poniedziałek, 26 grudnia 2016

[143] Forensics' excitement

Ostatnie zajęcia z sądówki były wisienką na torcie tego przedmiotu. :-D Bawiliśmy się w identyfikowanie zwłok. Prowadząca, która była super ultra pro zajebista (chyba wszyscy patolodzy tacy są <3) opowiadała o różnicach kości kobiet i mężczyzn, więc moja dotychczasowa wiedza pt. "kobiety mają szersze biodra i czaszka się czymś różni, ale nie wiem dokładnie czym" rozszerzyła się do "czaszka jest inna w tym, tym, tym i tym miejscu, a różni się tym i tym." :-DD Dostaliśmy do rozwiązania case'y; kilka kości (udowa, ramienna i biodrowe) i na ich podstawie mieliśmy ocenić czy to facet czy kobieta. Nie dałam się wrobić, bo mimo, że kości ramienne i udowe odpowiadały długości kobiet, rozstaw bioder do kobiety nie pasował, więc jako jedyna stwierdziłam, że to zapewne jakiś filigranowy mężczyzna. :D Później oglądaliśmy zdjęcia zwłok w trakcie rozkładu, gdzie już nic poza kośćmi i warstwą zgnilizny nie było widać. Tu mi się udało zabłysnąć odpowiedzią na pytanie w jaki sposób oceniamy przybliżoną datę śmierci osoby. Bez zastanowienia rzuciłam, że za pomocą larw, które możemy w ciele znaleźć i jak ocenimy w jakiej są formie przeobrażenia, będziemy mieć przybliżoną datę śmierci. Poczułam się jak detektyw. xD Przyglądaliśmy się też nagraniom ze sklepów/banków, które odwiedzili złodzieje, mieliśmy opisać sprawców, co okazało się dość kłopotliwe, bo z 10m w nocy przy zamaskowanych twarzach widać tyle co nic.. Tu znów dałam popis wyobraźni i stwierdziłam, że można wykorzystać fakt, że przechodzili przez drzwi, więc można +/- ocenić ich wzrost. Przy którymś filmiku z rzędu mieliśmy trochę śmiechu, gdy przy opisie postaci u mnie zaistniała jakże sprecyzowana cecha - "wyglądał jak złodziej." xDDD Na samym końcu dostaliśmy kilka raportów z zaginięcia i kilka wyników sekcji znalezionych kości. Mieliśmy ocenić czy wszystkie te kości pochodzą od zupełnie innych osób czy może kilka z nich należy do tych samych, a na końcu czy którekolwiek kości należą do którejś z poszukiwanych osób. Skuteczność celnych ocen na zajęciach miałam chyba 95%, więc możecie sobie tylko wyobrazić jaka zadowolona i podekscytowana wyszłam do domu, zwłaszcza że moja "wiedza" (bo to bardziej było wyczucie i logiczne myślenie) nie pochodziły z seriali/literatury, tylko tak po prostu z dedukcji. Dostaliśmy też zdjęcia różnych złodziejaszków i krótkie pytanie czy to są różne osoby. Stwierdziłam, że pewnie nie, bo ten, który ma bujną brodę i czapkę pewnie miał zdjęcie zrobione najwcześniej, później zgolił brodę i podgolił łepetynę do połowy, a na końcu zgolił się na łyso i strzelam, że to ten sam suspect. Zgadłam. :D Najbardziej z całych tych zajęć podjarało mnie zdjęcie topielca. Myślałam, że to będzie taki fioletowo-granatowy marshmallow, a tu taki wapniak jak z opon Michellina. ;oooo Wyglądał jakby ktoś sumo w gips wsadził.

Później słuchaliśmy opowieści o tym, jak w rzece znaleźli połowę nogi obywatela sąsiedniego kraju, o tym, że jeśli ktoś w lesie znajdzie niekompletne zwłoki, wcale nie świadczy to o okrutnym zabójstwie tylko prawdopodobnie zwierzaki do trupola dorwały się szybciej niż my i poroznosiły go po lesie. xd Była też opowieść o panu, którego datę śmierci ocenili na podstawie pewnej rzeczy i mieliśmy zgadnąć której. Doczepiłam się do butelkowej nakrętki w kieszeni i rzekłam, że na jej podstawie można ocenić przynajmniej porę roku, w której umarł, bo skoro butla wyprodukowana była pod koniec lata, to do sklepów trafiła najprawdopodobniej na początku jesieni, więc gdzieś +/- wtedy musiał dokończyć żywota i trafiłam, tak było. :DD Następna historia była o samej czaszce znalezionej pod drzewem. Po czterech latach na sądówkę trafiło zaginione ciało. Okazało się, że osoba, która znalazła czaszkę nie popatrzyła do góry na drzewo, na którym wisiało brakujące ciało. xD Ktoś się powiesił, lina zgilotynowała szyję, głowa odpadła, a reszta dyndała. xD Żeby było śmieszniej w ciele zagnieździły się pszczoły i wiewiórka. XD I jak tu nie kochać takiej pracy? :D

Wiecie jaki jest najkrótszy czas w jakim ciało może rozłożyć się do samych kości, zakładając, że jest pozostawione w odpowiednich ku temu warunkach? Miesiąc. Super krótko, c'nie?

piątek, 23 grudnia 2016

[142] Ignorant racists

Wsadziłam kij w mrowisko. xD Pewnie do niektórych z Was dotarł filmik o tym jak w Delcie rzekomo wywalali z samolotu Arabów, bo kilku białym przeszkadzało, że rozmawiają po arabsku. Jedna z moich kolorowych koleżanek udostępniła ten post z wielkim oburzeniem, że mamy koniec 2016 roku, a ludzie nadal mają żałosne problemy i uprzedzenia o to, że ktoś mówi w innym języku. Trochę mnie to zagotowało, bo dzień wcześniej w Berlinie 60 osób ucierpiało, w tym 12 zginęło i to jakoś nie wzbudziło jej oburzenia na tyle, aby szczekać o tym na tablicy, więc spytałam czy tak samo mocno denerwują ją muzułmanie przyjeżdżający do Europy, którzy są urażeni naszymi flagami, świętami, symbolami religijnymi i sposobem ubierania. Jak nie trudno było zgadnąć, zamiast otrzymać odpowiedź, że tak, też ją to wkurza, zostałam obrzucona niczym innym jak "ignorantka! rasistka!" :D Potem zleciały się inne kolorowe osobniki i oczywiście poparły swoją przyjaciółkę, nie może być inaczej, w kupie siła.

Wyjaśniłam im, że uważam, że sami swoją postawą i ignoranctwem sugerują przyzwolenie na to, co złego dzieje się białym, bo słowa sprzeciwu nie wypowiadają w temacie, ale jak cokolwiek stanie się Arabom, to już koniec świata, bo cały jest wypełniony rasizmem i nienawiścią. xD Nic nie wkurwia mnie tak jak hipokryzja. Na końcu jako puenta wszystkiego wyczytałam, że "to dlatego, że jestem czarna tak krzywo patrzysz na mnie w szkole? Dlatego zachowujesz się jakbyś była lepsza?" Odpisałam, że jeśli krzywo się patrzę, to na pewno nie ma to związku z jej religią, bo gówno mnie ona obchodzi tak długo, jak krzywdy innym nie robi, ale dlatego, że drze ryja w szpitalu i nie ma szacunku ani do chorych w nim, ani do ludzi, którzy proszą ją o to, aby się uciszyła, a mimo wszystko nadal nie nazywam jej ignorantką. I co? Usunęła cały post, chyba nie chciała, aby ktokolwiek przeczytał, że święci muzułmanie nie są jednak tacy święci. :D Męczące jest to, że zawsze stawiają się w pozycji ofiar, rasistami i ignorantami są tylko i wyłącznie biali, a kolorowi są wiecznie uciskani i poszkodowani. Dziwnym trafem nigdzie jej nie ma jak zaczynam się pultać do białych, że są za głośno, no bo przecież tylko na nią krzywo patrzę i wyłącznie dlatego, że jest murzynką wyznającą islam.

Nie mogę doczekać się aż zobaczymy się w styczniu na zajęciach, może znów spróbują obskoczyć mnie w kilka na raz, tak jak niedawno obskoczyły inną białą za to, że krzywo patrzyła na ich dekolty po pępek i odkryte brzuchy, bo wcale nie przeszkadzało im wywalać cyce i pępki prosto w twarz pacjentów. xD Źle się składa, że nigdy nie unikam kłótni, jeśli czuję, że to coś ważnego, więc proszę bardzo, niech pokażą wszystkim jaka miłość do białych w nich siedzi.

Do rozmowy włączył się też Kurd i mimo, że najpierw na mnie naskoczył (co prawda nie w tak ostrym stylu jak moja somalijska koleżanka), to dogadaliśmy się, że spotkamy się twarzą w twarz i przegadamy wszystko na spokojnie, bo zaczął rozumieć o co mi chodzi. Kurdów zawsze lubiłam, oni jako jedyni walczą z tym, co złe, a cała reszta albo biernie patrzy na to, co się dzieje albo jeszcze wręcz sympatyzuje ze złem.

Nie chcę negatywnie nastawiać się na wszystkich muzułmanów, bo świetnie zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy są popierdoleni i nie wszyscy chcą być ekspansywni ze swoimi wierzeniami, ale ilekroć nie chcę jakiemukolwiek pokazać, że swoim zachowaniem nie sprawią, że biali zaczną inaczej na nich patrzeć, tylekroć spotykam się z atakiem i stałym programem "ignorantka! rasistka!", a potem "czujesz się lepsza?" xD Dopóki sami nie zaczną czuć się równi biały, dopóty konflikt zamiast być mniejszy, będzie większy. Przecież żaden biały nie będzie wynosił ich na piedestał tylko dlatego, że są czarni, no litości. Sytuacja przeszła ze skrajności w skrajność, najpierw biały gonił czarnego, a teraz czarni bazują na wyrzutach sumienia białego i wszystko, co im nie leży okrzykują rasizmem/ignoranctwem. Dołączam fajny filmik, który dobrze podsumowuje wydarzenie z Delty i to jak muzułmanie podsycają problem. ;-)





Wesołych Świąt wszystkim życzę! :)

PS. Jeszcze w święta tu napiszę o ostatnich zajęciach z sądówki, bo były przekozackie i jest o czym opowiadać!


wtorek, 20 grudnia 2016

[141] The world is small

Jeśli myślicie, że coś jest niemożliwe, to lepiej tak nie myślcie.
Chyba, że to ja jestem inna i nieustannie przyciągam co najmniej dziwne sytuacje.
Ale ta przynajmniej nadzwyczaj skutecznie poprawiła mi humor. :-D
Świat jest niewyobrażalnie mały.


sobota, 10 grudnia 2016

[139] Lets create mayhem!

Święta się zbliżają i zaczęło się kombinowanie pt. "jak tu wjebać się do kogoś na zajęcia żeby móc wrócić do domu tydzień wcześniej." Szlag mnie trafia, bo czemu ja mam ślęczeć na uczelni aż do 22 grudnia, a ktoś ma wracać już 16 grudnia tylko dlatego, że w dupie ma rozłożenie planu i próbuje cwaniakować? Poza tym wbijanie się komuś na zajęcia i robienie z 4-6 osobowych grup +1 lub +2? To się tak wydaje, że to tylko jedna osoba, ale sale są małe, męczenie pacjentów 6 razy tym samym (czy to badanie brzucha czy czegokolwiek) jest niebywale nużące, a i trwa wieki. Nie po to plan jest ustalany z góry żeby tłumy tak lawirowały, a skoro do domu prędko, to trzeba było iść na studia albo w swoim kraju albo gdzieś bliżej, a nie aż za ocean. -.- Na ortopedii ostatnio był rekord, bo cała dodatkowa grupa przyszła i lekarz stara data powydzierał na nich mordę, co się w sumie należało. Aż dziekanat wystosował oficjalne pismo (jakby sam regulamin nie był wystarczająco transparentny), że NIE MA ZMIAN grup, pod żadnym pretekstem. Jakim imbecylem trzeba być żeby tak trywialnych rzeczy nie rozumieć? Jak tak to regulamin w dupalu mają, ale jak trzeba się kłócić o odstęp dniowy między egzaminami, to poszczególne podpunkty słowo w słowo recytują. xd Coś czuję, że to wykłócanie się o termin egzaminu z prowadzącym starym datą skończy się tak, że na złość rzuci nam termin na ostatni dzień sesji i wtedy zacznie się sranie, że tydzień bezczynnie mają tu siedzieć i czekać na ortopedię, bla bla bla. Chyba powinnam na Marsa wyemigrować, bo coraz bardziej ludzie mnie drażnią. >.<'

czwartek, 8 grudnia 2016

[138] Bye bye ortho, hello anesthesiology

Ortopedia i traumatologia dobiegła końca, będę trochę tęsknić. Cztery ostatnie zajęcia mieliśmy z takim lekarzem starej daty i rygor, który wprowadzał sprawiał, że serce mi rosło, gdy patrzyłam jak rozstawiał Szwedów po kątach. xD Na ostatnich zajęciach byliśmy z rezydentem, przyszedł boss (wcześniej wspomniany "stara data") i zaczął go opitalać, że źle gipsuje nogę. Młody potem się tłumaczył, że nowe wskazania mówią tak jak on robił, ale że boss jest starej daty... :D Potem ponadczasowo zostałam na dwóch gipsach, młody pytał czy chcę popatrzeć jak się kierownik wydziera; fajnie, że się nim nie przejmował. W sumie nie jest taki straszny, po prostu ma głośny i opierdalniczy styl życia, ale w żadnym wypadku nie jest to ubliżające, więc da się przeżyć. W pewnym sensie ma to swój urok, bo nawet można się pośmiać.
Mieliśmy panią, której zagipsowaliśmy nogę aż do połowy uda, 4 miesiące temu złamała piszczel, dwa miesiące temu płytka jej wyskoczyła i zrobiła otwarte złamanie, i tak do dziś się z tym boryka, bo średnio chce się goić. Z panią zabawnie było, bo siedziałam przed fotelem, na którym ją gipsowaliśmy, ona się żaliła, że nie miała jak majtek założyć, bo gips, ale ręcznik przyniosła i biedna wylewała żale bez końca, a na końcu rzuciła puentą "Pani i tak mnie pewnie nie rozumie." xD Rozbawiło mnie to. Przyznałam się, że znam język, w którym mówi i doszłam do wniosku, że ludzie jednak potrzebują się wygadać w stresujących sytuacjach. :) W trakcie, gdy doktor tłumaczył nam jej przypadek, zagadywała mnie pytaniami "o czym doktor mówi? na ile wsadzacie mnie w to ustrojstwo? zagoi się?" Zdecydowanie typ pacjentki, który się miło wspomina.

Anestezjologię zaczęliśmy od dupy strony, bo zamiast najpierw mieć seminarki, na dzień dobry wyrzucili nas na oddział. Oczywiście moja grupa znów ma zajęcia z bossem, tradycji musi stać się zadość. Pobiegaliśmy po salach, wytłumaczono nam co do czego służy, po co się podłącza, z czym co się je, więc lekki zarys tego, co się na oddziale dzieje mamy. W końcu się dowiedziałam czemu służą koszulki, które dwa tygodnie temu na dyżurze wyjmowałam, wiedza przyszła szybciej niż się tego spodziewałam haha. Generalnie wrażenie po tych zajęciach jest takie, że gdybym miała robić tę speckę, to bym chodziła cały czas z pełnymi gaciami. >.< Za tydzień idziemy na operację na kardiochirurgię, ale ciii, tajemnica.

W końcu dostaliśmy wyniki z parazytów. Zdałam lekką ręką. Powie mi ktoś czemu tak głęboko zapadają mi informacje, które są średnio potrzebne? Czemu tak łatwo jak genetyka i robale nie wchodzi mi EKG, farma i inne? :|

Na pediatrii znów byliśmy w przyszpitalnej przychodni, znów nudna alergologia, bubu. Nic ciekawego nie było. Odczulanie, pokrzywka, która okazała się nie być pokrzywką, dwa przyjęcia na oddział w celach diagnostycznych, dwóch pacjentów z poprzedniego tygodnia i tak w kółko. Na koniec robiliśmy sobie testy alergiczne, ale nie było to ekscytujące, ponieważ już na immunach rok temu to robiliśmy. :P Za tydzień w końcu idziemy na oddział, to będzie trochę ciekawiej. A za dwa tygodnie odetchnę z ulgą, bo na gastroentero nas przerzucą, więc będzie baju baju alergo. :D

wtorek, 6 grudnia 2016

[137] Could you help me

Na parkingu pod galerią zaczepił mnie dziś człowiek. Już z daleka kątem oka widziałam, że zmierza w moim kierunku i powoli zaczęła ogarniać mnie złość, bo zawsze tacy idą do mnie, a nie do kogoś kto wysiada z przeciętnego auta. Ale do rzeczy. Wyszedł ze szpitala, potrzebował na leki, jest bezdomny, miał zapalenie płuc blahblahblah. Wyostrzyłam słuch, pomyślałam, że na dobrą osobę trafiło, zaraz sprawdzę tę receptę czy rzeczywiście leki mają jakikolwiek związek z bajką, o której prawi. Podał mi wypis ze szpitala. Podał receptę. Pokazał dowód osobisty. Poczytałam wypis. Na dzień dobry "zakażenie HIV", patrzę na twarz, a tam wiele randomowych ranek, strupów i zadrapań. Czytam dalej, on w tym czasie coś mówił o skierowaniu do urologa. Przestałam czytać, potrzebował 7zł. Dałam dychę, a on spytał czy nie wydać, ech serce mi się wtedy roztopiło. Chyba pierwszy raz w życiu wyskakując z kasy dla rzekomo potrzebujących, mam poczucie, że rzeczywiście zrobiłam dobry uczynek i wcale nie zostałam oszukana. Chyba można powiedzieć, że w tym roku i ja byłam Mikołajem? :)

poniedziałek, 5 grudnia 2016

[136] Forensics humour

Na sądówce bawiliśmy się w rozwiązywanie zagadek czy rana była postrzałowa, jeśli tak, to jaki strzał, z czego, z jakiej odległości, jaki typ naboju. Te zajęcia nie byłyby sobą, gdyby nie było śmiechu z fali uderzeniowej bomb i tego jak ludzi wymiata. xD Potem wszyscy się zaczęli śmiać ze stwierdzenia "the suicider was very successful, he not only hanged himself but also electrocuted, just in case." Potem pogadaliśmy sobie z jakiego naboju lepiej oberwać, jakie robią większe spustoszenie, czemu mimo, że pocisk nie łamie kości, możemy mieć ją po postrzale złamaną, jak chirurg powinien usuwać pozostałości naboi i tego typu ciekawostki. Jak zwykle nieprzeciętnie ciekawe zajęcia. Aaaa no i dowiedziałam się, że gdybym chciała narobić komuś ambarasu, to popełniając samobójstwo mogłabym sporo wątpliwości pozostawić przez to, że jestem oburęczna, a biegli szukaliby strzału osoby leworęcznej. Czyli byłabym dobrym zabójcą. ];->

Na pediatrii trochę nuda. Siedzimy w przychodni przyszpitalnej i przez kilka godzin ciurkiem przyjmujemy pacjentów. Alergologia jest bardzo nudna.




PS. Ktoś tu jest szczęśliwym posiadaczem ajsrona 7 albo 7 plus? Tatuńcio koniecznie chce mi go na święta sprawić, a ja niespecjalnie podzielam entuzjazm, bo słyszałam, że to shit straszny? Ktoś się wypowie, pros & cons jakieś?

piątek, 2 grudnia 2016

[135] Night duty

Koło zaliczeniowe z zakazów dziecięcych zdałam, nawet całkiem ładną ocenę dostałam, a z parazytów wyniki dopiero w następnym tygodniu, ale czuję w moczu, kościach i ślinie, że też poszło oki. :-P Zeźliłam się, bo jako że moja szanowna grupa w tym roku znów ma ostatnia zakazy dorosłych, nie możemy podejść w grudniu do przedterminowego egzaminu, niech to szlag. -.- Do tego nieobecności też mieć nie można, bo prowadzącym rok temu nie chciało się odrabiać zajęć, lepiej było ich nie zrobić i powiedzieć, że to w ramach jednej dozwolonej nieobecności.

Znów poszłam sobie na dyżur i albo planety ułożyły się w niekorzystny sposób albo burza na Marsie negatywnie wpłynęła na ludzi albo koniec świata się zbliża, ale ciężko pojąć ilość złej energii jaka biła od ludzi w tamten dzień. xd Najpierw jakiś młody anestezjolog mnie zjebał, bo był średnio pocieszony faktem, że doktor pod którego opieką byłam szukał ordynatora i mnie po niego wysłał, a potem jakaś nawiedzona pacjentka na SORze naskoczyła na mnie co najmniej jakbym jej matkę kartoflem zabiła, bo nie została obsłużona tu i teraz, w chwili, gdy jej wielebna stopa przekroczyła próg szpitala. Przyszła narobić afery dla samego faktu afery. Podziwiam lekarzy, że nie wywalili jej, bo za takie zachowanie, ubliżanie i szarpaninę żadna pomoc nie powinna się należeć. Jakby tego rzucania było mało, na koniec poleciała puenta, że skargę napisze. :D Sprawa tak pilna była, że ze skierowaniem do konsultacji chirurgicznej trzeba było przyjść dnia następnego o 21/22, bo w dzień to widocznie czasu na tą niecierpiącą zwłoki rzecz nie było. I oczywiście konsultacja chirurgiczna musiała być przeprowadzona w szpitalnym oddziale ratunkowym. Poza tymi dwoma sytuacjami były dwie operacje, rak i zrosty. Była też gastroskopia, bo kotlet postanowił sobie utknąć. Tu było sporo zabawy; pacjent spanikował, zaczął się rzucać i wydziwiać, więc trochę się z nim szarpałam, ale tragedii nie było. Po gastro poszłam gościnnie na Rkę, potem na naczyniówkę do zdejmowania koszulek, z bandażowaniem trochę jest zabawy. Na końcu znów SOR, a tam zapalenie najądrza, zator tętnicy udowej i chyba to tyle.