzenie jak mężczyźni i czy mogą wykonywać prace, które są przyjęte za typowo męskie (np. strażak, murarz itd) Nie wiem po co nam tak duża ilość tych zajęć, bo mamy je aż do początku czerwca, gdzie np. anatomię kliniczną kończymy z początkiem maja, ale ok, są rzeczy ważne i ważniejsze. Tak samo nie rozumiem po co nam zajęcia z etyki skoro to kolejne godziny spędzone na kłótni czy aborcja powinna być dozwolona na całym świecie czy nie, czy eutanazja jest ok, jak chrześcijanie postrzegają medycynę, jak jehowi, blablabla. Może w połączeniu z religiami jest to ciekawe, ale na kij mi się kłócić o jakieś eutanazje i aborcje skoro wszyscy jesteśmy dorośli, mamy na ten temat swoje zdanie, a nauczycielka nie może słowem się odezwać czy coś jest dobre czy złe? Albo jestem tępa albo ktoś tu próbuje na siłe zrobić ze mnie filozofa. xd

PS. Jestem w dupie z patomorfą, ponieważ przez durne prezentacje i brak kół jeszcze książki nie rozpakowałam z folii, więc wyobraźcie sobie mój byt na egzaminie. (czyt. powołam się na wyliczankę: eeny, meeny, miny, moe, catch a tiger by the toe, if he hollers, let it go) Chyba co roku schemat się powtarza, bo rok temu zdało tylko 5 osób z racji tego, że w jakiś sposób ukradli egzamin. xD Lovely September, I'm coming!!

PS2. Egzamin z patomorfy zdaje się po uzyskaniu 70%, nauczyciele w trakcie roku rozdają minus punkty za złe zachowanie, niesłuchanie, nieobecność w dniu, w którym ma się prezentacje, itd. Skala jest od -1 do -7, także ten... xD

niedziela, 29 marca 2015

Sądówka

Na sądówkę trafiły do nas trzy przypadki; samobójstwo, topielec i wypadek. Samobójstwo poharatało się dosłownie wszędzie, zaczęło od lewej ręki, potem poszło na fajeczkę, strzeliło sobie drineczka, następnie zaczęło męczyć obie nogi, kolejny drineczek i jak już procenty zaszumiały w głowie, to przyszedł czas na cios ostateczny. Po prawej stronie szyi nie poszło, ponieważ osoba była prawdopodobnie praworęczna, to lewa strona wyszła całkiem dobrze. Cięcie wzdłuż szczęki i na końcu wbicie żyletki w szyję, aczkolwiek jak się okazało; było ono zbyt płytkie i wcale nie było powodem zgonu. Jaki był zatem powód? Ogólne wykrwawienie.

Topielec utopił się nie wiadomo czemu, bo dość młody był, teoretycznie w sile wieku. Początkowo obstawialiśmy zawał, aczkolwiek miał krew w ustach, więc to wskazywało na coś innego. Nie wiem co, bo rozbierali go jak mnie już nie było. ;<

Wypadek też był lekko wstrząsający, bo na stole w ciuchach leżała młoda Pani, nawet listonoszkę miała przełożoną na skos, makijaż nienaruszony; wyglądała jakby spała. Pomijając dwa fakty; z prawej nogi z buta wychodziła złamana kość i plecy miała całe obkrwawione. Dziwnie było potem wrócić do domu i oglądać wypadek, w którym zginęła.

środa, 25 marca 2015

Autopsja vol. 4

Na patomorfie kolejna autopsja. Pan 85 lat i wszystkie dolegliwosci sercowe jakie sa tylko mozliwe. Zastawki nie domagaly, nadcisnienie i milion innych, ktorych nie zapamietalam. Summa summarum zawal mial. Do tego kamienie i cysty w nerkach, pluca przylepione do klatki piersiowej, w nich zapalenie pluc, kamien w woreczku zolciowym (cud, ze jeszcze zoltaczki nie mial, bo kamien byl wielkosci malego kurzego jaja), MIAZDZYCA LEVEL HARD, bo jak cielismy tetnice, to nozyczki tepily sie na SKOSTNIALYCH grudkach miazdzycy (czarne, suche, ohydne grudy), problemy z tarczyca, za male nadnercza i obtluszczona watroba. To sie nazywa miec pecha/zle sie prowadzic.

Juz wiem co robia z dziura po wycietym mozgu. Wkladaja recznik i zaszywaja glowe.

Biologie zdalam najlepiej na roku, jol!

niedziela, 22 marca 2015

Oburęczność

Dwa kolokwia z biofizyki zdane, mikrobiologia poprawiona na 3+ (coś spadają moje mikrobiologiczne osiągi, przestajemy być przyjaciółkami, chlip, aczkolwiek i tak poprawiłam to najwyżej z całej grupy! :D), kolokwium z biologii jeszcze nie wiem, ale wiem, że jak zwykle rozwaliłam pytania otwarte, a durnowato przejechałam się na ABCD. :(

W nadchodzącym tygodniu czekają mnie kolejne dwa koła; ostatnie ever kolokwium z mikro i znów biologia. Powinnam już dziś zacząć naukę, ale że od dwóch tygodni imprezuję weekendami (coś musiało mi upaść na głowę, bo to zupełnie nie w moim stylu), to pewnie zacznę dopiero jutro.

Ostatnio mam mega szczęście z chłopakiem. Lubimy chodzić do Pizzy Hut i w tamtym tygodniu dostaliśmy gratis bar sałatkowy, bo długo czekaliśmy na zamówienie (coś pokręcili z rodzajami pizz jakie chcieliśmy), a wczoraj nie dość, że na wejściu dostaliśmy drineczki, bo niby długo trzeba było czekać, a summa summarum stolik dostaliśmy zaraz po drineczkach, to jeszcze dostaliśmy dwie średnie pizze zamiast jednej dużej, którą zamówiliśmy, bo nie mieli już dużego ciasta. xD Dziećmi szczęścia być... :-D

W squashu wczoraj odkryłam skąd wynika moje niedopchnięcie jeśli chodzi o odbicia prawą ręką. Otóż jestem dziwnym przypadkiem na tej ziemii i należę do grupy osób oburęcznych. Na papierze piszę lewą ręką (prawą wychodzi mi to wolno i nieco krzywo), a na tablicy w szkole piszę prawą, słoiki odkręcam prawą, w siatkówce serwuję prawą, w kosza kozłuję prawą. Teoretycznie obie ręce powinny być równo rozwinięte, ale niestety nadgarstek lewej jest wyraźnie sprawniejszy. Dziwnym jest to, że odruchowo rakiety nie biorę do lewej ręki, mimo, że ta jest mocniejsza. Ot, dziwactwo moje.

Jedną prezentację z patomorfy mam już za sobą. Dostałam maxa, także ideolo. Jeszcze jedna prezentacja i baj baj stresie.

sobota, 7 marca 2015

Przeciwdziałanie zgapialstwu

Siedzimy na patofizjologii i jak zawsze zanudzamy, bo co tydzień prezentacje lecą jedna po drugiej aż nagle każdy między słowami wyłapuje rozmowę o prostaglandynach.

Student: So there are two COX'es, COX-1 & COX-2.
Nauczyciel: What can you tell us about cocks?
(Niestety wymówił nie tak jak trzeba i wyłapaliśmy kutasa, także zapanowała wszechogarniająca konsternacja i śmieszki hiszki.)

W poniedziałek czeka mnie kolejna autopsja, hip hip hurra!!! Na mikrobiologii dwa tygodnie temu miałam bekę, bo oglądaliśmy Aspergillus'a Niger'a i ofc musiałam zarzucić "Aspergillus Murzyn", więc ten no, brawo Leila. Ale przynajmniej wszyscy na praktycznym będą pamiętali, że jak czarne, to tylko Aspergillus. xD

Przepisało się do nas kilka osób z Łuuukrainy i trochę dziwnie, bo są w grupach na wszystkich trzech latach porozrzucani. Teoretycznie w większości zajęcia mają z II roku, ale coś tam robią na I-wszym (wielka tajemnica co) i coś tam mają z III roku. Zaintrygował mnie ten fakt.

Od dwóch tygodni zbieram się do zmiany telefonu, bo nowy ajsronik leży na biurku i czeka na odpalenie, ale jakoś nie mogę rozstać się z obecnym. Zżyliśmy się bardzo. Grzeczny jest, bo ile razy nie spadał na beton przy wsiadaniu do ultra niskiego auta, ile razy nie przeleciał połowy pokoju podczas "walki" o czytanie smsków z chłopakiem, tyle razy ani nanoskrawek nie odpadł, a ekran wydaje się być zrobiony z pancernego szkła i boję się, że "szóstka" nie będzie już taka dzielna. W końcu wybrałam się do iSpota i kupiłam oczojebną czerwoną obudowę, jakieś hartowane szkło na ekran i ech... goodbye my old love?

Szał zakupów nadal trwa. Dzień kobiet jutro, więc się nagrodziłam za to, że co miesiąc nieustannie się wykrwawiam, ale dzielnie walczę o życie i umrzeć nie mogę. :-DD Każdy powód dobry do uzupełnienia szafy.

Ojciec ostatnio docenił mój wkład w interesy i aż nagrodził mnie mini wypłatą - szok. Dzwoniłam do jednego z jego chińskich kontrahentów, u którego byliśmy jakieś 5 lat temu, ładnie się przedstawiłam, a ten mnie zaszokował i "oooo, pamiętam Cię! Byłaś z tatą u nas w Shanghaju, potem wyjechałaś do Stanów i już wróciłaś?" To było miłe, nie podejrzewałam, że cokolwiek o mnie pamięta. Z drugim Chińczykiem piszę prywatne e-maile i myślałam, że jest on tylko jednym z pracowników firmy, zajmujących się sprzedażą, a tu nagle okazało się, że flirtuję z samym bossem, no super. W ogóle to jest zajebista persona, bo wyobraźcie sobie, że codziennie chodzi na pakiernię i redukuje masę, którą robił przez ostatni rok. Wysłał mi swoje zdjęcie, a tu wyrobiony Chińczyk - mało spotykane. :D Jak już jestem przy temacie Chin i ich obywateli; mój były niedoszły chłopak ma kumpla na roku, który jest synem jakiegoś tam milionera chińskiego. Synek pewnego dnia przyszedł pożalić się, że dziewczyna z nim zerwała, a jej utrzymanie kosztowało go miesięcznie $80,000 i czego niby jej brakowało? LOL - chyba na prędce zacznę uczyć się chińskiego, bo też chcę takiego chłopa. :D W sumie nie do końca wiem na co mogłabym tyle kasy miesięcznie wydawać, bo ileż można ubierać się w Chanelach, ale jak mus to mus. xD

Jeszcze trzy tygodnie i będzie po mikrobiologii. Egzamin praktyczny będę miała po Wielkanocy, a na początku czerwca teoria. Mam zamiar rozwalić to na 4,5, w końcu to mój naj przedmiot, ale zapewne skończy się tylko na marzeniach. [*]

Z biofizyki o dziwo zaliczyłam obydwa kolokwia. Chamstwo, bo laboratorium z polaryzacji wymagało ciut wiedzy z biochemii, a to mała niespodzianka była. Nagle pojawił się ogromny zapytajnik nad głową i "jak mam rozcieńczyć 20% sacharozę do 7,5%?" xD Na szczęście koła zębate w główce zaczęły działać i rozwikłałam tę jakże trudną zagadkę. :DD W ogóle biofizyka od zawsze dziwna była, ale jeszcze do tej pory nigdy nie spotkałam się z takim czymś, aby jakiś przedmiot podzielić na MILION tematów i rozdzielić je pomiędzy MILION grup dwuosobowych i ustanowić zasadę o tym, że co tydzień każda grupa ma kolokwium z INNEGO tematu. xD Przeciwdziałanie zgapialstwu - sprytne, co? :D