Piąty rok zaczął się niezwykle lajtowo. Totalnie nie czuję stresu i uważam to za ogromną zmianę względem poprzednich lat. Jedynie "zaraz będziecie lekarzami" wzbudza niepokój i strach, bo wszyscy wciąż czujemy się jakbyśmy nadal byli na pierwszym roku. Nie wiem gdzie to tak szybko uciekło.
1. Medycyna rodzinna - porażka, nuda nuda nuda nuda. Niby każdy przychodzi z czymś innym, ale to wszystko jest jakieś takie suche. Natomiast wielki plus za brak nerwowości. Lekarze rodzinni są mocno wychillowani, a przynajmniej ci, na których trafiłam. :D
2. Urologia - spodobała mi się. Robienie cytoskopii wygląda trochę jak gra komputerowa, więc mogłabym "grać." :-D
3. Transplantologia - też ciekawe, choć gdyby ktoś spytał mnie co dokładnie jest tam ciekawego, to nie do końca byłabym w stanie jasno odpowiedzieć, haha.
4. Neurologia - mam dziwne przeczucie, że pierwsze zajęcia zrobiły fałszywie pozytywne wrażenie. Prowadząca była szalona, dużo było śmiechu, jeszcze więcej zostało w głowie. Tak ekspresywnego doktora już dawno nie widziałam, a żeby było śmieszniej pani doktor jest z tej starszej generacji. :)
5. Geriatria - echhhh.. jakoś to przejdę. (Tak wiem, poziom entuzjazmu powalający.)
6. Kardiologia - zakładałam, że te zajęcia będą dla mnie totalną klapą, ponieważ nie od dziś wiadomo, że z serca jestem totalnym kołkiem. A tu bum! Nagle zaczęłam wszystko słyszeć, EKG niespodziewanie przestało być zlepkiem załamanych linii. Udało mi się poprawnie zdiagnozować 3/4 pacjentów, gdzie reszta grupy miała z tym problem, więc uważam to za osobisty sukces roku 2017. :-D Z zajęć wyszłam napompowana jakbym co najmniej Nobla dostała.
7. Ginekologia - tutaj entuzjazm jest proporcjonalny do tego z geriatrii. Śmiesznie było, gdy prowadząca spytała czego chcielibyśmy się nauczyć. Odpowiedziała jej cisza. Zapytała znów czy jesteśmy zainteresowani ginekologią. Wszyscy jednogłośnie rzuciliśmy stanowcze NIE. xd Oczywiście jak to z moim szczęściem bywa, zajęcia znów mamy w szpitalu, w którym mocniej koszą, więc już chyba mogę się serdecznie pożegnać z szansą zwolnienia z egzaminu praktycznego.
Tak się cieszyłam, że zmienili nam plan i będę miała 5 tygodni wolnego w styczniu/lutym, jeśli uda się zrobić przedtermin z urologii, a tu się nagle okazało, że wspaniała uczelnia nie zawiodła pod względem burdelu jaki mają w papierach i jednak chirurgia dziecięca nie jest tam, gdzie być powinna, więc nici z cudownych wakacji, chlip chlip.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarski. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 października 2017
piątek, 30 czerwca 2017
[168] 4th year - complete
Nie wiem kiedy ten rok minął, ale był on najszybszy w ciągu całych studiów. I najbardziej lajtowy, jeśli chodzi o naukę, co niekoniecznie dobrze wpłynęło na poziom mojej wiedzy. :-P Bez bata nad głową niespecjalnie potrafię sama zmusić się do nauki, więc uczyłam się tylko wtedy, kiedy trzeba było. Wiem, mało ambitnie, ale siła wyższa. Ironią losu jest to, że w zimę najmocniej przysiadłam do zakazów, a i tak nie zdałam ich w pierwszym terminie. xD Za to właśnie serdecznie nienawidzę egzaminów ustnych; za dużo tam czynników poza wiedzą, które wpływają nie dość, że na ocenę, to jeszcze na sam fakt czy się w ogóle zda. xd Nie wspomnę nawet o szczęściu i osobnikach, które uczyły się kilka godzin, a zdały na 4,5, bo akurat wylosowały pytania z tzw. common knowledge albo akurat to, co przeglądali.
Znów zrobiłam godziny faków do przodu, więc za rok będę mieć chyba tylko 20h? ;o Trochę lipa, bo już upatrzyłam sobie fakultet z 30h, który przyda się do egzaminu końcowego i albo będę chodziła za kogoś albo na listę się nie wpiszę, bo muszę być tam koniecznie, a nie będę extra tysiaka płacić za dodatkowego ECTSa.
Wiecie co? W tym roku było wszystko fajnie, ale praktyki to jest jakiś ultra słaby żart. Anestezjologia jak anestezjologia, nie mam nad czym płakać, ale chirurgia... uwaga uwaga: wylądowałam na oddziale otolaryngologii, chryste, trzymajcie mnie. xd Najgorszy przedmiot w tym roku, najnudniejszy z możliwych, tak się cieszyłam, że po egzaminie mam już go za sobą, a tu taki uj. Za jakie grzechy? ;< Podczas zajęć byłam na trzech operacjach i kilku zabiegach, i za dużo to tam nie zobaczę. Ech, a miało być tak pięknie, wpisana byłam na naczyniówkę i dziwkanat zrobił jakiś słaby szacher macher i proszę bardzo. Teraz będę odprawiała wszelkiego rodzaju modły, razem z zaklinaniem deszczu żeby się nade mną zmiłowali i puścili szybciej. Tra-ge-dia.
A tu proszę, macie mojego męża. :-D
piątek, 2 czerwca 2017
[164] Died too soon
Dwa dni przed egzaminem jeden z kolegów wziął, był i przedawkował. Teraz leży na sądówce. Nie wiem co mam powiedzieć, nie wiem jak to skomentować, jakoś to do mnie nie dociera, bo jeszcze w czwartek przyszedł do mojej grupy odrabiać pediatrię.
A radiologię ZDAŁAM, także hip hip hurra, prawdopodobnie (tfu tfu nie zapeszająć!) nie będę miała żadnych poprawek. :-D Jeszcze tylko zaliczenie z farmakologii klinicznej, która jest u nas wrzodem na dupie, egzamin z mojej znienawidzonej otolaryngologii i najulubieńszej sądówki <3, trzy ostatnie ćwiczenia z medycyny paliatywnej, otolaryngo i gastroentero i.... nie, wcale nie wakacje. Jeszcze praktyki... bleh.
PS. Książka z radiologii jest pierwszą, którą na tych studiach przeczytałam od deski do deski. ;o
PS2. Sny dwa dni po tym jak je miałam, spełniły się połowicznie. Jestem wiedźmą. xD
A radiologię ZDAŁAM, także hip hip hurra, prawdopodobnie (tfu tfu nie zapeszająć!) nie będę miała żadnych poprawek. :-D Jeszcze tylko zaliczenie z farmakologii klinicznej, która jest u nas wrzodem na dupie, egzamin z mojej znienawidzonej otolaryngologii i najulubieńszej sądówki <3, trzy ostatnie ćwiczenia z medycyny paliatywnej, otolaryngo i gastroentero i.... nie, wcale nie wakacje. Jeszcze praktyki... bleh.
PS. Książka z radiologii jest pierwszą, którą na tych studiach przeczytałam od deski do deski. ;o
PS2. Sny dwa dni po tym jak je miałam, spełniły się połowicznie. Jestem wiedźmą. xD
niedziela, 7 maja 2017
[161] Forensic medicine - part infinity
Tydzień temu mieliśmy trzech facetów (samobójca, bezdomny i "domny", który wyglądał jak bezdomny. xd) Ironia losu chciała, że ten bezdomny na bezdomnego nie wyglądał, a ten "domny", którego znaleźli na posesji tuż przed jego domem chyba przez kilka lat prysznica nie widział, z włosów już mu się dredy porobiły, zaniedbana broda i brak zębów - standard. Do tego miał gips, który był tak usyfiony, że chyba nim w ziemi orał. Bielizny nie miał, dziury w skarpetach miał większe niż pozostałości po nich, nie wiem czemu z kickboxingiem mi się skojarzyło. xD Dwoma bezdomnymi mało się interesowałam, ponieważ uwagę przykuł samobójczy przypadek. Młody facet, z którym do tej pory wszystko było ok, ale w szpitalu dowiedział się, że ma cukrzycę, siekła go depresja i skoczył sobie z budynku. Co ciekawe na nadgarstku miał już ślad po cięciu, tyle że nóż był niezbyt ostry i nie doszedł do tętnicy, podobno bardzo klasyczny obraz. Z zewnątrz na ciele brak większych zmian, wszystko wyglądało cacy, poza krwią z uszu, nikt nie powiedziałby, że skakał. Po otworzeniu kilka złamań, a przyczyną zgonu było zachłyśnięcie się własną krwią.
Na ostatnich zajęciach mieliśmy w końcu pierwszą kobietę! Z bólem klatki piersiowej przyszła do najbliższej placówki medycznej i już z niej nie wyszła. Nie pamiętam dokładnie jaki był przebieg wydarzeń, ale chyba taki, że miała zawał, po czym pękł jej tętniak, rozerwało aortę i miała tamponadę serca (330ml, gdzie 150 już jest śmiertelne.) Drugi kejs to człowiek, który wypadł przez barierkę, spadł na schody, a potem jeszcze się przez nie przeturlał. Nabawił się przy tym przepukliny mosznowej, a rozmiar tego to 17cm na 12 czy jakoś tak, w każdym razie oooogromne. Kręgosłup w jakimś miejscu pękł (albo nawet dwóch), ale rdzeń kręgowy nie został przerwany. Generalnie gruchnął zdrowo, bo wszystko miał w kiepskim stanie. W ogóle w jednym z przypadków odkryliśmy, że "pacjent" miał tylko jedną nerkę. Brak jakichkolwiek blizn po operacji, więc taka uroda. Na początku myśleliśmy, że ją zgubiliśmy gdzieś po drodze.
Teraz czekam na dwie sekcje, które przyjadą zza granicy. Mam nadzieję, że będą w dniach, w których będę mogła się urwać z zajęć, bo nie wytrzymam, jeśli akurat terminy będą na dzień, w którym przypada mi coś, czego akurat nie da się odrobić. <beczy>
Fajny prokurator był ostatnio na sekcji, super ciekawe rzeczy opowiadał, prawo zaczęło mnie jeszcze bardziej interesować.. *.*
A tak poza tematem sądówkowym, to wiecie co? Transfering rzeczywistości jest naprawdę niesamowitą rzeczą. Aż buźka sama się cieszy. Połowa mojego życia składa się z łańcucha "spontanicznie coś piznę >> chwilę potem się to dzieje." Takim sposobem w super dziwnych okolicznościach poznałam swojego chłopaka, innego się pozbyłam, wylądowałam w Stanach w konkretnym stanie, na którym spontanicznie położyłam palucha na globusie, dostałam się na studia, na które kompletnie się nie wybierałam, niestety "uśmierciłam" psa i poznałam gościa podczas bezcelowej jazdy samochodem, 10 minut po tym jak stwierdziłam, że pojadę na rynek, bo może kogoś tam poznam, kilku innych ściągnęłam myślami i sami do mnie napisali, gdzie wydawałoby się, że "nie ma na to szans, bo..." Nie ma co oddawać swojego losu w ręce boga czy amuletów, sami jesteśmy w stanie wyszlifować swoje życie, wystarczy pozytywne myślenie i przekonanie o tym, że to co chcemy wcale nie jest niemożliwe, bo nie ma rzeczy niemożliwych. Tak samo jak nic nie dzieje się nadaremnie, choć często na początku ciężko dostrzec powód. :-)
Na ostatnich zajęciach mieliśmy w końcu pierwszą kobietę! Z bólem klatki piersiowej przyszła do najbliższej placówki medycznej i już z niej nie wyszła. Nie pamiętam dokładnie jaki był przebieg wydarzeń, ale chyba taki, że miała zawał, po czym pękł jej tętniak, rozerwało aortę i miała tamponadę serca (330ml, gdzie 150 już jest śmiertelne.) Drugi kejs to człowiek, który wypadł przez barierkę, spadł na schody, a potem jeszcze się przez nie przeturlał. Nabawił się przy tym przepukliny mosznowej, a rozmiar tego to 17cm na 12 czy jakoś tak, w każdym razie oooogromne. Kręgosłup w jakimś miejscu pękł (albo nawet dwóch), ale rdzeń kręgowy nie został przerwany. Generalnie gruchnął zdrowo, bo wszystko miał w kiepskim stanie. W ogóle w jednym z przypadków odkryliśmy, że "pacjent" miał tylko jedną nerkę. Brak jakichkolwiek blizn po operacji, więc taka uroda. Na początku myśleliśmy, że ją zgubiliśmy gdzieś po drodze.
Teraz czekam na dwie sekcje, które przyjadą zza granicy. Mam nadzieję, że będą w dniach, w których będę mogła się urwać z zajęć, bo nie wytrzymam, jeśli akurat terminy będą na dzień, w którym przypada mi coś, czego akurat nie da się odrobić. <beczy>
Fajny prokurator był ostatnio na sekcji, super ciekawe rzeczy opowiadał, prawo zaczęło mnie jeszcze bardziej interesować.. *.*
A tak poza tematem sądówkowym, to wiecie co? Transfering rzeczywistości jest naprawdę niesamowitą rzeczą. Aż buźka sama się cieszy. Połowa mojego życia składa się z łańcucha "spontanicznie coś piznę >> chwilę potem się to dzieje." Takim sposobem w super dziwnych okolicznościach poznałam swojego chłopaka, innego się pozbyłam, wylądowałam w Stanach w konkretnym stanie, na którym spontanicznie położyłam palucha na globusie, dostałam się na studia, na które kompletnie się nie wybierałam, niestety "uśmierciłam" psa i poznałam gościa podczas bezcelowej jazdy samochodem, 10 minut po tym jak stwierdziłam, że pojadę na rynek, bo może kogoś tam poznam, kilku innych ściągnęłam myślami i sami do mnie napisali, gdzie wydawałoby się, że "nie ma na to szans, bo..." Nie ma co oddawać swojego losu w ręce boga czy amuletów, sami jesteśmy w stanie wyszlifować swoje życie, wystarczy pozytywne myślenie i przekonanie o tym, że to co chcemy wcale nie jest niemożliwe, bo nie ma rzeczy niemożliwych. Tak samo jak nic nie dzieje się nadaremnie, choć często na początku ciężko dostrzec powód. :-)
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
[160] Angiology
Super prowadzący, aż szkoda, że tylko tyle tych zajęć było. Tylko raz udało mi się znaleźć tętno pod kolanem, brawo ja. xd Trochę przykry oddział, bo odniosłam wrażenie, że w sumie to niewiele da się zrobić i jeśli da, to nie wiadomo czy uda, a jeśli uda, to nie wiadomo czy nie będzie nawrotu w niedalekiej przyszłości. Stopy cukrzycowe, sporo pacjentów z amputowanymi obiema dolnymi kończynami, Bergery i DVT's, dużo by wymieniać. Najbardziej zapadła mi w pamięć pacjentka, która zdziwiona przyszła, że nogi jej okropnie spuchły. Po badaniu wyszło, że miała usuwane żylaki, dostała do noszenia pończochę uciskową, ale nosić nie lubi, więc nie nosi. No i zdziwiona, że nogi jak banie, trzymajcie mnie. XD Takich ludzi powinni wyrzucać ze szpitala, nie mam sił. Była też 17-latka, która po ciąży dostała zakrzepicy, szkoda mi jej było strasznie.
Maj będzie miesiącem egzaminów i zaliczeń, coś czuję, że będę się potykała na każdym jednym teście. xd Od czego by tu zacząć będąc w totalnej dupie...? :-D Od początku wydawałoby się najrozsądniej, ale gdzie był ten początek..
Wakacje chyba spędzę pod banderą United States of America, mam plany wrócenia do swojego high school, potem z najlepszą przyjaciółką zrobić road trip do Arizony, gdy będzie już jechała z powrotem do college'u, stamtąd na Florydę i rejs po Karaibach, mam nadzieję, że wszystko gładko pyknie. <3
Maj będzie miesiącem egzaminów i zaliczeń, coś czuję, że będę się potykała na każdym jednym teście. xd Od czego by tu zacząć będąc w totalnej dupie...? :-D Od początku wydawałoby się najrozsądniej, ale gdzie był ten początek..
Wakacje chyba spędzę pod banderą United States of America, mam plany wrócenia do swojego high school, potem z najlepszą przyjaciółką zrobić road trip do Arizony, gdy będzie już jechała z powrotem do college'u, stamtąd na Florydę i rejs po Karaibach, mam nadzieję, że wszystko gładko pyknie. <3
Swoją drogą zaczynam powoli dostawać pierdolca od wszystkich naokoło, którzy sraki dostają o moją specjalizację. Wybrałaś w końcu? Ty się porządnie zastanów, to decyzja na całe życie! Nie chcę żebyś była rzeźnikiem, bądź doktorem! Blah blah blah.. Tak w ogóle to smutno mi na myśl, że jeszcze trochę i pomacham uczelni na do widzenia. Mogłabym być wieczną studentką. Teraz po głowie chodzi mi żeby w międzyczasie na prawo pójść, w Stanach taki tor jest coraz bardziej popularny, hm.. Tak w ogóle to popełniłam chyba dość spory błąd, bo z taką wredną buźką byłabym dobrym prokuratorem, a tu do pacjenta się odezwać nie można, bo zaraz sraka będzie, że ci bezczelni "służbiści zdrowotni" nie służą tylko odpyskowują jak się na nich frustracje wylewa, ech.
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
[158] Forensics - RTA
Coś mi musiało mocno w kopułę przygrzać, bo po całkowicie nieprzespanej nocy stwierdziłam, że a co tam, pójdę sobie na 6 rano na sądówkę. xd Jak pomyślałam, tak zrobiłam i nawet fajnie się stało, bo był pan po wypadku komunikacyjnym, gdzie sprawca uciekł, a pana znaleźli po jakimś czasie pewnie leżącego w rowie. Informacji na temat wypadku nie było żadnych, więc tak trochę w ciemno dziabaliśmy. Wszystko ładnie pięknie, ale sporo było w tym ortopedii, więc takiego skrętu kich dostawałam, że poemat. Technik łamał kostki obu nóg, a ja miałam wrażenie jakby moje się miały zaraz wyłamać. xd Do tego jeszcze ten trzeszczący płacz metalowego stołu, masakra. Żeby było śmieszniej, rozcinali kolana, co już totalnie mnie dobiło. Jak od dwóch tygodni mam spokój ze swoim co-jakiś-czas-bolącym kolanem, tak wtedy bolały mnie oba na raz. xD W bodajże prawym znaleźliśmy krew, więc wiązadła krzyżowe poszły. O dziwo miednica była cała, ale obie nogi w kilku miejscach połamane (jedna z kości piszczelowych złamała się w trzy części), do tego po lewej stronie żebra wbiły się w płuca i po tej stronie klatki piersiowej znaleźliśmy ponad 1,5 litra krwi.
sobota, 25 marca 2017
[157] Gynecology
34 latka z dwoma dużymi mięśniakami macicy. Profesor pokazuje nam zdjęcia USG i komentuje: "To cud, że facet sobie fiuta na tym nie połamał." xD
Moje zainteresowanie wzbudziła kobieta, która miała endometrium w drzewie oskrzelowym, a co za tym idzie oprócz normalnej miesiączki co miesiąc pluła krwią. Z takim mind fuckiem wyszłam z zajęć, że nie pytajcie.
Moje zainteresowanie wzbudziła kobieta, która miała endometrium w drzewie oskrzelowym, a co za tym idzie oprócz normalnej miesiączki co miesiąc pluła krwią. Z takim mind fuckiem wyszłam z zajęć, że nie pytajcie.
wtorek, 14 marca 2017
[156] In love with Forensics
Trzy ciekawe przypadki. Chłopak po wypadku samochodowym, ochroniarz po gonitwie za złodziejem i ziomek, który ni stąd ni zowąd umarł w aucie. Osobiście zakochałam się w tym pierwszym. Na samym początku myślałam, że to gość +30, a nawet 40, a tu zonk, bo miał to rocznik '94 był. ;ooooo Taką miał spuchniętą twarz, że byłam prawie pewna, że to jakaś zachlajmorda, a tu po prostu powypadkowy gift. Trzy na cztery kończyny miały otwarte złamania. Z obu przedramion wychodziły kości (bodajże promieniowe), z prawej nogi udowa złamana w dwóch miejscach i kostka totalnie odłączona od ciała, więc gdy podniosłam nogę, ona została na stole. Trzymała się na kawałku mięsa, super widok omomom. Po otworzeniu klatki przywitały nas wszystkie połamane żebra (brak pasów), pęknięta w kilku miejscach wątroba, pęknięty kręgosłup i serce, które wyskoczyło z worka osierdziowego. Po dotknięciu głowy można byłoby stwierdzić, że gość miał czaszkę z puzzli. Wszystko się ruszało jak kra na wodzie, nos dokładnie tak samo. Po rozcięciu skóry kości wysypały się na stół, z mózgu zrobił się jeden wielki mikser (mieszanka mózgu z kawałkami czaszki.) Szczena też mu się nieźle zawinęła, bo górne ósemki było widać wywinięte na dole. :D W majtkach znaleźliśmy marysię, więc za miesiąc okaże się czy to był powód przez który zapragnął wyprzedzać na czołówkę z tirem. Z auta nic nie zostało, a jechał bardzo dobrym SUVem. Dzisiaj wygooglowałam ten wypadek i aż w szoku jestem, że gość dotarł do nas względnie w jednym kawałku, bo po oglądnięciu auta byłabym skłonna stwierdzić, że rozsypał się w mak.
Drugi przypadek to prawie 70-letni ochroniarz, który podczas gonienia złodzieja upadł i nie wstał. Podejrzenie zawału serca, ale trzeba było sprawdzić. Na ciele względnie brak siniaków, a po otwarciu klatki znaleźliśmy 1,5l krwi, porozrywane w trzech miejscach serce i jakiś gratis, o którym zapomniałam. Żeby było ciekawiej na mózgu znaleźliśmy jakiegoś guza, który na czaszce wyrobił kostniaka, ale cała ta niespodzianka nie dawała panu żadnych symptomów. Miało być krótko i łatwo, a się trochę sekcja skomplikowała. :P
Zwłoki znalezione w aucie nie były ciekawe. Jedynie na mózgu znaleźliśmy jakieś zmiany, ale to nic szczególnego. Żona mówiła, że trzy dni przed śmiercią mąż miał bóle głowy, więc była to pewnie robota zmian, które znaleźliśmy.
Drugi przypadek to prawie 70-letni ochroniarz, który podczas gonienia złodzieja upadł i nie wstał. Podejrzenie zawału serca, ale trzeba było sprawdzić. Na ciele względnie brak siniaków, a po otwarciu klatki znaleźliśmy 1,5l krwi, porozrywane w trzech miejscach serce i jakiś gratis, o którym zapomniałam. Żeby było ciekawiej na mózgu znaleźliśmy jakiegoś guza, który na czaszce wyrobił kostniaka, ale cała ta niespodzianka nie dawała panu żadnych symptomów. Miało być krótko i łatwo, a się trochę sekcja skomplikowała. :P
Zwłoki znalezione w aucie nie były ciekawe. Jedynie na mózgu znaleźliśmy jakieś zmiany, ale to nic szczególnego. Żona mówiła, że trzy dni przed śmiercią mąż miał bóle głowy, więc była to pewnie robota zmian, które znaleźliśmy.
środa, 22 lutego 2017
[153] I'm fricken happy - forensics
No i w końcu nadszedł ten dzień, sala sekcyjna na sądówce, bam! Na dzień dobry wisielec i dziadek, co mu się pod tramwaj na rowerze wpadło, potem spalony facet. Jakbym miała to wszystko opisać jednym słowem, to użyłabym słowa orgazm. :-D Beka trochę, bo na 40 osób tylko 5 stało przy stołach, a reszta stała po kątach z chusteczkami na nosach. Albo mi pierwszy nerw czaszkowy nie działa jak powinien albo oni wszyscy dla zasady się tak nakręcali, bo serio ani to nie było nic nowego, a do tego przecież częściej żywi ludzie w szpitalu walą gorzej niż to, co na autopsji mieliśmy. -.-'
Wisielec się na jakimś kabelku za klamkę powiesił. Trochę zastanawia mnie jak to ludzie robią, bo na klamce, to przecież można sobie wstać, odwiązać sznurek i cześć, nici z samobójstwa. Trzeba mieć bardzo silną wolę żeby jednak tego nie zrobić. xD Gość był dość mały i wszystko miał małe, niby logiczne, ale mózg jakiś taki się wydawał jak nie u dorosłego. W sumie nic ciekawego nie było poza tym, że superior horns of thyroid cartilage się "wzięły i złamały." Na stole już leżał poszyty, bo wcześniej wzięli go na organy i zabrali serducho na zastawki i oczy. Otwieramy powieki, a tam BUM, szkiełko i takie wtf?!
U dziadka było znacznie ciekawiej, bo po zderzeniu z tramwajem miał oczywiście pękniętą czachę i mimo, że trafił na stół i go trochę poskładali, to krwotoki załatwiły sprawę i baj baj. Takiego czerwono-czarno-niebieskiego mózgu jeszcze nie widziałam, aż zdjęcie chciałam zrobić, no ale ech.. :-( Pozostaje tylko bardzo mocno zakopać ten widok w pamięci. Oczywiście jak piłują czaszkę, to nie dość, że hałas jest wysoce irytujący, to zapach jak u dentysty, więc niespecjalnie mnie to cieszy i chyba jest to najgorsza część sekcji, bo trauma z dzieciństwa związana z dentystami jest nie do zniesienia. xD Konkurencyjną mało przyjemną sytuacją jest wbijanie strzykawki do oka i pobieranie płynu, tu się moja druga schiza odzywa (pozdrawiam jegomościa, który kiedyś spytał czy wolałabym przejechać sobie kartką po oku czy coś tam coś, od tamtej pory mam skręt kich.)
Co mnie zdziwiło to to, że porozcinane organy wrzucają do worka, a worek wsadzają w człowieka i mniemam, że go tam zaszywają. Muszę następnym razem spytać po co ten worek, bo na patomorfie się nie certolili i wrzucali do środka wszystko jak leciało bez żadnych worków. xd
Za tydzień będę cięła ja, hip hip hurra!
No, to by było chyba na tyle. Chaotyczny ten post, ale to przez nieopisaną radość. :-D <3
Wisielec się na jakimś kabelku za klamkę powiesił. Trochę zastanawia mnie jak to ludzie robią, bo na klamce, to przecież można sobie wstać, odwiązać sznurek i cześć, nici z samobójstwa. Trzeba mieć bardzo silną wolę żeby jednak tego nie zrobić. xD Gość był dość mały i wszystko miał małe, niby logiczne, ale mózg jakiś taki się wydawał jak nie u dorosłego. W sumie nic ciekawego nie było poza tym, że superior horns of thyroid cartilage się "wzięły i złamały." Na stole już leżał poszyty, bo wcześniej wzięli go na organy i zabrali serducho na zastawki i oczy. Otwieramy powieki, a tam BUM, szkiełko i takie wtf?!
U dziadka było znacznie ciekawiej, bo po zderzeniu z tramwajem miał oczywiście pękniętą czachę i mimo, że trafił na stół i go trochę poskładali, to krwotoki załatwiły sprawę i baj baj. Takiego czerwono-czarno-niebieskiego mózgu jeszcze nie widziałam, aż zdjęcie chciałam zrobić, no ale ech.. :-( Pozostaje tylko bardzo mocno zakopać ten widok w pamięci. Oczywiście jak piłują czaszkę, to nie dość, że hałas jest wysoce irytujący, to zapach jak u dentysty, więc niespecjalnie mnie to cieszy i chyba jest to najgorsza część sekcji, bo trauma z dzieciństwa związana z dentystami jest nie do zniesienia. xD Konkurencyjną mało przyjemną sytuacją jest wbijanie strzykawki do oka i pobieranie płynu, tu się moja druga schiza odzywa (pozdrawiam jegomościa, który kiedyś spytał czy wolałabym przejechać sobie kartką po oku czy coś tam coś, od tamtej pory mam skręt kich.)
Co mnie zdziwiło to to, że porozcinane organy wrzucają do worka, a worek wsadzają w człowieka i mniemam, że go tam zaszywają. Muszę następnym razem spytać po co ten worek, bo na patomorfie się nie certolili i wrzucali do środka wszystko jak leciało bez żadnych worków. xd
Za tydzień będę cięła ja, hip hip hurra!
No, to by było chyba na tyle. Chaotyczny ten post, ale to przez nieopisaną radość. :-D <3
poniedziałek, 5 grudnia 2016
[136] Forensics humour
Na sądówce bawiliśmy się w rozwiązywanie zagadek czy rana była postrzałowa, jeśli tak, to jaki strzał, z czego, z jakiej odległości, jaki typ naboju. Te zajęcia nie byłyby sobą, gdyby nie było śmiechu z fali uderzeniowej bomb i tego jak ludzi wymiata. xD Potem wszyscy się zaczęli śmiać ze stwierdzenia "the suicider was very successful, he not only hanged himself but also electrocuted, just in case." Potem pogadaliśmy sobie z jakiego naboju lepiej oberwać, jakie robią większe spustoszenie, czemu mimo, że pocisk nie łamie kości, możemy mieć ją po postrzale złamaną, jak chirurg powinien usuwać pozostałości naboi i tego typu ciekawostki. Jak zwykle nieprzeciętnie ciekawe zajęcia. Aaaa no i dowiedziałam się, że gdybym chciała narobić komuś ambarasu, to popełniając samobójstwo mogłabym sporo wątpliwości pozostawić przez to, że jestem oburęczna, a biegli szukaliby strzału osoby leworęcznej. Czyli byłabym dobrym zabójcą. ];->
Na pediatrii trochę nuda. Siedzimy w przychodni przyszpitalnej i przez kilka godzin ciurkiem przyjmujemy pacjentów. Alergologia jest bardzo nudna.
Na pediatrii trochę nuda. Siedzimy w przychodni przyszpitalnej i przez kilka godzin ciurkiem przyjmujemy pacjentów. Alergologia jest bardzo nudna.
PS. Ktoś tu jest szczęśliwym posiadaczem ajsrona 7 albo 7 plus? Tatuńcio koniecznie chce mi go na święta sprawić, a ja niespecjalnie podzielam entuzjazm, bo słyszałam, że to shit straszny? Ktoś się wypowie, pros & cons jakieś?
piątek, 2 grudnia 2016
[135] Night duty
Koło zaliczeniowe z zakazów dziecięcych zdałam, nawet całkiem ładną ocenę dostałam, a z parazytów wyniki dopiero w następnym tygodniu, ale czuję w moczu, kościach i ślinie, że też poszło oki. :-P Zeźliłam się, bo jako że moja szanowna grupa w tym roku znów ma ostatnia zakazy dorosłych, nie możemy podejść w grudniu do przedterminowego egzaminu, niech to szlag. -.- Do tego nieobecności też mieć nie można, bo prowadzącym rok temu nie chciało się odrabiać zajęć, lepiej było ich nie zrobić i powiedzieć, że to w ramach jednej dozwolonej nieobecności.
Znów poszłam sobie na dyżur i albo planety ułożyły się w niekorzystny sposób albo burza na Marsie negatywnie wpłynęła na ludzi albo koniec świata się zbliża, ale ciężko pojąć ilość złej energii jaka biła od ludzi w tamten dzień. xd Najpierw jakiś młody anestezjolog mnie zjebał, bo był średnio pocieszony faktem, że doktor pod którego opieką byłam szukał ordynatora i mnie po niego wysłał, a potem jakaś nawiedzona pacjentka na SORze naskoczyła na mnie co najmniej jakbym jej matkę kartoflem zabiła, bo nie została obsłużona tu i teraz, w chwili, gdy jej wielebna stopa przekroczyła próg szpitala. Przyszła narobić afery dla samego faktu afery. Podziwiam lekarzy, że nie wywalili jej, bo za takie zachowanie, ubliżanie i szarpaninę żadna pomoc nie powinna się należeć. Jakby tego rzucania było mało, na koniec poleciała puenta, że skargę napisze. :D Sprawa tak pilna była, że ze skierowaniem do konsultacji chirurgicznej trzeba było przyjść dnia następnego o 21/22, bo w dzień to widocznie czasu na tą niecierpiącą zwłoki rzecz nie było. I oczywiście konsultacja chirurgiczna musiała być przeprowadzona w szpitalnym oddziale ratunkowym. Poza tymi dwoma sytuacjami były dwie operacje, rak i zrosty. Była też gastroskopia, bo kotlet postanowił sobie utknąć. Tu było sporo zabawy; pacjent spanikował, zaczął się rzucać i wydziwiać, więc trochę się z nim szarpałam, ale tragedii nie było. Po gastro poszłam gościnnie na Rkę, potem na naczyniówkę do zdejmowania koszulek, z bandażowaniem trochę jest zabawy. Na końcu znów SOR, a tam zapalenie najądrza, zator tętnicy udowej i chyba to tyle.
Znów poszłam sobie na dyżur i albo planety ułożyły się w niekorzystny sposób albo burza na Marsie negatywnie wpłynęła na ludzi albo koniec świata się zbliża, ale ciężko pojąć ilość złej energii jaka biła od ludzi w tamten dzień. xd Najpierw jakiś młody anestezjolog mnie zjebał, bo był średnio pocieszony faktem, że doktor pod którego opieką byłam szukał ordynatora i mnie po niego wysłał, a potem jakaś nawiedzona pacjentka na SORze naskoczyła na mnie co najmniej jakbym jej matkę kartoflem zabiła, bo nie została obsłużona tu i teraz, w chwili, gdy jej wielebna stopa przekroczyła próg szpitala. Przyszła narobić afery dla samego faktu afery. Podziwiam lekarzy, że nie wywalili jej, bo za takie zachowanie, ubliżanie i szarpaninę żadna pomoc nie powinna się należeć. Jakby tego rzucania było mało, na koniec poleciała puenta, że skargę napisze. :D Sprawa tak pilna była, że ze skierowaniem do konsultacji chirurgicznej trzeba było przyjść dnia następnego o 21/22, bo w dzień to widocznie czasu na tą niecierpiącą zwłoki rzecz nie było. I oczywiście konsultacja chirurgiczna musiała być przeprowadzona w szpitalnym oddziale ratunkowym. Poza tymi dwoma sytuacjami były dwie operacje, rak i zrosty. Była też gastroskopia, bo kotlet postanowił sobie utknąć. Tu było sporo zabawy; pacjent spanikował, zaczął się rzucać i wydziwiać, więc trochę się z nim szarpałam, ale tragedii nie było. Po gastro poszłam gościnnie na Rkę, potem na naczyniówkę do zdejmowania koszulek, z bandażowaniem trochę jest zabawy. Na końcu znów SOR, a tam zapalenie najądrza, zator tętnicy udowej i chyba to tyle.
sobota, 29 października 2016
[130] It was nice meeting you Pulmonology
Na nefrologii zgłosiłam się na ochotnika do USG nerek. Mimo ultra małego spożywania płynów, kamicy nerkowej nie mam, więc odetchnęłam z ulgą. :D Z nieba spadły te zajęcia, bo od kilku miesięcy wydawało mi się, że coś jest nie tak, a oczywiście do lekarza nie było po drodze. Na gwałt przydałyby się teraz oftalmologia, bo tak już od 4 lat wybieram się do okulisty i coś dotrzeć nie mogę...
Na pulmonach serce mi pękło. Mój kochany doktorek nie przyszedł na ostatnie zajęcia. Wzięła nas ordynator we własnej osobie i oczywiście było sranie po gaciach, bo w tamtym roku na tuberkulozie trzepała nas aż grzmiało. Takie zawrotne tempo narzuciła, że aż trudno było za nią na korytarzu nadążyć. Nie wiem jak to zrobiła, ale przez całe zajęcia zdążyliśmy obejść wszystkie pokoje, prawie wszystkich opukać i osłuchać, krótki wywiad zebrać, a na końcu jeszcze przycisnęła nas z kilku RTG i wypuściła 10 minut wcześniej. Pacjentka, u której było podejrzenie farmer's lung okazała się mieć bronchioalveolar carcinoma. Pacjent z COPD, który miał być już do domu wypuszczany, dwie godziny przed wypisem przyszły wyniki i okazało się, że ma cardiac myxoma. Był też pan czekający na przeszczep, opowiadał o odmie i o zgromadzonym pod skórą powietrzu. Dostaliśmy potem jego RTG i było na co patrzeć.
Na neonatologii bawiliśmy się fantomami. Pierwszy raz trzymałam w ręce laryngoskop, trochę się męczyłam, ale w końcu zaintubowałam.
Za tydzień zaczną się zakazy, mamo ratuj. Jeszcze te dziecięce w tamtym roku były nawet ok (poza częścią seminaryjną), ale dorosłych nie mogłam znieść.
Kilka dni temu miałam dziwną sytuację. Byłam z kolegą na obiedzie i nagle podszedł do nas jakiś typ. Ani się nie przywitał, ani pocałuj psa w dupę na dzień dobry i z bomby wyleciał z moim nazwiskiem. Myślałam, że spadnę z krzesła, bo to był facet, który od kilku lat wypisuje do mnie na fejsie (mimo, że mu nie odpisuję i nawet nie czytam tych wiadomości), i nie wgłębiając się w szczegóły, jest skończonym psycholem. O dziwo trzeźwość umysłu mnie nie opuściła i popatrzyłam na niego jakby z drzewa spadł dodając "eee, nie", na co on znów to samo. Na szczęście po kolejnym zaprzeczeniu poszedł sobie. Chwała bogu, że niedawno zmieniłam fryzurę, to mogło wydać się całkiem wiarygodne, ale WTF! Od dziś już nie będę do życia podchodziła tak beztrosko, że nigdy nic mi grozić nie będzie. Pełne gacie miałam, masakra. A to niepierwsza sytuacja, że ktoś nieznajomy rozpoznaje mnie ze zdjęć. W sumie super anonimowy zawód sobie wybrałam, idealny do uciekania przed creeperami. <ok> Czas chyba znaleźć męża i czym prędzej zmienić nazwisko.
Na pulmonach serce mi pękło. Mój kochany doktorek nie przyszedł na ostatnie zajęcia. Wzięła nas ordynator we własnej osobie i oczywiście było sranie po gaciach, bo w tamtym roku na tuberkulozie trzepała nas aż grzmiało. Takie zawrotne tempo narzuciła, że aż trudno było za nią na korytarzu nadążyć. Nie wiem jak to zrobiła, ale przez całe zajęcia zdążyliśmy obejść wszystkie pokoje, prawie wszystkich opukać i osłuchać, krótki wywiad zebrać, a na końcu jeszcze przycisnęła nas z kilku RTG i wypuściła 10 minut wcześniej. Pacjentka, u której było podejrzenie farmer's lung okazała się mieć bronchioalveolar carcinoma. Pacjent z COPD, który miał być już do domu wypuszczany, dwie godziny przed wypisem przyszły wyniki i okazało się, że ma cardiac myxoma. Był też pan czekający na przeszczep, opowiadał o odmie i o zgromadzonym pod skórą powietrzu. Dostaliśmy potem jego RTG i było na co patrzeć.
Na neonatologii bawiliśmy się fantomami. Pierwszy raz trzymałam w ręce laryngoskop, trochę się męczyłam, ale w końcu zaintubowałam.
Za tydzień zaczną się zakazy, mamo ratuj. Jeszcze te dziecięce w tamtym roku były nawet ok (poza częścią seminaryjną), ale dorosłych nie mogłam znieść.
Kilka dni temu miałam dziwną sytuację. Byłam z kolegą na obiedzie i nagle podszedł do nas jakiś typ. Ani się nie przywitał, ani pocałuj psa w dupę na dzień dobry i z bomby wyleciał z moim nazwiskiem. Myślałam, że spadnę z krzesła, bo to był facet, który od kilku lat wypisuje do mnie na fejsie (mimo, że mu nie odpisuję i nawet nie czytam tych wiadomości), i nie wgłębiając się w szczegóły, jest skończonym psycholem. O dziwo trzeźwość umysłu mnie nie opuściła i popatrzyłam na niego jakby z drzewa spadł dodając "eee, nie", na co on znów to samo. Na szczęście po kolejnym zaprzeczeniu poszedł sobie. Chwała bogu, że niedawno zmieniłam fryzurę, to mogło wydać się całkiem wiarygodne, ale WTF! Od dziś już nie będę do życia podchodziła tak beztrosko, że nigdy nic mi grozić nie będzie. Pełne gacie miałam, masakra. A to niepierwsza sytuacja, że ktoś nieznajomy rozpoznaje mnie ze zdjęć. W sumie super anonimowy zawód sobie wybrałam, idealny do uciekania przed creeperami. <ok> Czas chyba znaleźć męża i czym prędzej zmienić nazwisko.
środa, 26 października 2016
[129] Work hard so you won't spin
Prawie miesiąc 4 roku za mną, więc czas na krótkie wspominki.
Ortopedia i traumatologia - mieliśmy sporo zabawy z gipsowaniem się i ogólnym unieruchamianiem. Potem rozcinaliśmy gipsy, a dowcipny prowadzący straszył nas, że "ała ała BOLI!!!" Niby bzdura, a kilka osób nabrało się na takie wrzaski. :-D Na innych zajęciach bawiliśmy się USG i sprawdzaliśmy sobie biodra, nadgarstki, barki i kostki. Wszystko zaczęło się od tego, że koleżanka z grupy powiedziała, że biodro boli ją jak cholera i czy doktor nie może obejrzeć. Summa summarum 2/7 osób miały problem. Koleżanka od biodra ma bursitis i tendonitis, więc na następnych zajęciach będziemy oglądać wstrzykiwanie sterydów przy pomocy USG, bo jak sama powiedziała, na fizjoterapeutę czasu nie będzie miała, więc woli inwazyjnie. xD Druga osoba okazało się, że ma dość spore szanse na carpal tunnel syndrom, więc ma unikać zbyt dużej manualnej roboty, dlatego też papa przyszła specko z chirurgii.
Sądówka - przypomnieli nam jak się sprawdza ile czasu temu ktoś pił i ile, liczyliśmy ile kto będzie miał promili po wypiciu tej samej ilości alkoholu i mimo, że nie piję, to smutno mi się zrobiło, że 250ml 40% wódki dałoby mi ponad 2,5 promila, a 70kg facetowi lekko ponad 1. xd Potem mówiliśmy o truciznach, narkotykach, zatruciach i innych tego typu smaczkach. Znów było ciekawie. I ultra wyluzowana prowadząca rzucająca żartami, które mogłyby zostać określone lekko nie na miejscu. <3 Uwielbiam.
Chirurgia - oglądaliśmy dość ciekawą operację, trochę nie słuchałam, ale między słowami wyłapałam, że mniej więcej chodzi o to, że wycięli kawałek przełyku i wycięty kawałek zastąpili kawałkiem z dwunastnicy? mimo, że 1st line treatment to pozyskanie kawałka z żołądka? Muszę o tym poczytać, bo wydaje się to całkiem intrygujące. Mieliśmy też pacjenta z inflammatory bowel disease i mimo, że znów nie słuchałam (cóż za pilna studentka..), to wpadło mi do ucha, że zazwyczaj choroba zaczyna się u dwudziestoparo latków, no super. Już się zdiagnozowałam, że moje problemy trawienne po jakichś randomowych posiłkach mogą być początkiem IBD'u. [*] Humor poprawił się jeszcze bardziej, gdy doktor dodał, że najdłuższe leczenie tego dziadostwa jakie on osobiście zna, to (uwaga!) 18 lat!! o.O
Od kiedy studiuję, co chwilę wyszukuję sobie pierdyliard chorób, które mam/mogą mi grozić, boże ratuj. xD Jednak to prawda, że im mniej w głowie, tym spokojniej człowiek śpi.
Nefrologia - w sumie to nic ciekawego nie było poza tym, że moi koledzy z hukiem zostali wypieprzeni z zajęć, bo przyszli chorzy. Był ogień! :-D Uśmiechnęła się do nas moja kochana genetyka, ponieważ mieliśmy pacjenta z ARPKD, więc mogłam brylować. Większość czasu spędziliśmy na transplantologii i ku naszemu zdziwieniu większość nerek do przeszczepu nie pochodzi od członków rodziny (rodzina to tylko jakieś 7% przeszczepów.)
Pulmonologia - miłość, miłość, miłość. Mieliśmy bronchoskopię, potem biopsję węzłów chłonnych w śródpiersiu, a na końcu pacjenta z Pompei disease (tylko 7 takich przypadków w całym kraju i on jeden na zachodzie, więc możecie sobie wyobrazić moje podniecenie.) Jak z biochemii nic nie pamiętam, tak pamiętałam moment, w którym uczyłam się o tej chorobie i trochę dziwnie się poczułam słysząc swoje własne komentarze sprzed kilku lat "po co tyrają nas takimi rzadkimi przypadkami?" To chyba coś na kształt tego jak kiedyś myślałam o angielskim, kiedy nauczyciel tyrał mnie ze słówek, których byłam pewna, że NIGDY nie użyje, a za jakiś czas okazało się, że powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" jest świętsze od przykazań bożych. xd
Fakultet z EKG okazał się strzałem w dziesiątkę i nie wiem jakim cudem, ale słucham przez całe 2,5h, a nigdy mi się takie skupienie nie zdarza, zazwyczaj po pół godzinie już mnie nie ma. :D
Straszny pierdolnik mam, bo wychodzę z domu przed 7, a wracam najwcześniej o 18, wczoraj pobiłam rekord i wróciłam o 22:40. Pewnie za kilka lat będę miała potężny butthurt, że zamiast się opieprzać, kiedy mogłam, to kręciłam kołowrotkiem jak szalona. ;x Dobrze, że moje zapieprzanie otworzyło ojcu oczy i dużo inaczej mnie traktuje niż kilka lat temu. Relacje się poprawiają tylko nie wiem czy dlatego, że zaczął mnie doceniać i jest dumny czy może powodem jest moje odgrażanie się, że za dwa lata wypalam na drugą stronę świata? Choć pewnie najbardziej przekonała go moja niezależność finansowa i fakt, że od 4 lat nie płaszczę się o pieniądze. :))
Rodzinę na grypę zaszczepiłam, duma mnie rozpiera. xD Ostatni zastrzyk robiłam na praktykach po pierwszym roku. Dziś miałam ojcu w zadek robić kolejny, bo coś tam potrzebował, ale jak poinformowałam go co mu grozi w tym rejonie, to trochę zwątpił i jednak zostawił to w rękach lekarza. xDDD
Ortopedia i traumatologia - mieliśmy sporo zabawy z gipsowaniem się i ogólnym unieruchamianiem. Potem rozcinaliśmy gipsy, a dowcipny prowadzący straszył nas, że "ała ała BOLI!!!" Niby bzdura, a kilka osób nabrało się na takie wrzaski. :-D Na innych zajęciach bawiliśmy się USG i sprawdzaliśmy sobie biodra, nadgarstki, barki i kostki. Wszystko zaczęło się od tego, że koleżanka z grupy powiedziała, że biodro boli ją jak cholera i czy doktor nie może obejrzeć. Summa summarum 2/7 osób miały problem. Koleżanka od biodra ma bursitis i tendonitis, więc na następnych zajęciach będziemy oglądać wstrzykiwanie sterydów przy pomocy USG, bo jak sama powiedziała, na fizjoterapeutę czasu nie będzie miała, więc woli inwazyjnie. xD Druga osoba okazało się, że ma dość spore szanse na carpal tunnel syndrom, więc ma unikać zbyt dużej manualnej roboty, dlatego też papa przyszła specko z chirurgii.
Sądówka - przypomnieli nam jak się sprawdza ile czasu temu ktoś pił i ile, liczyliśmy ile kto będzie miał promili po wypiciu tej samej ilości alkoholu i mimo, że nie piję, to smutno mi się zrobiło, że 250ml 40% wódki dałoby mi ponad 2,5 promila, a 70kg facetowi lekko ponad 1. xd Potem mówiliśmy o truciznach, narkotykach, zatruciach i innych tego typu smaczkach. Znów było ciekawie. I ultra wyluzowana prowadząca rzucająca żartami, które mogłyby zostać określone lekko nie na miejscu. <3 Uwielbiam.
Chirurgia - oglądaliśmy dość ciekawą operację, trochę nie słuchałam, ale między słowami wyłapałam, że mniej więcej chodzi o to, że wycięli kawałek przełyku i wycięty kawałek zastąpili kawałkiem z dwunastnicy? mimo, że 1st line treatment to pozyskanie kawałka z żołądka? Muszę o tym poczytać, bo wydaje się to całkiem intrygujące. Mieliśmy też pacjenta z inflammatory bowel disease i mimo, że znów nie słuchałam (cóż za pilna studentka..), to wpadło mi do ucha, że zazwyczaj choroba zaczyna się u dwudziestoparo latków, no super. Już się zdiagnozowałam, że moje problemy trawienne po jakichś randomowych posiłkach mogą być początkiem IBD'u. [*] Humor poprawił się jeszcze bardziej, gdy doktor dodał, że najdłuższe leczenie tego dziadostwa jakie on osobiście zna, to (uwaga!) 18 lat!! o.O
Od kiedy studiuję, co chwilę wyszukuję sobie pierdyliard chorób, które mam/mogą mi grozić, boże ratuj. xD Jednak to prawda, że im mniej w głowie, tym spokojniej człowiek śpi.
Nefrologia - w sumie to nic ciekawego nie było poza tym, że moi koledzy z hukiem zostali wypieprzeni z zajęć, bo przyszli chorzy. Był ogień! :-D Uśmiechnęła się do nas moja kochana genetyka, ponieważ mieliśmy pacjenta z ARPKD, więc mogłam brylować. Większość czasu spędziliśmy na transplantologii i ku naszemu zdziwieniu większość nerek do przeszczepu nie pochodzi od członków rodziny (rodzina to tylko jakieś 7% przeszczepów.)
Pulmonologia - miłość, miłość, miłość. Mieliśmy bronchoskopię, potem biopsję węzłów chłonnych w śródpiersiu, a na końcu pacjenta z Pompei disease (tylko 7 takich przypadków w całym kraju i on jeden na zachodzie, więc możecie sobie wyobrazić moje podniecenie.) Jak z biochemii nic nie pamiętam, tak pamiętałam moment, w którym uczyłam się o tej chorobie i trochę dziwnie się poczułam słysząc swoje własne komentarze sprzed kilku lat "po co tyrają nas takimi rzadkimi przypadkami?" To chyba coś na kształt tego jak kiedyś myślałam o angielskim, kiedy nauczyciel tyrał mnie ze słówek, których byłam pewna, że NIGDY nie użyje, a za jakiś czas okazało się, że powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" jest świętsze od przykazań bożych. xd
Fakultet z EKG okazał się strzałem w dziesiątkę i nie wiem jakim cudem, ale słucham przez całe 2,5h, a nigdy mi się takie skupienie nie zdarza, zazwyczaj po pół godzinie już mnie nie ma. :D
Straszny pierdolnik mam, bo wychodzę z domu przed 7, a wracam najwcześniej o 18, wczoraj pobiłam rekord i wróciłam o 22:40. Pewnie za kilka lat będę miała potężny butthurt, że zamiast się opieprzać, kiedy mogłam, to kręciłam kołowrotkiem jak szalona. ;x Dobrze, że moje zapieprzanie otworzyło ojcu oczy i dużo inaczej mnie traktuje niż kilka lat temu. Relacje się poprawiają tylko nie wiem czy dlatego, że zaczął mnie doceniać i jest dumny czy może powodem jest moje odgrażanie się, że za dwa lata wypalam na drugą stronę świata? Choć pewnie najbardziej przekonała go moja niezależność finansowa i fakt, że od 4 lat nie płaszczę się o pieniądze. :))
Rodzinę na grypę zaszczepiłam, duma mnie rozpiera. xD Ostatni zastrzyk robiłam na praktykach po pierwszym roku. Dziś miałam ojcu w zadek robić kolejny, bo coś tam potrzebował, ale jak poinformowałam go co mu grozi w tym rejonie, to trochę zwątpił i jednak zostawił to w rękach lekarza. xDDD
sobota, 15 października 2016
[127] Clinicals
Mam wrażenie, że ten rok będzie śmiesznie prosty w porównaniu do trzech poprzednich. Nie dość, że praktycznie codziennie kończę zajęcia maks do 12 (nie wliczam w to wykładów), to jeszcze nie ma wejściówek i kolokwiów w takiej ilości, w jakiej były do tej pory. Wystarczy mniej więcej ogarniać bieżący materiał. Jak się po milion razy powtarza jedno i to samo, to prędzej czy później zostanie to w głowie. Jedynym minusem póki co są godziny wykładów, bo trzeba byłoby na nie czekać po 3-4h, więc szczerze mówiąc większość sobie daruję i pracuję w tym czasie, bo dziwnym trafem w końcu odpuścili sobie sprawdzanie na nich obecności.
Ortopedia i traumatologia - zajęcia podzielone +/- na pół; seminarka i oddział. Trochę się na nich nudzę. Była pani z zespołem cieśni kanału nadgarstka i pan po amputacji dużego palca u stopy. Ten drugi przypadek o wiele ciekawszy, bo przy okazji omówiliśmy przeszczep skóry, całkiem ciekawa sprawa. Za każdym razem dostajemy pod nos RTG, więc mamy super trening i jak już jestem przy tym temacie, to muszę wyrazić swoje niezadowolenie ułożeniem programu. Zastanawiam się jaki jest sens radiologii dopiero na 8 semestrze, skoro oglądanie zdjęć towarzyszy już od 5-ego? Niby nie powinno mnie dziwić takie ułożenie, w końcu na drugim roku na patofizjologii robiliśmy coś, czego jeszcze na fizjologii nie zaczęliśmy nawet, ale co tam, kto by na takie coś w ogóle zważał.
Neonatologia - faceci byli bardziej podjarani dziećmi w inkubatorach niż dziewczyny, to było dość zabawne. Dość słodkie są takie małe bubunie, pozwijane między kocami, więc wyglądają jak w gniazdach. Leżą sobie w cieple (+30*), niektóre w złym, inne w kiepskim i dobrym stanie. Rekordowy maluch urodził się mając 500g... Gdzieś minęliśmy wcześniaka, który przetrwał jako jeden z trojaczków, gdzieś indziej leżała dziewczynka z HCV. Zawsze dorodne, donoszone dzieciaki wydawały mi się łatwe do uszkodzenia, ale te maluszki są nie do porównania.
Nefrologia - prowadzący głównie zajmuje się dializami, więc w końcu będę miała o nich dobre pojęcie. :-D Mieliśmy pacjenta, któremu z dnia na dzień nie wiadomo czemu palce zaczęły zachodzić nekrozą. Większość organów zaczęła siadać i po prawie roku nie ma już stóp, jest po zawale, palce u rąk zaczęły sinieć, pojawiła się nekroza. Na jednej ręce zrobili mu przetokę (do dializ), zmiany się cofnęły, ale druga jest nadal w średnim stanie. Młody chłopak. Podziwiam, bo wydawało mi się, że jego stan psychiczny będzie okropny, a on zdawał się być całkiem dobrze pogodzony z nieszczęściami. Innym razem mieliśmy pana z Lupusem i od razu przypomniał mi się prowadzący z dermy, który wypytywał o SLE. xd
Sądówka - póki co nie dzieje się nic ciekawego, bo mamy same seminarki i jedyne co jest w nich ciekawe, to zdjęcia z autopsji, komentarze prowadzącego, że powiesić to się jeszcze trzeba umieć, bo na sznurku można dogorywać godzinę zamiast minuty. Kocham taki humor. xD Instrukcje jak odróżnić pozorowane samobójstwo od tego prawdziwego też były fajne!
Pulmonologia - mój konik. Wszystko na zajęciach idzie jak po maśle. Mieliśmy 70 letniego muzyka z COPD (paczka fajek dziennie przez x-dziesiąt lat) i 79 letnią panią, której nie do końca wiadomo co jest. Tak się zastanawiam czy alternatywą do mojej pracy na sądówce nie będzie pulmonologia.
Chirurgia - uczyliśmy się szyć i stwierdzam, że chirurgiem nie będę. >.< Pominę ilość kurew i innych takich, które rzucałam pod nosem, kiedy nie szło. Trening czyni mistrza, ale można się zdrzaźnić. Potem uczyli nas wiązania węzłów i mimo, że mieliśmy to dwa lata temu na anatomii klinicznej, to ofc nikt już nic nie pamiętał.. :-D
Nienawidzę czwartków. 9h w szpitalu i brak czasu na ciepły posiłek są przesadą. Stan studenciaków mówił sam za siebie. ALE! Jeszcze kilka tygodni i odetchniemy.
Za niedługo zaczną się fakultety. Może w końcu raz, a dobrze nauczę się EKG, a nie tylko na chwilę, bo kolokwium. xd Znowu zimowy semestr dopakowuję w dodatkowe zajęcia, aby letni mieć w miarę lajtowy.
A i wiecie co? Hitem tygodnia jest opis zdjęcia u pacjentki po wyciętym pęcherzyku żółciowym, że jest on dobrych rozmiarów i wszystko z nim ok. xDD Cudowne są takie smaczki.
Ortopedia i traumatologia - zajęcia podzielone +/- na pół; seminarka i oddział. Trochę się na nich nudzę. Była pani z zespołem cieśni kanału nadgarstka i pan po amputacji dużego palca u stopy. Ten drugi przypadek o wiele ciekawszy, bo przy okazji omówiliśmy przeszczep skóry, całkiem ciekawa sprawa. Za każdym razem dostajemy pod nos RTG, więc mamy super trening i jak już jestem przy tym temacie, to muszę wyrazić swoje niezadowolenie ułożeniem programu. Zastanawiam się jaki jest sens radiologii dopiero na 8 semestrze, skoro oglądanie zdjęć towarzyszy już od 5-ego? Niby nie powinno mnie dziwić takie ułożenie, w końcu na drugim roku na patofizjologii robiliśmy coś, czego jeszcze na fizjologii nie zaczęliśmy nawet, ale co tam, kto by na takie coś w ogóle zważał.
Neonatologia - faceci byli bardziej podjarani dziećmi w inkubatorach niż dziewczyny, to było dość zabawne. Dość słodkie są takie małe bubunie, pozwijane między kocami, więc wyglądają jak w gniazdach. Leżą sobie w cieple (+30*), niektóre w złym, inne w kiepskim i dobrym stanie. Rekordowy maluch urodził się mając 500g... Gdzieś minęliśmy wcześniaka, który przetrwał jako jeden z trojaczków, gdzieś indziej leżała dziewczynka z HCV. Zawsze dorodne, donoszone dzieciaki wydawały mi się łatwe do uszkodzenia, ale te maluszki są nie do porównania.
Nefrologia - prowadzący głównie zajmuje się dializami, więc w końcu będę miała o nich dobre pojęcie. :-D Mieliśmy pacjenta, któremu z dnia na dzień nie wiadomo czemu palce zaczęły zachodzić nekrozą. Większość organów zaczęła siadać i po prawie roku nie ma już stóp, jest po zawale, palce u rąk zaczęły sinieć, pojawiła się nekroza. Na jednej ręce zrobili mu przetokę (do dializ), zmiany się cofnęły, ale druga jest nadal w średnim stanie. Młody chłopak. Podziwiam, bo wydawało mi się, że jego stan psychiczny będzie okropny, a on zdawał się być całkiem dobrze pogodzony z nieszczęściami. Innym razem mieliśmy pana z Lupusem i od razu przypomniał mi się prowadzący z dermy, który wypytywał o SLE. xd
Sądówka - póki co nie dzieje się nic ciekawego, bo mamy same seminarki i jedyne co jest w nich ciekawe, to zdjęcia z autopsji, komentarze prowadzącego, że powiesić to się jeszcze trzeba umieć, bo na sznurku można dogorywać godzinę zamiast minuty. Kocham taki humor. xD Instrukcje jak odróżnić pozorowane samobójstwo od tego prawdziwego też były fajne!
Pulmonologia - mój konik. Wszystko na zajęciach idzie jak po maśle. Mieliśmy 70 letniego muzyka z COPD (paczka fajek dziennie przez x-dziesiąt lat) i 79 letnią panią, której nie do końca wiadomo co jest. Tak się zastanawiam czy alternatywą do mojej pracy na sądówce nie będzie pulmonologia.
Chirurgia - uczyliśmy się szyć i stwierdzam, że chirurgiem nie będę. >.< Pominę ilość kurew i innych takich, które rzucałam pod nosem, kiedy nie szło. Trening czyni mistrza, ale można się zdrzaźnić. Potem uczyli nas wiązania węzłów i mimo, że mieliśmy to dwa lata temu na anatomii klinicznej, to ofc nikt już nic nie pamiętał.. :-D
Nienawidzę czwartków. 9h w szpitalu i brak czasu na ciepły posiłek są przesadą. Stan studenciaków mówił sam za siebie. ALE! Jeszcze kilka tygodni i odetchniemy.
Za niedługo zaczną się fakultety. Może w końcu raz, a dobrze nauczę się EKG, a nie tylko na chwilę, bo kolokwium. xd Znowu zimowy semestr dopakowuję w dodatkowe zajęcia, aby letni mieć w miarę lajtowy.
A i wiecie co? Hitem tygodnia jest opis zdjęcia u pacjentki po wyciętym pęcherzyku żółciowym, że jest on dobrych rozmiarów i wszystko z nim ok. xDD Cudowne są takie smaczki.
piątek, 16 września 2016
[125] Let the 4th year begin
Nie wiem co się mojej kochanej Almie Mater stało, ale dostaliśmy już plan! Jak w tamtym roku podali go o 6 rano w pierwszy dzień roku akademickiego, tak teraz pół miesięczne wyprzedzenie, nono.. Mamy postęp. ;-DD Niestety nic nie może być zbyt piękne, więc nadal nie wiemy czy mamy te same grupy, aaale! przynajmniej jest ten zakichany plan! Trochę słabo, bo co tydzień będziemy mieć coś innego, sądówka jest porozwalana po różnych tygodniach, jakby ciągiem nie można było, no ale cóż. Anestezjologia i choroby zakaźne dorosłych będą mnie dręczyły dwa razy w tygodniu, o ile moja grupa to nadal moja grupa, więc będzie wesoło. *ok*
Co mnie w tym roku czeka?
Anestezjologia, chirurgia, nefrologia, pulmonologia, ginekologia i położnictwo, medycyna nuklearna, farmakologia kliniczna, medycyna paliatywna, neonatologia, medycyna sądowa, ortopedia i traumatologia, otolaryngologia, radiologia, angiologia, gastroenterologia, kontynuacja chorób zakaźnych dzieci i dorosłych, pediatria po raz kolejny, a ponadto jakiś dziwny przedmiot, którego nazwy nie pamiętam.
Będzie ciekawie. :) Ach, zapomniałam, że jeszcze parazytologię będziemy mieć po raz drugi, hip hip hurra! Sprawdzą co pamiętamy z pierwszego roku. xD
Najlepsze jaja będą z fakultetami, bo jak tu na jakiś się zapisać, kiedy plan co tydzień wygląda inaczej? Zakładając, że da się to jakoś zrobić, to jako ekspert EKG powinnam zapisać się na zaawansowaną elektrokardiografię. xDDD
Co mnie w tym roku czeka?
Anestezjologia, chirurgia, nefrologia, pulmonologia, ginekologia i położnictwo, medycyna nuklearna, farmakologia kliniczna, medycyna paliatywna, neonatologia, medycyna sądowa, ortopedia i traumatologia, otolaryngologia, radiologia, angiologia, gastroenterologia, kontynuacja chorób zakaźnych dzieci i dorosłych, pediatria po raz kolejny, a ponadto jakiś dziwny przedmiot, którego nazwy nie pamiętam.
Będzie ciekawie. :) Ach, zapomniałam, że jeszcze parazytologię będziemy mieć po raz drugi, hip hip hurra! Sprawdzą co pamiętamy z pierwszego roku. xD
Najlepsze jaja będą z fakultetami, bo jak tu na jakiś się zapisać, kiedy plan co tydzień wygląda inaczej? Zakładając, że da się to jakoś zrobić, to jako ekspert EKG powinnam zapisać się na zaawansowaną elektrokardiografię. xDDD
sobota, 13 sierpnia 2016
[124] Praktyki na internie
Tak się bałam praktyk, a było nawet całkiem fajnie! Poznałam grupę super ludzi, lekarze byli świetni, przypadki trafiały się i ciekawe, i skomplikowane, wszystkiego po trochu. Czy się czegoś nauczyłam, to ciężko stwierdzić, nadal jestem zdania, że taki miesiąc jedyne co wnosi do życia, to zapełnienie czasu i okradzenie wakacji z trzech do dwóch miesięcy plus może jeszcze jakieś tam obycie jak to wygląda na danym oddziale. :-P Z nowych umiejętności na pewno mogę pochwalić się tworzeniem wypisów (czyli praca trochę sekretarska :-D), pisaniem przebiegów i mierzeniem ciśnienia (śmiejcie się śmiejcie, ale do tej pory było to dla mnie nie do przeskoczenia, brakowało jednej ręki. xD)
Jak wyglądał dzień na oddziale? Rano odprawa, chodzenie z pokoju do pokoju, przedstawianie przypadku każdego z pacjentów po kolei, debatowanie nad dalszym leczeniem. Mam wrażenie, że to wszystko jest postawione na głowie. W tym samym czasie chodzą lekarze, co pielęgniarki robią ranne toalety, a pacjenci mają śniadanie, czemu to tak wszystko zusammen do kupy musi być? Później zazwyczaj lekarze zaganiali nas do przeprowadzania wywiadów z nowo przyjętymi pacjentami, rozpisywaniem z nimi kwestionariuszy odnośnie jakichś tam badań (zgody na TK, gastroskopie, itd.) i znowu wypisy, przebiegi, rozpisywanie kart zleceń. Niby było dużo do roboty, ale trochę nuda, więc gdy nie było co robić uciekaliśmy na chirurgię oglądać operacje. :-D
Trochę z radiologami mieliśmy do czynienia, bo codziennie ktoś na oddziale miał do wykonania USG czegoś, a zazwyczaj było ich kilka, więc podpinaliśmy się, zawsze to coś ciekawszego niż siedzenie przed komputerem i przepisywanie papierologii na monitor. *sigh* Zawsze dwójka lekarzy przychodziła i oboje mieli to samo podejście; mieliśmy mówić im po imieniu. o.O Trochę szok, bo jak do lekarza, a w szczególności po specce mówić po imieniu?! :-D Widocznie na radiologii taki klimat panuje, ale do dziś z szoku wyjść nie mogę. Ktoś gówno studentowi mówi żeby być per ty. xD Pod koniec praktyk z kolegą mieliśmy się urwać na cały dzień na radiologię, ale jakoś tak się nieszczęśliwie złożyło, że akurat na oddziale sporo do roboty było, chlip chlip. Niemniej jednak sporo się nauczyliśmy i aż pełna niedowierzania byłam, kiedy na monitorze byłam w stanie dojrzeć coś więcej niż szare maziaje. :-DD Któregoś razu gościnnie przeszliśmy się z USG na geriatrię i nasz super miły lekarz tylko rzucił, abyśmy zerknęli na kartę pacjenta. Patrzyliśmy i patrzyliśmy, nic ciekawego nie wypatrzyliśmy, aż w końcu zonk! Pacjentka miała 102 lata i miała się całkiem całkiem.
Przy okazji wspominania o starych ludziach; mieliśmy zgon i cyrk z nim związany, bo kobieta leżąca obok pani, która umarła, zrobiła taki raban, że cały oddział przez cały dzień był postawiony na szpilkach. Dobra aktorka z niej, codziennie coś nowego odpieprzała, ale sceny związane ze zgonem były kwintesencją jej możliwości. xd Wyniosła się na korytarz i nie chciała wrócić do pokoju, więc wszystkie posiłki jadła przed dyżurką pielęgniarską i tam też spała. xd Taka chora i umierająca, a tyle godzin na niewygodnym krześle wytrzymała. Nie wspomnę już nawet o tym jak pani przynosząca jedzenie pytała czy ma dietę cukrzycową, na co ta odpowiadała, że nienienie!, a jak się pewnie domyślacie, cukrzycę miała niemałą. ;-)
Mieliśmy ciekawy przypadek bezdomnej pijaczki. Przyszła z ogromnym wodobrzuszem, HCV (żółtaczka) i HBs+. W badaniu markerów CA125 wyszło ponad 800, więc od razu powstało podejrzenie raka jajnika. Do tego wszystkiego miała zespół wątrobowo-nerkowy, marskość wątroby i szereg innych dolegliwości, których już nie pamiętam. W wywiadzie podała, że wypija dwie butelki wódki dziennie, na izbę przyszła z ponad dwoma promilami we krwi. :-P Kobieta, jak nietrudno przewidzieć, była dość niereformowalna, w ogóle nie współpracowała z lekarzami i pomimo pogarszającego się stanu, nie miała problemu z wychodzeniem z szeregiem kroplówek na dwór, aby zapalić. Miała mieć badanie ginekologiczne, zgodziła się, a gdy lekarz przyszedł, powiedziała, że w momencie podejmowania decyzji była niepoczytalna i jednak się nie zgadza. Cewnika nie dała sobie założyć, mówiła, że pomoże robić bilans płynów i będzie sikała do specjalnego pojemnika, oczywiście tego nie robiła, więc bilans pozostawał wielką niewiadomą. W trakcie obchodów panom kazała wychodzić z sali (haha, no zabawne.) Brzucha nakłuć się nie dało, bo INR miała za wysoki, furosemid na nią nie działał, zamiast się odwodnić, nabrała wody i z nóg się banie porobiły. Oddział zakaźny wziąć jej nie chciał, przekierowali na gastroenterologię, gastroenterologia miejsc nie miała, więc takim sposobem utknęła u nas. xD Summa summarum kobitka niebawem zejdzie z tego świata (a 35 lat ma), bo nikt nie zrobi jej transfuzji albuminowej, których potrzebowałaby trzech, gdzie jedna kosztuje 12 tysięcy, a do tego jeszcze przeszczep wątroby byłby potrzebny, do którego ona się stanowczo nie kwalifikuje. KOSMOS. Tak się zastanawiam po co państwo zaprząta sobie głowę takimi degeneratami, którzy nic swoim jestestwem nie wnoszą, a wręcz rozmnażają patologię? Jakbym w rządzie była, to od razu takie jednostki wykluczyłabym z prawa do leczenia. Dlaczego jedni zapieprzają dzień w dzień w pracy, odprowadzają ogromne podatki i czekają w nie wiadomo jakich kolejkach w NFZ, a takie niefrasobliwe osobistości brane są w pierwszej kolejności, pomimo tego, że ubezpieczenia nie mają? Niby MOPS ich ubezpiecza, ale po co i czyim kosztem? Ludzi, którzy mają większe ambicje niż chlanie za państwowe pieniądze? Pewnie zaraz zostanę nazwana nazi, ale takie samo podejście mam względem ludzi leczonych na raka z historią palenia w papierach. :-P
Przy cewnikowaniu pana byłam i przyjemnie to nie wyglądało. Rzucał się jak łosoś w górę rzeki i wydzierał, że to boli jakby to operacja była! xD Stażystka się zapomniała i ręki mu nie przytrzymała, prawie wyrwał sobie całe ustrojstwo. Mało co mnie rusza (z reguły tylko złamania), ale wyobrażenie wyrwania tego, zrobiło mi w głowie małe ałi.
Z kilkoma młodymi panami się zakumplowałam i miło było, gdy szło się po korytarzu i gdzieś tam z boku dobiegało "miło panią widzieć, dzień dobry!" <3 Niektórzy pacjenci są naprawdę super. :) Taki równoważnik do tych roszczeniowych zgorzknialców.
Ach, prawie zapomniałam o najważniejszym. Oczywiście pielęgniarki dały popis swojej słodkości. Biedne nie mogły się do nas dowalić, bo już pod nimi nie byliśmy, ale i tak próbowały. Któregoś razu nawet do samej ordynator skakały. Pani ordynator poprosiła, aby umyły i przebrały pacjenta, bo z jakichś powodów był cały mokry i brudny w śniadaniu, a one jej na to, że już go przecież przebierały! Profesor mówi, że no i co z tego, jak teraz nawet się go zbadać nie da, a te już z ryjem, że no nie rozdwoją się i poszły sobie. xd
Pewnie coś mi się jeszcze później przypomni, to edyt zrobię albo nowy post dodam, tymczasem udanych wakacji wszystkim życzę! <3
Jak wyglądał dzień na oddziale? Rano odprawa, chodzenie z pokoju do pokoju, przedstawianie przypadku każdego z pacjentów po kolei, debatowanie nad dalszym leczeniem. Mam wrażenie, że to wszystko jest postawione na głowie. W tym samym czasie chodzą lekarze, co pielęgniarki robią ranne toalety, a pacjenci mają śniadanie, czemu to tak wszystko zusammen do kupy musi być? Później zazwyczaj lekarze zaganiali nas do przeprowadzania wywiadów z nowo przyjętymi pacjentami, rozpisywaniem z nimi kwestionariuszy odnośnie jakichś tam badań (zgody na TK, gastroskopie, itd.) i znowu wypisy, przebiegi, rozpisywanie kart zleceń. Niby było dużo do roboty, ale trochę nuda, więc gdy nie było co robić uciekaliśmy na chirurgię oglądać operacje. :-D
Trochę z radiologami mieliśmy do czynienia, bo codziennie ktoś na oddziale miał do wykonania USG czegoś, a zazwyczaj było ich kilka, więc podpinaliśmy się, zawsze to coś ciekawszego niż siedzenie przed komputerem i przepisywanie papierologii na monitor. *sigh* Zawsze dwójka lekarzy przychodziła i oboje mieli to samo podejście; mieliśmy mówić im po imieniu. o.O Trochę szok, bo jak do lekarza, a w szczególności po specce mówić po imieniu?! :-D Widocznie na radiologii taki klimat panuje, ale do dziś z szoku wyjść nie mogę. Ktoś gówno studentowi mówi żeby być per ty. xD Pod koniec praktyk z kolegą mieliśmy się urwać na cały dzień na radiologię, ale jakoś tak się nieszczęśliwie złożyło, że akurat na oddziale sporo do roboty było, chlip chlip. Niemniej jednak sporo się nauczyliśmy i aż pełna niedowierzania byłam, kiedy na monitorze byłam w stanie dojrzeć coś więcej niż szare maziaje. :-DD Któregoś razu gościnnie przeszliśmy się z USG na geriatrię i nasz super miły lekarz tylko rzucił, abyśmy zerknęli na kartę pacjenta. Patrzyliśmy i patrzyliśmy, nic ciekawego nie wypatrzyliśmy, aż w końcu zonk! Pacjentka miała 102 lata i miała się całkiem całkiem.
Przy okazji wspominania o starych ludziach; mieliśmy zgon i cyrk z nim związany, bo kobieta leżąca obok pani, która umarła, zrobiła taki raban, że cały oddział przez cały dzień był postawiony na szpilkach. Dobra aktorka z niej, codziennie coś nowego odpieprzała, ale sceny związane ze zgonem były kwintesencją jej możliwości. xd Wyniosła się na korytarz i nie chciała wrócić do pokoju, więc wszystkie posiłki jadła przed dyżurką pielęgniarską i tam też spała. xd Taka chora i umierająca, a tyle godzin na niewygodnym krześle wytrzymała. Nie wspomnę już nawet o tym jak pani przynosząca jedzenie pytała czy ma dietę cukrzycową, na co ta odpowiadała, że nienienie!, a jak się pewnie domyślacie, cukrzycę miała niemałą. ;-)
Mieliśmy ciekawy przypadek bezdomnej pijaczki. Przyszła z ogromnym wodobrzuszem, HCV (żółtaczka) i HBs+. W badaniu markerów CA125 wyszło ponad 800, więc od razu powstało podejrzenie raka jajnika. Do tego wszystkiego miała zespół wątrobowo-nerkowy, marskość wątroby i szereg innych dolegliwości, których już nie pamiętam. W wywiadzie podała, że wypija dwie butelki wódki dziennie, na izbę przyszła z ponad dwoma promilami we krwi. :-P Kobieta, jak nietrudno przewidzieć, była dość niereformowalna, w ogóle nie współpracowała z lekarzami i pomimo pogarszającego się stanu, nie miała problemu z wychodzeniem z szeregiem kroplówek na dwór, aby zapalić. Miała mieć badanie ginekologiczne, zgodziła się, a gdy lekarz przyszedł, powiedziała, że w momencie podejmowania decyzji była niepoczytalna i jednak się nie zgadza. Cewnika nie dała sobie założyć, mówiła, że pomoże robić bilans płynów i będzie sikała do specjalnego pojemnika, oczywiście tego nie robiła, więc bilans pozostawał wielką niewiadomą. W trakcie obchodów panom kazała wychodzić z sali (haha, no zabawne.) Brzucha nakłuć się nie dało, bo INR miała za wysoki, furosemid na nią nie działał, zamiast się odwodnić, nabrała wody i z nóg się banie porobiły. Oddział zakaźny wziąć jej nie chciał, przekierowali na gastroenterologię, gastroenterologia miejsc nie miała, więc takim sposobem utknęła u nas. xD Summa summarum kobitka niebawem zejdzie z tego świata (a 35 lat ma), bo nikt nie zrobi jej transfuzji albuminowej, których potrzebowałaby trzech, gdzie jedna kosztuje 12 tysięcy, a do tego jeszcze przeszczep wątroby byłby potrzebny, do którego ona się stanowczo nie kwalifikuje. KOSMOS. Tak się zastanawiam po co państwo zaprząta sobie głowę takimi degeneratami, którzy nic swoim jestestwem nie wnoszą, a wręcz rozmnażają patologię? Jakbym w rządzie była, to od razu takie jednostki wykluczyłabym z prawa do leczenia. Dlaczego jedni zapieprzają dzień w dzień w pracy, odprowadzają ogromne podatki i czekają w nie wiadomo jakich kolejkach w NFZ, a takie niefrasobliwe osobistości brane są w pierwszej kolejności, pomimo tego, że ubezpieczenia nie mają? Niby MOPS ich ubezpiecza, ale po co i czyim kosztem? Ludzi, którzy mają większe ambicje niż chlanie za państwowe pieniądze? Pewnie zaraz zostanę nazwana nazi, ale takie samo podejście mam względem ludzi leczonych na raka z historią palenia w papierach. :-P
Przy cewnikowaniu pana byłam i przyjemnie to nie wyglądało. Rzucał się jak łosoś w górę rzeki i wydzierał, że to boli jakby to operacja była! xD Stażystka się zapomniała i ręki mu nie przytrzymała, prawie wyrwał sobie całe ustrojstwo. Mało co mnie rusza (z reguły tylko złamania), ale wyobrażenie wyrwania tego, zrobiło mi w głowie małe ałi.
Z kilkoma młodymi panami się zakumplowałam i miło było, gdy szło się po korytarzu i gdzieś tam z boku dobiegało "miło panią widzieć, dzień dobry!" <3 Niektórzy pacjenci są naprawdę super. :) Taki równoważnik do tych roszczeniowych zgorzknialców.
Ach, prawie zapomniałam o najważniejszym. Oczywiście pielęgniarki dały popis swojej słodkości. Biedne nie mogły się do nas dowalić, bo już pod nimi nie byliśmy, ale i tak próbowały. Któregoś razu nawet do samej ordynator skakały. Pani ordynator poprosiła, aby umyły i przebrały pacjenta, bo z jakichś powodów był cały mokry i brudny w śniadaniu, a one jej na to, że już go przecież przebierały! Profesor mówi, że no i co z tego, jak teraz nawet się go zbadać nie da, a te już z ryjem, że no nie rozdwoją się i poszły sobie. xd
Pewnie coś mi się jeszcze później przypomni, to edyt zrobię albo nowy post dodam, tymczasem udanych wakacji wszystkim życzę! <3
piątek, 1 lipca 2016
[123] 3rd year - complete
ZDAŁAM FARMĘ!!!!!
Takim oto sposobem trzeci rok stał się pierwszym rokiem, który w całości zaliczyłam w pierwszych terminach, coś niecodziennego. :-D Jeszcze oby praktyki dało się zaliczyć szybciej niż ustawa przewiduje i będzie można świętować rozpoczynając wakacje życia! <3
Mam jakiś tydzień na ostateczną decyzję, gdzie chciałabym jechać na te dwa fantastyczne miesiące, blee jestem cieniutka w podejmowaniu tego typu decyzji.
Szkoda, że dopełnieniem wczorajszej euforii nie była wygrana Polaków, bardzo mi ich szkoda, szczególnie Kuby. Zastanawiam się jakim cudem Portugalia wychodząc na trzecim miejscu z fazy grupowej i nie wygrywając żadnego meczu w podstawowym czasie doszła do półfinału. Bardzo szkoda, mam nadzieję, że spotkamy się z nimi raz jeszcze czy to w eliminacjach do Mistrzostw Świata czy na samych MŚ i dokopiemy im na tyle mocno, aby Portugalczycy obudzili się ze swojej baśni o "wielkiej" Portugalii opartej na Ronaldo. Wielkie brawa dla naszych chłopaków, w końcu nie było ich wstyd oglądać, mam nadzieję, że będą z nimi pracować dobry psycholodzy, aby się bidule nie pozałamywały (zwłaszcza Fabiański z Błaszczykowskim.) Za dwa lata już Kapustka i Zieliński trochę się ograją, miejmy nadzieję Rybus nie będzie miał kontuzji i znów dadzą nam ogromne dawki pozytywnych emocji. <3
Mam jakiś tydzień na ostateczną decyzję, gdzie chciałabym jechać na te dwa fantastyczne miesiące, blee jestem cieniutka w podejmowaniu tego typu decyzji.
Szkoda, że dopełnieniem wczorajszej euforii nie była wygrana Polaków, bardzo mi ich szkoda, szczególnie Kuby. Zastanawiam się jakim cudem Portugalia wychodząc na trzecim miejscu z fazy grupowej i nie wygrywając żadnego meczu w podstawowym czasie doszła do półfinału. Bardzo szkoda, mam nadzieję, że spotkamy się z nimi raz jeszcze czy to w eliminacjach do Mistrzostw Świata czy na samych MŚ i dokopiemy im na tyle mocno, aby Portugalczycy obudzili się ze swojej baśni o "wielkiej" Portugalii opartej na Ronaldo. Wielkie brawa dla naszych chłopaków, w końcu nie było ich wstyd oglądać, mam nadzieję, że będą z nimi pracować dobry psycholodzy, aby się bidule nie pozałamywały (zwłaszcza Fabiański z Błaszczykowskim.) Za dwa lata już Kapustka i Zieliński trochę się ograją, miejmy nadzieję Rybus nie będzie miał kontuzji i znów dadzą nam ogromne dawki pozytywnych emocji. <3
sobota, 11 czerwca 2016
[120] Let the hunger games begin
Na egzaminach na razie 1:0 dla mnie, interna zaliczona! Przede mną jeszcze immuny i farma, mam nadzieję, że pójdzie dobrze, bo mam bogate plany na wakacje i chcę żeby wypaliły.
Z farmakologii wyciągnęłam średnią 4,0, więc w razie W będę miała jeszcze extra szansę w lipcu, więc zawsze to coś. :-D Na diagnostyce laboratoryjnej przeorali nas jak mogli i jak myślałam, że przez wybrane studia ominie mnie pisanie prac licencjackich/magisterskich, tak musiałam napisać śmieszny raport, który miał grubo ponad 20 kartek. o.O Żeby nie było to oprócz tego pisaliśmy test zaliczeniowy, także katedra bioszki jak zwykle nie zawiodła. -.- Ale amen w pacierzu, że już na zawsze się nie zobaczymy!
Ten tydzień był tak straszny, że brak mi słów na opisanie go. Jeszcze w międzyczasie na ostatnią chwilę pisałam prace zaliczeniowe na fakultety, bo oczywiście trzeba było to zostawić na ostatni moment, jakże inaczej.
Z farmakologii wyciągnęłam średnią 4,0, więc w razie W będę miała jeszcze extra szansę w lipcu, więc zawsze to coś. :-D Na diagnostyce laboratoryjnej przeorali nas jak mogli i jak myślałam, że przez wybrane studia ominie mnie pisanie prac licencjackich/magisterskich, tak musiałam napisać śmieszny raport, który miał grubo ponad 20 kartek. o.O Żeby nie było to oprócz tego pisaliśmy test zaliczeniowy, także katedra bioszki jak zwykle nie zawiodła. -.- Ale amen w pacierzu, że już na zawsze się nie zobaczymy!
Ten tydzień był tak straszny, że brak mi słów na opisanie go. Jeszcze w międzyczasie na ostatnią chwilę pisałam prace zaliczeniowe na fakultety, bo oczywiście trzeba było to zostawić na ostatni moment, jakże inaczej.
May the odds be ever in your favor. :)
Powodzenia na egzaminach!
Powodzenia na egzaminach!
środa, 1 czerwca 2016
[118] Witty
- Guys, let me remind you, no smartphones are allowed! No Blackberries, no Raspberries, no Strawberries, no Blueberries and no Appleberries!
Kocham, po prostu kocham tego profesora. xD
Kocham, po prostu kocham tego profesora. xD
środa, 18 maja 2016
[116] Prop of internal diseases - practical exam
Egzamin praktyczny z interny mimo obaw przebiegł pomyślnie. Dostałam dwóch pacjentów, jeden z problemem płuc, drugi z sercem. W płucach astma oskrzelowa, z sercu stenoza zastawki aortalnej; dostałam olśnienia, w końcu zaczęłam słyszeć coś więcej niż tylko pum pum pum pum pum, sukces. xD Taka z siebie dumna byłam, że przez dwa dni nic i nikt nie był w stanie mi zepsuć nastroju! Później jeszcze wpadło kilka kontrolnych pytanek typu co powoduje obrzęk, jakie są abdominal signs, jak je sprawdzić, gdzie i co nam powiedzą, na co będzie się skarżył pacjent z astmą i kilka innych pierdołek tego typu, więc lajcik!
Choroby zakaźne ostatnio przeorały nas na całego. Biochemia wróciła i trochę rozłożyliśmy się na łopatki, wstyd na całego, ale podobno każde zajęcia tak wyglądają, więc trzeba się uzbroić na zaginanie. Na początku prowadząca super żarcikiem rzuciła "przepraszam za spóźnienie, to się więcej nie zdarzy, a wiecie czemu? Bo to moje jedyne zajęcia z Wami, kolejne będziecie mieli z kimś innym." Dobry humor z rana dał ogromną nadzieję na przyjemne spędzone 3 godziny zajęć.
Na diagnostyce laboratoryjnej robiliśmy pięć ćwiczonek związanych z krzepliwością, CRP i żelazem. Nuda, nuda, nuda. Biochemia część druga. Mieszanie, dolewanie, mierzenie, czekanie, czekanie, czekanie, (...) czekanie. Czasami nawet 40 minut bezczynności, bo się inkubuje jakaś probówka. Całe szczęście, że zostały jeszcze tylko 2 zajęcia. Podobno test końcowy rozwala na części pierwsze, ale tym martwić będę się potem... :-D
Farmakologia daje o sobie znaki. Na ostatnich zajęciach mieliśmy teścik, jako dziecko szczęścia idealnie się wstrzeliłam w pytania, więc jest nadzieja na zwolnienie z egzaminu z recepty, bo średnia powinna przekroczyć 4,0 bez problemu, hip hip hurra! Żeby nie było zbyt wesoło, w następnym tygodniu kolokwium z ostatniej części materiału. Plus jest taki, że zawiera to, co teraz pisaliśmy, więc będzie mniej nauki, minus jest taki, że CNS nie jest moją mocną stroną, więc obawiam się, że czasu może mi nie starczyć. [*]
Załatwiłam sobie termin na praktyki, jak co roku tryskam entuzjazmem..
Choroby zakaźne ostatnio przeorały nas na całego. Biochemia wróciła i trochę rozłożyliśmy się na łopatki, wstyd na całego, ale podobno każde zajęcia tak wyglądają, więc trzeba się uzbroić na zaginanie. Na początku prowadząca super żarcikiem rzuciła "przepraszam za spóźnienie, to się więcej nie zdarzy, a wiecie czemu? Bo to moje jedyne zajęcia z Wami, kolejne będziecie mieli z kimś innym." Dobry humor z rana dał ogromną nadzieję na przyjemne spędzone 3 godziny zajęć.
Na diagnostyce laboratoryjnej robiliśmy pięć ćwiczonek związanych z krzepliwością, CRP i żelazem. Nuda, nuda, nuda. Biochemia część druga. Mieszanie, dolewanie, mierzenie, czekanie, czekanie, czekanie, (...) czekanie. Czasami nawet 40 minut bezczynności, bo się inkubuje jakaś probówka. Całe szczęście, że zostały jeszcze tylko 2 zajęcia. Podobno test końcowy rozwala na części pierwsze, ale tym martwić będę się potem... :-D
Farmakologia daje o sobie znaki. Na ostatnich zajęciach mieliśmy teścik, jako dziecko szczęścia idealnie się wstrzeliłam w pytania, więc jest nadzieja na zwolnienie z egzaminu z recepty, bo średnia powinna przekroczyć 4,0 bez problemu, hip hip hurra! Żeby nie było zbyt wesoło, w następnym tygodniu kolokwium z ostatniej części materiału. Plus jest taki, że zawiera to, co teraz pisaliśmy, więc będzie mniej nauki, minus jest taki, że CNS nie jest moją mocną stroną, więc obawiam się, że czasu może mi nie starczyć. [*]
Załatwiłam sobie termin na praktyki, jak co roku tryskam entuzjazmem..
Subskrybuj:
Posty (Atom)