sobota, 25 kwietnia 2015

Micro practical exam - complete!

Praktyczny z mikro za mną! Zdałam, amen alleluja. Case'a dostałam w miarę łatwego, ale slajd rozwalił mnie doszczętnie. Maksymalne powiększenie dużo za małe, aby stwierdzić czy to coccus czy rod, już nie wspominając o kolorze, z którym miałam problem; czerwień czy fiolet? Byłam święcie przekonana, że widzę Moraxellę; napaćkane czerwone cocci. Clinical case obejmował meningitis in neonates i 60-letnią kobietę z nosocomial pneumonia, u której wykryto Pseudomonas Aeruginosa. Musiałam wypisać antybiotyki, komplikacje, czy takie wyniki mogły być prawidłowe czy to tylko podpucha, bo choroba spowodowana była wirusem/grzybem/parazytem i jeśli tak, to czym konkretnie, inne czynniki powodujące w/w choroby. Antybiotyków do praktycznego mieliśmy się uczyć tyle o ile, czyli samych grup, po czym stanęła nade mną pani profesor i pyta "no dobrze, ale anti-pseudomonal penicillin jest mało dokładne, podaj proszę konkretną nazwę." Patrzcie, znów NOT SPECIFIC. xD Kto nie pamięta; mowa o piperacillin, ticarcillin i carbenicillin. Teraz czekamy półtorej miesiąca na egzamin teoretyczny, ciekawe ile do tego czasu zostanie mi w głowie... :D

Z bieżących spraw poza mikro; kardiologiem nie będę, na patofizjo nie wiem, co się dzieje (szczegółowo omawiamy EKG.) Ludzie widzą to, co trzeba, a ja widzę punktowo połączony alfabet morsa. Chyba nie obędzie się bez kupna książki w stylu "poradnik dla debila; jak odczytywać EKG." Za trzy tygodnie w ramach kolokwium do omówienia dostanę czyjąś pracę serca, więc wypadałoby zaznajomić się z tymi maziajami. Egzamin już pod koniec maja, aaaaaaaaa...

Na socjologii ćwiczyliśmy scenki sytuacyjne i jedną z nich było "jesteś lekarzem, amputowałeś pacjentowi złą nogę, poinformuj go o tym."
Lekarz: How are you?
Pacjent: I think I'm fine, trying to relax after the surgery.
L: How did it go for you?
P: I think fine.
L: Yeah?
To yeah rozłożyło wszystkich na łopatki.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Szycie chirurgiczne i płody

Dzisiaj chyba pobiłam szczyt swoich możliwości; podczas zajęć, które zaczęły się o jakże przyjaznej dla studenta porze (7:00) przez godzinę nauczyłam się na kolokwium z biologii i jeszcze dostałam z niego 3,5. Trochę w tym szczęścia, ale przynajmniej byłam jedną z DWÓCH (!) osób, które się pojawiły bez uciekania, załatwiania zwolnień, itd. ;d Uważam to za osobiste osiągnięcie. Skąd taka frekwencja na zajęciach? Od dziś wystartowały egzaminy praktyczne z mikrobiologii, więc priorytet jest jeden.

Od soboty siedzę całymi dniami i powtarzam bakterie, modlę się tylko, aby dostać pharyngitis. *.* Na razie opanowałam Staphylo i Streptococci + większość gram negatywnych bakterii (poza Treponemą.) Chyba muszę zmienić system, bo nie dość, że uczę się dużo za dużo (na praktyczny nie potrzebujemy na razie virulence factors i patogenezy), to jeszcze nie kolejnością chorób, więc może mi się potem pokręcić jak w clinical case będę musiała wypisać np. wszystkie bakterie powodujące meningitis.

Boziu, ratuj. *.*

Na ostatnich zajęciach z anatomii klinicznej miałam zajęcia z szycia chirurgicznego i trafiło mi się pracowanie na płodach. Takie tyci tyci stópki, pazurki.. :( Nawet miałam okazję zobaczyć z bliska płód alkoholiczki; dziecko miało rozszczepienie wargi (cleft lip.) Ich skóra była bardzo miękka, więc łatwa do szycia, moi mało szczęśliwi koledzy dostali w prezencie prawie 90 letnią panią, z której skórą żaden skalpel sobie nie radził i mieli ciężko. Kilka tygodni temu uczyli nas jak w różne sposoby wiązać szwy i dziś mieliśmy okazję na praktyczne zastosowanie umiejętności, aczkolwiek nie było to takie proste, kiedy trzeba było pilnować igieł, aby się na nie nie nadziać. Chirurgiem raczej nie będę.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Pyton

Przychodzę na uczelnię i wita mnie nowina "żałuj, że nie mieszkasz w akademiku! Taka akcja była! Komuś pyton z terrarium uciekł!!" Ja sie pytam: kto w akademiku trzyma pytona?!?! XD A myślałam, że już mnie tu nic nie zadziwi.

PS. Pyton został eksmitowany w trybie natychmiastowym. Teraz chyba mieszka w zoo.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mikrobiologicznej gorączki czas start

W poniedziałek skończy się wielkanocny błogostan. [*] We wtorek trzeba będzie iść na uczelnię, chlip chlip. Chyba zaczynam łapać doła. Kolejnego w mojej początkującej karierze medycznej. Za dwa tygodnie egzamin praktyczny z mikro, a ja co? Otwieram pdf'y, czytam tylko, że Bacteroides, Porphyromonas i Prevotella są obligate anaerobes (GN) i zamykam laptopa. Z takim zapałem do nauki mogę szykować wakacje na wrzesień. Krzyż na drogę.

Wczoraj przeżyłam wybuch radości, jak dowiedziałam się, że zdałam GI tract z patofizu. Skąd ta euforia? Niby nic szczególnego w zdaniu kolokwium, ale prowadzący ubździł sobie, że zdawalność ustanowi od (uwaga!) 75%. *ok* Miałam 82, bumbumbum, szpęcjalysta od chorób ukł. pok. rośnie. xD

Bardzo męczą mnie zajęcia z socjologii. Ostatnie dwa przebimbałam czytając The fault in our stars. Potem może być problem, bo na koniec czeka nas projekt, który sami musimy wymyśleć w oparciu o wiedzę zdobytą na zajęciach. Nietrudno zgadnąć, że w chwili obecnej ów wiedzy nie posiadam. Jedyne, co słyszałam, to kłótnię między paniami, a panami o to czy panie powinny otrzymywać takie samo wynagrodzenie jak mężczyźni i czy mogą wykonywać prace, które są przyjęte za typowo męskie (np. strażak, murarz itd) Nie wiem po co nam tak duża ilość tych zajęć, bo mamy je aż do początku czerwca, gdzie np. anatomię kliniczną kończymy z początkiem maja, ale ok, są rzeczy ważne i ważniejsze. Tak samo nie rozumiem po co nam zajęcia z etyki skoro to kolejne godziny spędzone na kłótni czy aborcja powinna być dozwolona na całym świecie czy nie, czy eutanazja jest ok, jak chrześcijanie postrzegają medycynę, jak jehowi, blablabla. Może w połączeniu z religiami jest to ciekawe, ale na kij mi się kłócić o jakieś eutanazje i aborcje skoro wszyscy jesteśmy dorośli, mamy na ten temat swoje zdanie, a nauczycielka nie może słowem się odezwać czy coś jest dobre czy złe? Albo jestem tępa albo ktoś tu próbuje na siłe zrobić ze mnie filozofa. xd

PS. Jestem w dupie z patomorfą, ponieważ przez durne prezentacje i brak kół jeszcze książki nie rozpakowałam z folii, więc wyobraźcie sobie mój byt na egzaminie. (czyt. powołam się na wyliczankę: eeny, meeny, miny, moe, catch a tiger by the toe, if he hollers, let it go) Chyba co roku schemat się powtarza, bo rok temu zdało tylko 5 osób z racji tego, że w jakiś sposób ukradli egzamin. xD Lovely September, I'm coming!!

PS2. Egzamin z patomorfy zdaje się po uzyskaniu 70%, nauczyciele w trakcie roku rozdają minus punkty za złe zachowanie, niesłuchanie, nieobecność w dniu, w którym ma się prezentacje, itd. Skala jest od -1 do -7, także ten... xD