Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 stycznia 2018

[177] Existential crisis




Zaczęłam wątpić w to, że chcę być lekarzem. 

Podejście ludzi mnie rozbraja. Bezczelność nie zna granic, roszczeniowość jest standardem, brak szacunku niczym dziwnym. Jam jest pacjent Twój, służ mi tu i teraz, natychmiast, bo składki płacę. Kolejki to wina lekarzy, bo tylko siedzo, nic nie robio, ciastka wpierdalajo i się obijajo. "Pokaż lekarzu co masz w garażu", "lekarze to mafia" i inne tego typu tekściki. Ręce opadają. Do tego gro ludzi jest nieprzeciętnie głupia, wiele chorób/dolegliwości mają na własne życzenie; wywołane niestosowaniem się do zaleceń, brakiem higieny, itd. Albo złapał mnie kryzys albo zwaliła się na mnie fala demotywujących przypadków, ale naprawdę coraz bardziej zaczynam się bać, że poszłam w nie tę stronę, co trzeba było. Rośnie we mnie nieskończony podziw dla lekarzy, którzy jakoś stawiają czoła takim sytuacjom i mimo uszu puszczają krzywdzące uwagi pacjentów i ich przerażający brak pokory. Rozwala mnie, gdy przyjdzie jeden z drugim tumanem, chcą dostać jakiś konkretny lek, który w ich przypadku nie ma sensu i gdy go nie dostają, wyzywają lekarza od konowałów. Jaki trzeba mieć tupet żeby kogoś nazywać konowałem, gdy samemu o medycynie się wie tyle, co małpy o savoir vivre? Nie wiem ile trzeba mieć w sobie siły, aby znieczulić się na tak rażące buractwo, ale mnie to już zwala z nóg, a jeszcze nie zdążyłam się dobrze przekonać na własnej skórze. Jedynie raz miałam zaszczyt na sorze być wytarganą za łokieć i zbluzganą przez pewną bardzo pokorną panią, której radość sprawiało, że dwadzieścia innych osób bacznie przygląda się jej poczynaniom. Czasami mam wrażenie, że los "rozdaje" ludziom choroby wcale nie na oślep. Niektórzy zdają się na nie całkiem mocno pracować. (Tak, wierzę w Karmę.) Smuci mnie to, że normalni pacjenci nie są w stanie zbalansować cyrku powodowanego przez tych nienormalnych. Plus jest jedynie taki, że na sądówce nic z powyższych rzeczy się dziać nie będzie, więc będę mogła spokojnie "lekarzować", choć to z lekarzowaniem mało będzie miało wspólnego.


Co na uczelni słychać?

Leci nie wiadomo o czym. Od piątku mam oficjalnie wolne. Szczerze mówiąc nie zmęczyłam się w tym semestrze ani trochę. Albo może inaczej. Zmęczyłam się brakiem natłoku. Jakoś tak dziwnie mam, że im mniej robię i im więcej mam czasu na relaks, tym bardziej jestem zmęczona.

Egzamin z urologii to była najpiękniejsza rzecz na tych studiach, panie profesorze aj low ju soł macz. I pewnie nie tylko ja, hihi. Ginekologia mnie trochę dojechała, ale koniec końców nie dałam się!

Jak to jest, że przed końcem roku uczyłam się intensywnie przez dwa tygodnie, ale ani jedno słowo z tej nauki nie było w żaden sposób związane z tym, co było potrzebne zaraz po feriach świątecznych? :-D Dokonałam fantastycznego odkrycia. Mam ogromny zapał do książek, ale nigdy do tego, co jest potrzebne na tu i teraz. Czemu moje życie musi być jedną wielką ironią losu, haha?

Z racji, że mam wielkie plany na wakacje 2018, to już prawie kończę praktyki z pediatrii. Jeszcze tylko trzy dni i będę miała je z głowy. (Wracając do ironii losu: wielokrotnie pisałam, że jestem kołkiem z kardiologii. W nieskończoność powtarzałam, że nienawidzę pediatrii. Gdzie robię praktyki? Oczywiście, że na kardio pediatrycznej, hahaha...)
Czas zacząć ogarniać praksy z ginekologii, bleh. Piąty rok jest ok, ale praktyki po nim, tak na pożegnanie z wakacyjną udręką, oczywiście z przytupem. Dwie najgorsze specjalizacje ever w parze, ach, marzenie. <3

poniedziałek, 1 stycznia 2018

[176] Best gift ever

Wiecie kto się do mnie odezwał tuż po świętach? Osoba, która myślałam, że nie żyje. Kto śledzi moje wypociny od początku pewnie pamięta o Chińczyku, z którym pisałam służbowo, a po czasie wymieniliśmy się prywatnymi adresami? Nagle zamilkł w lipcu 2015 roku. Wiedząc jaki jest ustrój w Chinach, myślałam, że go przymknęli albo przeznaczyli na organy po tym jak napisał mi, że jest opozycjonistą i nie podoba mu się to, co się tam dzieje. A tymczasem... odetchnęłam z ulgą. Dostałam najlepszy prezent na święta jaki tylko mogłam dostać! Uff. :-)

Mam nadzieję, że Wasz 2017 był tak samo zajebisty jak mój.
Wszystkiego najlepszego w 2018!

PS. Podsumowanie wrzucę za niedługo, bo mam o czym pisać. Wyprawa do Chin udała się wyśmienicie!

piątek, 6 października 2017

[174] Least expected

Żadna nowość, że gdzie się pojawię, tam zaraz jakieś zniszczenia, katastrofy środowiskowe i inne tragedie się dzieją. xD Długo zajęło mi planowanie tej fantastycznej wyprawy. Najpierw miałam lecieć przez Boston do Houston i stamtąd do Arizony, ale coś mi nie pasowało. Miesiąc później okazało się, że God bless whoever/whatever changed my mind, bo w Houston zrobiła się post-huraganowa powódź, a loty do Bostonu były z bliżej nieokreślonego powodu odwołane (kolega dwa dni czekał na wylot aż się zniecierpliwił i poleciał z innego państwa.) Później wymyśliłam sobie Miami i na tym stanęło, a skończyło się ucieczką na północ. Chyba pierwszy raz w historii dwa huragany miały szansę się złączyć, więc klap klap, wspaniały coincidence. :-D W czasie, gdy mój przyjaciel Kim Dzong Un informował o swojej "surprise package" przeznaczonej dla USA, byłam w Waszyngtonie i NY, także tylko czekałam aż rzeczywiście wyśle coś, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to zrobił. xD Przepadła mi kupa lotów wewnątrz USA, potem upadła linia lotnicza, którą leciałam do Stanów, więc anulowali mi lot powrotny. Na sam koniec Ryanair zaczął świrować, a wcześniej zastanawiałam się czy nim nie lecieć. Przez to wszystko wydałam dodatkowe 5 tysięcy na nieprzewidziane nowe loty, wylądowałam w Kanadzie zupełnie wcześniej tego nie planując (tam też prawie nie dotarłam, bo lot z Arizony do LA opóźniał się z powodu zepsutego krzesła na pokładzie xD więc tylko czekałam aż nie wylecimy i będę musiała kupić kolejny bilet. :-DD) Mimo tych wszystkich zawirowań i straty pieniędzy, jakoś zupełnie bezstresowo to przeżyłam. Bez sensu było się denerwować, nerwami nic się nie zmieni, co najwyżej kolor swoich włosów na siwy. :-P Chyba mogę oficjalnie oznajmić, że osiągnęłam level pro w "miej wyjebane, a będzie Ci dane." Zaliczyłam każde wielkie miasto, poza San Francisco i Las Vegas (do którego prawie kupiłam bilet, ale nie podobały mi się godziny lotów, więc stwierdziłam, że nie będę się katować, zwłaszcza, że już tam wcześniej byłam) i co? Strzelanina w ten sam dzień, kiedy miałam tam być. xD

Jak wrażenia? Nieporównywalnie lepsze niż po moim pobycie w liceum. Pewnie bycie pełnoletnią, możliwość jeżdżenia własnym samochodem i inne tego typu dodatki, które dają niezależność miały tu ogromny wkład. Do tego poznałam strasznie dużo ludzi, o dziwo nie tych fałszywych, więc mam bardzo pozytywne wspomnienia. Chyba jednak nie będzie łatwo mi odciąć pępowiny od Ameryki, poznałam kogoś, kto zdaje się, że bardzo skutecznie będzie trzymał mnie blisko. Do tego stopnia blisko, że zastanawiam się nad przeniesieniem się na ostatni rok do tamtejszego med school. Heh, głupie wakacje, kto by pomyślał, nie?

Nowy Jork to smród, brud, malaria. Worki ze śmieciami leżą na chodnikach i nikomu to nie przeszkadza. Zalegają tak aż do 3-4 w nocy aż ich nie zabiorą. Miasto sponsorów (więcej sugar daddies do mnie nawijało niż równolatków, ech. Ale jak ktoś się chce ustawić, to gorąco polecam tę destynację. xD) Filadelfia jest w stylu NYC, ale bez tłumów i szału turystycznego. Śmieci na ulicy nie doświadczyłam. Baltimore to przemysłowe miasto. Waszyngton... Amerykanie mają zamiłowanie do zabudowań w stylu starożytnego Rzymu i Grecji. Przez pewien czas nie wiedziałam gdzie dokładnie jestem. Stany to czy nie Stany? Miami jak Miami, high life, szpan turystów w mustangach, miasto podrywu (nie żartuję, na trasie 800m pięciu facetów do mnie podbiło), Key West - słodkie miasteczko z plażą, brak pośpiechu, ręcznik, leżak i dużo sporych gadów. :-P LA stolicą bezdomnych zaraz po NY. Arizona jak Meksyk, moje ulubione 150 letnie kaktusy (Saguaro), skorpiony, węże, pustynia i góry. Dużo gór. Pochodziłam po szlakach, więc byłam w siódmym niebie. Kamieni co niemiara, więc props, bo uwielbiam. W Toronto na CN Tower zgadałam się z Koreanką z LA, też podróżowała sama, więc wspomogłyśmy się przy robieniu zdjęć. Jej siostra też kończy med school. Pobyt w Kanadzie jak najbardziej udany. Toronto to drugi Nowy Jork, ale czysty. Pogoda bardzo mi się udała. Dopiero po zarezerwowaniu biletów zorientowałam się, że zamarznę w ciuchach, które ze sobą miałam (przeskok z 40* do 19*), ale z uczelnianą bluża bez problemu dałam radę. Słonko ładnie świeciło. Casa Loma zrobił na mnie największe wrażenie, mieszkałabym. :-P

Wróciłam obładowana jak wielbłąd. O dziwo nie kupiłam NIC w VS. Za to wydałam fortunę w Halloween store, więc watch me, mam zamiar wygrać coś na uczelnianej imprezie. ;->

Nachodziłam się, że hej! Zamiast wypocząć na wakacjach, to wróciłam ultra zmęczona tą tułaczką. 1000 mil autem po Florydzie, 1250km na trasie Waszyngton -> Baltimore -> Waszyngton -> Baltimore -> Filadelfia -> Washington -> Baltimore -> Nowy Jork -> Baltimore. W Waszyngtonie zrobiliśmy 12km po dwóch muzeach, w NY podobnie. Pierwszy raz w życiu widziałam dinozaury. *.* Ale jak już zobaczyłam, to raz, a dobrze, od razu w dwóch różnych miastach, haha. Zaliczyłam 13 lotów (od razu przypomniały mi się zajęcia z radiologii i informacja, że każdy lot to tak jakbyśmy robili sobie RTG klatki piersiowej. :-P) Moje wspomnienia z 1,5 miesięcznej wyprawy to 21kg w walizce, 11kg w plecaku i 5kg personal item (nie pytajcie, hahaha) Każdemu kto mówił, że mam ciężki bagaż odpowiadałam "my memories are heavy." xD Przywiozłam dwa kaktusy (jeden dla mojego azjatyckiego soulmate i mam nadzieję, że ten kaktus niespodzianka okaże się być wcześniej wspomnianym Saguaro, niech się męczy z takim dziadem. Kliknijcie w link, to zobaczycie co to za monstrum.)

Ledwo co wylądowałam na swojej ziemi, a już musiałam oddać paszport, bo wiza do Chin jedzie się na tempie wyrobić. :-D Wiedziałam, że 2017 będzie pełen podróży. Plan na uczelni mam taki zajebisty, że będę miała 2,5 tygodnia wolnego na Boże Narodzenie, 2 tygodnie w styczniu i 3 tygodnie w lutym, BOZIU!! *.* Myślałam, że takie cuda są niemożliwe, ale jednak marzenia się spełniają. Tak więc zanosi się, że swoje urodziny, święta i sylwester spędzę w kraju 50-ciu stanów. Hrhrhr, ktoś mi tu obiecał spełnić marzenie jeżdżenia na łyżwach pod choinką Rockefellera...

PS. Z Toronto do Niemiec leciałam tym samym samolotem, co znajoma z grupy i nie wiedziałyśmy o swojej egzystencji aż do momentu, gdy odbierałyśmy torby, ECH. :-D Świat jest malutki.

PS.2 Zdjęcia wrzucę za jakiś czas jak już je ogarnę, bo nie jest łatwo przebrnąć przez 5 tysięcy zdjęć. :-o








niedziela, 10 września 2017

[173] Running away

Uciekłam przed Irmą, melduję się cała i zdrowa! :-P
Te wakacje okazały się jednak wakacjami życia, haha.
Mam nadzieje, że do października już żaden inny huragan nie będzie mnie gonił.

piątek, 18 sierpnia 2017

[172] Crush crush crush crush

Wypisz wymaluj moja mina, gdy podczas wyjścia ze znajomą spotkałam ex.
Zawsze jak wyjdę z domu, to spotykam kogoś kogo nie chcę.



Jego miny świetnie odzwierciedlają moje. xD


Z jakiegoś powodu długie włosy u Koreańców są takie ooooch. *.*
O strojach nie wspomnę. :-( Ktoś posiada maszynę cofającą w czasie?

Rozwalają mnie stroje Crown Prince'ów. <3
Jest postęp. W trakcie oglądania już jestem w stanie wyłapać niektóre słowa!
A niektóre już nawet rozumiem bez patrzenia na sub'y. *.*


Żeby nie było, że się opierdzielam. :-D


PS. Muszę się zacząć pakować, zaraz opuszczam Polszę.

sobota, 17 czerwca 2017

[167] I'm bursting with pride

Nie wiem jak to zrobiłam, ale farmę kliniczną, z której uwielbiają stawiać warunki, zdałam. <3 Co prawda nie wiem na ile punktów, ale sam fakt jest wystarczająco zadowalający. Tylko dwa egzaminy zostały, więc tak jakby ósmy semestr jest już over, hrhrhr. Strasznie szybko przeleciał ten rok i jest to przerażające, bo jak piąty przeleci równie szybko, to w mgnieniu oka obudzę się na szóstym, a później to już lekarzem niby będę. xd Szczerze powiem, że medycyna mogłaby trwać 10 lat, może wtedy nie trzęsłabym portkami przed zbliżającą się odpowiedzialnością? :P

Najnudniejszy przedmiot 4 roku? Farmakologia kliniczna. Najnudniejszy przedmiot kliniczny? Otolaryngologia. Medycyny paliatywnej nie liczę, bo mieliśmy z tego tylko trzy zajęcia, więc dało się zapomnieć o istnieniu czegoś takiego.

Na gastroenterologii mieliśmy super profesor. Z wyglądu jak nie lekarka, ale na pieczątce trzy specjalizacje, profesura.. :-D Pomijając fakt, że natrafiliśmy na wielu pacjentów udawaczy pt. "boli mnie tu, ale nie opiszę jak ten ból wygląda", to zajęcia były całkiem ciekawe. Jedna z tych specjalizacji, która mnie nie odpycha na dzień dobry.


W ogóle duma mnie rozpiera, ponieważ moja najmłodsza uczennica, którą mam pod skrzydłami od końca jej podstawówki i przez to czuję się jakby to było trochę moje dziecko, pisała w tym roku egzamin gimnazjalny i napisała go na maksa. Kiedy wczoraj zadzwoniła z wynikami, to było takie aww, totalnie się nie spodziewałam, myślałam, że powie mi dopiero w poniedziałek jak się spotkamy. Ona jest chodzącym uosobieniem mojego sukcesu pedagogicznego. Kiedy zaczęłam mieć z nią zajęcia, była totalnie zamknięta w sobie, nie chciała rozmawiać, gdy odpowiadała robiła to bardzo lakonicznie, ciężko było cokolwiek z niej wyciągnąć, była strasznie roztrzepana, o niczym nie pamiętała, tak zwany Ordnung był jej totalnie obcy, w sklepie brała coś z półki, odkładała to kilka alejek dalej, zajęcia potrafiła odwoływać w tym samym dniu, a teraz? Teraz jest wszystko na odwrót. Ojca poucza, że "tato nie można odwoływać zajęć tak na ostatni moment", kiedy na przestrzeni tych lat zmniejszyła nam się częstotliwość zajęć z 3x w tygodniu po 2h do 2x po 2h, a teraz do 1x po 2h, mówi, że zajęcia raz w tygodniu powodują u niej uczucie jakbyśmy się nie widziały sto lat. <3 Kiedy przychodzi temat mojego ukończenia studiów pyta czy jak już będę lekarzem, to nadal ją będę uczyła, czy przyjdę na jej zakończenie szkoły i czy jak już kiedyś będę wychodzić za mąż, to czy zaproszę ją na ślub, to takie urocze. Mimo sporej różnicy wieku między nami, przez ten ogrom czasu jaki ze sobą spędziłyśmy, wytworzyło się coś, co idealnie odzwierciedla się w adresowaniu jej jako mojej siostro/córko/uczennico/przyjaciółki. :-) Podejrzewam, że na to wszystko miała też wpływ jej sytuacja, bo rodzice rozwiedli się w najgorszym dla niej momencie (akurat lekko przed tym jak nasze ścieżki się spotkały) i te sześć wspólnych godzin tygodniowo były wypełnieniem tego, co normalnie spędziłaby sama bez nadzoru i bez słowa przewodnictwa.

sobota, 10 czerwca 2017

[166] Very important!

Attention attention, Attenzione itd.

Z racji, że sesja w pełni,
SZUKAM SUPER SERIALU.


Wymogi są następujące:
  • klimat ŚREDNIOWIECZA
  • MAGIA, SMOKI - bardzo mile widziane. :D

Grę o tron, Legend of the Seeker i Merlina już przerobiłam. Vikingów też.

Jest coś jeszcze warte zmarnowania czasu w tym klimacie o czym istnieniu nie mam pojęcia? :(((


Z braku laku filmy też przygarnę. ;-(


niedziela, 4 czerwca 2017

[165] Least expected

The best happens when least expected.


To, że jestem masterem od rzeczy niemożliwych i co najmniej dziwnych, nie jest niczym nowym, ale natężenie takich sytuacji jest coraz większe, bo dosłownie codziennie coś się dzieje. Kilka dni temu wracałam z uczelni, dwóch facetów jechało za mną i na światłach stanęli obok, kierowca zaczął na mnie chrząkać, jego pasażer "podjedź bliżej, pewnie nie słyszy." xDD Nie zdziwiłabym się, gdyby takie coś leciało z jakiejś starej bmki, ale to byli faceci 30+ w aucie tej samej klasy, co mój. [*] Dwa dni później miałam korki z uczennicą akurat w galerii handlowej, bo poszłyśmy tam na pychota śniadanie i po półtorej godziny dosiadł się do nas jakiś gość, który był takim wrzodem na dupie, że aż ciężko to jakkolwiek opisać. Pytał czy może się dosiąść, bo nie lubi jeść sam, mówimy mu, że nie bardzo, bo się uczymy, a on, że nie będzie przeszkadzał i tylko na dwie minuty. Dwie minuty zamieniły się w godzinę. Jeszcze, gdyby siedział z nami cicho i jadł, to ok, ale on non stop kłapał dziobem, więc ani ja ani uczennica nie mogłyśmy się skupić. Gość ewidentnie przyszedł na podryw i pokłony dla niego aż po samą ziemię za odwagę, bo teraz to się podkula ogon pod siebie, a potem szuka szczęścia na Spotted, ale mógł to inaczej rozwiązać, nie musiał marnować nam godziny, która miała być przeznaczona na sobotnią naukę. Jego teksty były powalające. Ucinałyśmy rozmowę jak tylko się dało, a on nadal swoje. "Mam siostrę, wiem jak rozmawiać z kobietami. Macie rodzeństwo?", "Jakim jednym słowem byście się opisały? Ja siebie opisałbym PRZEBOJOWY." W pewnej chwili zdrzaźnił mnie, więc powiedziałam mu, że ten przebojowy możesz sobie zamienić na wkurwiający, a on nadal niezrażony kontynuował swoje wodospady pytań. xD Uczennica zaczęła mi pokazywać tematy, które ma przygotować, zapytałam na kiedy to ma, a nasz "kolega", kiedy usłyszał, że na koniec czerwca, wyleciał z "to dobrze o Tobie świadczy, że przygotowujesz się z wyprzedzeniem. Jesteś dobrą uczennicą?" xDD Oczywiście niepytany musiał pochwalić się, że studiuje prawo, więc trochę śmiechu miałyśmy, że "wiadomo, tylko prawnicy z bomby się chwalą co robią." xD Dopiero pod koniec naszej cierpliwości zaczął przechodzić do rzeczy i spytał czy mam dużo fajnych chłopaków na medycynie (nie mogłam się powstrzymać i musiałam wylecieć z ripostą czy jest nimi zainteresowany :D) i czy wolna jestem. xd Innym razem siedziałam na ławce wraz ze swoją najmłodszą uczennicą i podszedł do mnie chłopak z kapslem po napoju, obróciłam go, a tam "lecisz na mnie?" xD

Ostatnio sami prawnicy spadają mi na głowę, czy mogę odebrać to jako znak, że pomysł o pójściu na prawo jest jednak dobry? :-D

Aaaa i żeby nie było za mało dziwnych akcji, to wczoraj gadałam sobie o pewnej osobie, z którą niezbyt chcę się widzieć i co? Ledwo zaczęłam temat, a zza zakrętu nagle jegomość wyjechał wprost na mnie. Litości.. :D W sumie to żałuję, że mu nie pomachałam, bo akurat minął lekko ponad rok od chwili, gdy atakował mnie z kilku nieznajomych numerów i po trzech latach braku kontaktu chyba jedyne czego tak naprawdę chciał się dowiedzieć, to gdzie mieszkam i czy nadal studiuję medycynę, bo cicho liczy na to, że jednak mi się w życiu nie powiedzie. <3 Mutti czasem mówi, że widzi go pod naszym domem na spacerkach z nowymi dupami albo jak przejeżdża i lampi się czy przypadkiem nie ma mojego auta, bo może akurat królewna przyjechała i podkuliła ogon, bo ze studiów nic nie wyszło. xD



piątek, 2 czerwca 2017

[164] Died too soon

Dwa dni przed egzaminem jeden z kolegów wziął, był i przedawkował. Teraz leży na sądówce. Nie wiem co mam powiedzieć, nie wiem jak to skomentować, jakoś to do mnie nie dociera, bo jeszcze w czwartek przyszedł do mojej grupy odrabiać pediatrię.

A radiologię ZDAŁAM, także hip hip hurra, prawdopodobnie (tfu tfu nie zapeszająć!) nie będę miała żadnych poprawek. :-D Jeszcze tylko zaliczenie z farmakologii klinicznej, która jest u nas wrzodem na dupie, egzamin z mojej znienawidzonej otolaryngologii i najulubieńszej sądówki <3, trzy ostatnie ćwiczenia z medycyny paliatywnej, otolaryngo i gastroentero i.... nie, wcale nie wakacje. Jeszcze praktyki... bleh.

PS. Książka z radiologii jest pierwszą, którą na tych studiach przeczytałam od deski do deski. ;o

PS2. Sny dwa dni po tym jak je miałam, spełniły się połowicznie. Jestem wiedźmą. xD




niedziela, 28 maja 2017

[163] Pediatric nephrology & hematology

Takiej prowadzącej to już dawno nie mieliśmy. Na dzień dobry zjeba za to, że nie przyszliśmy tydzień temu na zajęcia, nieważne że w naszym planie tych zajęć nie było. Później przywalała się o używanie telefonów podczas przerwy, bo "Wy nie umiecie bez nich żyć!", a na końcu nie pasowały jej nazwiska niektórych z nas. Oczywiście podpierdolek o brak wiedzy nie liczę, bo to tradycja. Wisienką na torcie była sytuacja, kiedy zjechała kogoś za napisanie beznadziejnej epikryzy ("bo tak się tego nie pisze!") po czym okazało się, że sama ją stworzyła. xDD
Przeanalizowaliśmy trochę prześwietleń, znów naoglądaliśmy się dializ (dołuje mnie to miejsce), zebraliśmy kilka wywiadów, nic nadzwyczajnego. Na końcu na zaliczenie dostaliśmy wyniki badań trzech pacjentów, jeden z nich z HUSem.

Na hematologii panuje dziwnie spokojna atmosfera. Do tej pory myślałam, że cały oddział będzie przygnębiony, smutny i umierający, a tymczasem lekarze są bardzo przyjemni, pielęgniarki też, dzieci żywotne, stresu i napięcia nie czuć, tak trochę domowo. Na pierwszych zajęciach poruszyliśmy temat honorowych dawców szpiku. W Europie najwięcej ludzi zarejestrowało się w Dojczlandzie (mniej więcej co dziesiąty obywatel), Polska też wypada całkiem spoko, bo mamy coś lekko ponad milion (1,2mln) zarejestrowanych, gdzie w Hiszpanii i Francji jest po 300,000, a już największą siarą świata są chyba Stany Zjednoczone, bo mając bodajże 320mln obywateli, zarejestrowanych mają tylko 10mln.
Przyglądaliśmy się ostatnio biopsji szpiku kilkuletniej dziewczynki, serducho mi pękało, bo nam bidula usnąć nie chciała. ;<

Totalnie nie idzie mi nauka na egzamin z radiologii (akurat jak prawie nigdy nie boli mnie głowa, tak wczoraj postanowiła tak boleć, że aż wymiotować mi się chciało, ale że jestem hero i unikam jakichkolwiek medykamentów, to się męczyłam cały dzień. :))) Żeby było śmieszniej mamy go 1-ego czerwca. To chyba będzie najbardziej zakręcony dzień dziecka mojego życia, bo z samego rana zajęcia na hematologii, na końcu kolokwium zaliczeniowe, a 2h później egzamin. Już widzę jak się przygotuję na zaliczenie, ehe.

Ten jak zwykle potrafi podnieść mnie na duchu. xd

Ostatnio taką krzywą akcje bym sobie zaserwowała, że nie mam pytań. Stare giełdy poprawiałam i wszystkie foty miałam zapisane na pulpicie żeby szybciej można było je zrzucić na e-maila. Pech chciał, że też na pulpicie gdzieś z boku mam zdjęcie klaty kolegi, nie wiem czemu akurat na pulpicie, ale whatever. Pokarało mnie za zaznaczenie "wszystko", bo tak sobie tą klatę razem z giełdami wysłałam na e-mail. Wszystko super ładnie pięknie, na uczelni zaczepił mnie gej z grupy i pyta czy mam te stare pytanka. Jako dobra dusza mówię mu, że mam i już prawie wysłałam te rozwiązane, ale wymiana spojrzeń z kumpelą rozwiała wątpliwości i jednak odpowiedzi nie dostał. Później ściągałam te zdjęcia z e-maila na telefon, wchodzę w galerię, a tam gdzieś pomiędzy zdjęciami kartek jakaś klata, a ja takie wtf...? Jak dobrze, że nie wysyłałam gejowi tego, bo nie dość, że się tniemy z racji, że to ciapaty Szwed (formacja, która obrzuca białych naokoło "ignorantami i rasistami" i to on mi kazał "do the reading" nt. plusów wynikających z przyjęcia tzw. "uchodźców"), to jeszcze by było, że specjalnie mu takie coś wysłałam żeby się z jego orientacji ponabijać. >.<

W ogóle po tym kolokwium zaliczeniowym z ginekologii lekki syf się zrobił, bo nasza czołowa prymuska dostała 3+ i był ryk i pisk, bo nie miałaby już szans na zwolnienie z egzaminu ustnego za rok (wymagana średnia z dwóch zaliczeniówek na 4,5) Tak więc poszła pozawracać dupę profesorowi, bo ona MUSI obejrzeć ten test. Okazało się, że wygrzebała gdzieś tego jednego punkta, który dawał jej 4, ale chryste, jak można być tak pazernym na oceny, które i tak kija odzwierciedlają. Mi by się czasu nie chciało marnować, ani sobie, ani profesorowi, bo wiadomo ile trwa ustawienie się w kolejce do niego, no ale cóż, takie zjawisko nie jest wcale rzadkie, ludzie zęby by sobie powybijali w walce o oceny. xd Takim oto sposobem mi też się wynik podniósł i mam piękne, i okrągłe 80%.






Od początku maja mam bardzo dziwne sny i jak niektóre już się pospełniały, tak czuję że druga część rychło wejdzie w życie.






niedziela, 7 maja 2017

[161] Forensic medicine - part infinity

Tydzień temu mieliśmy trzech facetów (samobójca, bezdomny i "domny", który wyglądał jak bezdomny. xd) Ironia losu chciała, że ten bezdomny na bezdomnego nie wyglądał, a ten "domny", którego znaleźli na posesji tuż przed jego domem chyba przez kilka lat prysznica nie widział, z włosów już mu się dredy porobiły, zaniedbana broda i brak zębów - standard. Do tego miał gips, który był tak usyfiony, że chyba nim w ziemi orał. Bielizny nie miał, dziury w skarpetach miał większe niż pozostałości po nich, nie wiem czemu z kickboxingiem mi się skojarzyło. xD Dwoma bezdomnymi mało się interesowałam, ponieważ uwagę przykuł samobójczy przypadek. Młody facet, z którym do tej pory wszystko było ok, ale w szpitalu dowiedział się, że ma cukrzycę, siekła go depresja i skoczył sobie z budynku. Co ciekawe na nadgarstku miał już ślad po cięciu, tyle że nóż był niezbyt ostry i nie doszedł do tętnicy, podobno bardzo klasyczny obraz. Z zewnątrz na ciele brak większych zmian, wszystko wyglądało cacy, poza krwią z uszu, nikt nie powiedziałby, że skakał. Po otworzeniu kilka złamań, a przyczyną zgonu było zachłyśnięcie się własną krwią.

Na ostatnich zajęciach mieliśmy w końcu pierwszą kobietę! Z bólem klatki piersiowej przyszła do najbliższej placówki medycznej i już z niej nie wyszła. Nie pamiętam dokładnie jaki był przebieg wydarzeń, ale chyba taki, że miała zawał, po czym pękł jej tętniak, rozerwało aortę i miała tamponadę serca (330ml, gdzie 150 już jest śmiertelne.) Drugi kejs to człowiek, który wypadł przez barierkę, spadł na schody, a potem jeszcze się przez nie przeturlał. Nabawił się przy tym przepukliny mosznowej, a rozmiar tego to 17cm na 12 czy jakoś tak, w każdym razie oooogromne. Kręgosłup w jakimś miejscu pękł (albo nawet dwóch), ale rdzeń kręgowy nie został przerwany. Generalnie gruchnął zdrowo, bo wszystko miał w kiepskim stanie. W ogóle w jednym z przypadków odkryliśmy, że "pacjent" miał tylko jedną nerkę. Brak jakichkolwiek blizn po operacji, więc taka uroda. Na początku myśleliśmy, że ją zgubiliśmy gdzieś po drodze.

Teraz czekam na dwie sekcje, które przyjadą zza granicy. Mam nadzieję, że będą w dniach, w których będę mogła się urwać z zajęć, bo nie wytrzymam, jeśli akurat terminy będą na dzień, w którym przypada mi coś, czego akurat nie da się odrobić. <beczy>

Fajny prokurator był ostatnio na sekcji, super ciekawe rzeczy opowiadał, prawo zaczęło mnie jeszcze bardziej interesować.. *.*



A tak poza tematem sądówkowym, to wiecie co? Transfering rzeczywistości jest naprawdę niesamowitą rzeczą. Aż buźka sama się cieszy. Połowa mojego życia składa się z łańcucha "spontanicznie coś piznę >> chwilę potem się to dzieje." Takim sposobem w super dziwnych okolicznościach poznałam swojego chłopaka, innego się pozbyłam, wylądowałam w Stanach w konkretnym stanie, na którym spontanicznie położyłam palucha na globusie, dostałam się na studia, na które kompletnie się nie wybierałam, niestety "uśmierciłam" psa i poznałam gościa podczas bezcelowej jazdy samochodem, 10 minut po tym jak stwierdziłam, że pojadę na rynek, bo może kogoś tam poznam, kilku innych ściągnęłam myślami i sami do mnie napisali, gdzie wydawałoby się, że "nie ma na to szans, bo..." Nie ma co oddawać swojego losu w ręce boga czy amuletów, sami jesteśmy w stanie wyszlifować swoje życie, wystarczy pozytywne myślenie i przekonanie o tym, że to co chcemy wcale nie jest niemożliwe, bo nie ma rzeczy niemożliwych. Tak samo jak nic nie dzieje się nadaremnie, choć często na początku ciężko dostrzec powód. :-)

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

[160] Angiology

Super prowadzący, aż szkoda, że tylko tyle tych zajęć było. Tylko raz udało mi się znaleźć tętno pod kolanem, brawo ja. xd Trochę przykry oddział, bo odniosłam wrażenie, że w sumie to niewiele da się zrobić i jeśli da, to nie wiadomo czy uda, a jeśli uda, to nie wiadomo czy nie będzie nawrotu w niedalekiej przyszłości. Stopy cukrzycowe, sporo pacjentów z amputowanymi obiema dolnymi kończynami, Bergery i DVT's, dużo by wymieniać. Najbardziej zapadła mi w pamięć pacjentka, która zdziwiona przyszła, że nogi jej okropnie spuchły. Po badaniu wyszło, że miała usuwane żylaki, dostała do noszenia pończochę uciskową, ale nosić nie lubi, więc nie nosi. No i zdziwiona, że nogi jak banie, trzymajcie mnie. XD Takich ludzi powinni wyrzucać ze szpitala, nie mam sił. Była też 17-latka, która po ciąży dostała zakrzepicy, szkoda mi jej było strasznie.

Maj będzie miesiącem egzaminów i zaliczeń, coś czuję, że będę się potykała na każdym jednym teście. xd Od czego by tu zacząć będąc w totalnej dupie...? :-D Od początku wydawałoby się najrozsądniej, ale gdzie był ten początek..

Wakacje chyba spędzę pod banderą United States of America, mam plany wrócenia do swojego high school, potem z najlepszą przyjaciółką zrobić road trip do Arizony, gdy będzie już jechała z powrotem do college'u, stamtąd na Florydę i rejs po Karaibach, mam nadzieję, że wszystko gładko pyknie. <3















Swoją drogą zaczynam powoli dostawać pierdolca od wszystkich naokoło, którzy sraki dostają o moją specjalizację. Wybrałaś w końcu? Ty się porządnie zastanów, to decyzja na całe życie! Nie chcę żebyś była rzeźnikiem, bądź doktorem! Blah blah blah.. Tak w ogóle to smutno mi na myśl, że jeszcze trochę i pomacham uczelni na do widzenia. Mogłabym być wieczną studentką. Teraz po głowie chodzi mi żeby w międzyczasie na prawo pójść, w Stanach taki tor jest coraz bardziej popularny, hm.. Tak w ogóle to popełniłam chyba dość spory błąd, bo z taką wredną buźką byłabym dobrym prokuratorem, a tu do pacjenta się odezwać nie można, bo zaraz sraka będzie, że ci bezczelni "służbiści zdrowotni" nie służą tylko odpyskowują jak się na nich frustracje wylewa, ech.



czwartek, 13 kwietnia 2017

[159] Silliness

Przejechałam się tramwajem. Nie ma rzeczy, która nakłoni mnie na przesiadkę do mpk. Pomijam smród, ścisk, opóźnienia, sapanie wiecznie niezadowolonych ludzi i patolę, którą nie stać na słuchawki, więc uraczają swoją żałosną muzyką wszystkich naokoło. Śmieszne jest to, że cebula jeździ publicznym środkiem komunikacji CODZIENNIE i nie zna podstawowych zasad pt. "najpierw się wysiada, potem wsiada" łamane na "zdejmij plecak, bo nikt nim po mordzie dostawać nie chce." Niektórzy ewidentnie mają mózg tylko i wyłącznie w celach czysto dekoracyjnych.


Na uczelni nic ciekawego. Tak mało mam zajęć, że jeszcze trochę, a zapomnę, że studiuję. xd

środa, 4 stycznia 2017

[145] Having classes at 8 is sooo tiring

U Was też są takie półmózgi, które na wszystkie zajęcia spóźniają się co najmniej pół godziny? Dziś przeszłam apogeum wkurwienia. Wracam z dyżuru nocnego do domu, idę spać dopiero po 1, wstaję o 6, aby być na uczelni na czas, a potem muszę czekać ponad pół godziny, bo możnowładztwo wypełzło z chaty dopiero o 8 i dotarło grubo po czasie, a zajęcia niestety się nie zaczną zanim większość nie przyjdzie (na czas byłam ja i druga osoba, a święta trójca sobie jeszcze słodko spała :)) Żeby tego było mało, to jeden z ciapaki-są-zawsze-święte-i-niczemu-winne, który wczoraj uparcie przekonywał mnie o tym, że uchodźcy wspomagają ekonomię europejską i jeśli o tym nie wiem, powinnam "do the reading", stwierdził, że był na zajęciach przed świętami. :)) Ciekawe, bo w tym czasie, kiedy 4 osoby gniły od rana w szpitalu, on już popierdalał sobie po Seulu, więc rozumiem pediatrię miał w Korei. <ok>  Gdzie się takie ameby rodzą? 0.0 Zero honoru, nic, pustka. A do tego jeszcze brak szacunku do tych, którzy swoje obowiązki traktują poważnie. Ciekawe czy do pracy też tak kiedyś będą przychodzić prawie godzinę później. Przed świętami ścięłam się z Niemką, dokładnie o ten sam temat. Siedzimy rano pod dyżurką i nagle zaczęły się lamenty "codziennie mamy zajęcia na 8, to jest takie TIRING!" Nie wytrzymałam i spytałam, że jak myśli, na którą będzie do pracy chodzić, na co odpowiedziała mi, że tam będzie wypłatę dostawać, więc będzie motywacja. XDD Pytam czy papier, który uprawni ją do tej wypłaty sam w sobie nie jest wystarczającą motywacją, no i odpowiedzi nie usłyszałam, jakieś sapanie pod nosem poleciało, echhhhs. Tak sobie myślę, że jest tyyyyyle ludzi, którzy się nie dostali na medycynę, ale potrafiliby korzystać z tego przywileju, gdyby jednak zaistnieli na liście przyjętych, a tymczasem "najlepsi z najlepszych" w dużej części okazują się mieć totalnie wywalone jaja na to, że są już dorośli i studiowanie medycyny to nie lans na fejsie, bo sobie wpiszą "studying medicine at blablabla" tylko dyscyplina i obowiązek. Kiedyś też takie podejście było czy to tylko dzisiejsza młodzież taka niedorobiona jest? Jeśli kiedyś będę uczyć, to biedni będą ci, którzy do mnie trafią.

Za jakiś czas dodam posta z rewelacjami z dyżurów, zakazów i pediatrii. Będzie sporo pisania o uschniętych nogach. xD

piątek, 23 grudnia 2016

[142] Ignorant racists

Wsadziłam kij w mrowisko. xD Pewnie do niektórych z Was dotarł filmik o tym jak w Delcie rzekomo wywalali z samolotu Arabów, bo kilku białym przeszkadzało, że rozmawiają po arabsku. Jedna z moich kolorowych koleżanek udostępniła ten post z wielkim oburzeniem, że mamy koniec 2016 roku, a ludzie nadal mają żałosne problemy i uprzedzenia o to, że ktoś mówi w innym języku. Trochę mnie to zagotowało, bo dzień wcześniej w Berlinie 60 osób ucierpiało, w tym 12 zginęło i to jakoś nie wzbudziło jej oburzenia na tyle, aby szczekać o tym na tablicy, więc spytałam czy tak samo mocno denerwują ją muzułmanie przyjeżdżający do Europy, którzy są urażeni naszymi flagami, świętami, symbolami religijnymi i sposobem ubierania. Jak nie trudno było zgadnąć, zamiast otrzymać odpowiedź, że tak, też ją to wkurza, zostałam obrzucona niczym innym jak "ignorantka! rasistka!" :D Potem zleciały się inne kolorowe osobniki i oczywiście poparły swoją przyjaciółkę, nie może być inaczej, w kupie siła.

Wyjaśniłam im, że uważam, że sami swoją postawą i ignoranctwem sugerują przyzwolenie na to, co złego dzieje się białym, bo słowa sprzeciwu nie wypowiadają w temacie, ale jak cokolwiek stanie się Arabom, to już koniec świata, bo cały jest wypełniony rasizmem i nienawiścią. xD Nic nie wkurwia mnie tak jak hipokryzja. Na końcu jako puenta wszystkiego wyczytałam, że "to dlatego, że jestem czarna tak krzywo patrzysz na mnie w szkole? Dlatego zachowujesz się jakbyś była lepsza?" Odpisałam, że jeśli krzywo się patrzę, to na pewno nie ma to związku z jej religią, bo gówno mnie ona obchodzi tak długo, jak krzywdy innym nie robi, ale dlatego, że drze ryja w szpitalu i nie ma szacunku ani do chorych w nim, ani do ludzi, którzy proszą ją o to, aby się uciszyła, a mimo wszystko nadal nie nazywam jej ignorantką. I co? Usunęła cały post, chyba nie chciała, aby ktokolwiek przeczytał, że święci muzułmanie nie są jednak tacy święci. :D Męczące jest to, że zawsze stawiają się w pozycji ofiar, rasistami i ignorantami są tylko i wyłącznie biali, a kolorowi są wiecznie uciskani i poszkodowani. Dziwnym trafem nigdzie jej nie ma jak zaczynam się pultać do białych, że są za głośno, no bo przecież tylko na nią krzywo patrzę i wyłącznie dlatego, że jest murzynką wyznającą islam.

Nie mogę doczekać się aż zobaczymy się w styczniu na zajęciach, może znów spróbują obskoczyć mnie w kilka na raz, tak jak niedawno obskoczyły inną białą za to, że krzywo patrzyła na ich dekolty po pępek i odkryte brzuchy, bo wcale nie przeszkadzało im wywalać cyce i pępki prosto w twarz pacjentów. xD Źle się składa, że nigdy nie unikam kłótni, jeśli czuję, że to coś ważnego, więc proszę bardzo, niech pokażą wszystkim jaka miłość do białych w nich siedzi.

Do rozmowy włączył się też Kurd i mimo, że najpierw na mnie naskoczył (co prawda nie w tak ostrym stylu jak moja somalijska koleżanka), to dogadaliśmy się, że spotkamy się twarzą w twarz i przegadamy wszystko na spokojnie, bo zaczął rozumieć o co mi chodzi. Kurdów zawsze lubiłam, oni jako jedyni walczą z tym, co złe, a cała reszta albo biernie patrzy na to, co się dzieje albo jeszcze wręcz sympatyzuje ze złem.

Nie chcę negatywnie nastawiać się na wszystkich muzułmanów, bo świetnie zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy są popierdoleni i nie wszyscy chcą być ekspansywni ze swoimi wierzeniami, ale ilekroć nie chcę jakiemukolwiek pokazać, że swoim zachowaniem nie sprawią, że biali zaczną inaczej na nich patrzeć, tylekroć spotykam się z atakiem i stałym programem "ignorantka! rasistka!", a potem "czujesz się lepsza?" xD Dopóki sami nie zaczną czuć się równi biały, dopóty konflikt zamiast być mniejszy, będzie większy. Przecież żaden biały nie będzie wynosił ich na piedestał tylko dlatego, że są czarni, no litości. Sytuacja przeszła ze skrajności w skrajność, najpierw biały gonił czarnego, a teraz czarni bazują na wyrzutach sumienia białego i wszystko, co im nie leży okrzykują rasizmem/ignoranctwem. Dołączam fajny filmik, który dobrze podsumowuje wydarzenie z Delty i to jak muzułmanie podsycają problem. ;-)





Wesołych Świąt wszystkim życzę! :)

PS. Jeszcze w święta tu napiszę o ostatnich zajęciach z sądówki, bo były przekozackie i jest o czym opowiadać!


wtorek, 20 grudnia 2016

[141] The world is small

Jeśli myślicie, że coś jest niemożliwe, to lepiej tak nie myślcie.
Chyba, że to ja jestem inna i nieustannie przyciągam co najmniej dziwne sytuacje.
Ale ta przynajmniej nadzwyczaj skutecznie poprawiła mi humor. :-D
Świat jest niewyobrażalnie mały.


wtorek, 6 grudnia 2016

[137] Could you help me

Na parkingu pod galerią zaczepił mnie dziś człowiek. Już z daleka kątem oka widziałam, że zmierza w moim kierunku i powoli zaczęła ogarniać mnie złość, bo zawsze tacy idą do mnie, a nie do kogoś kto wysiada z przeciętnego auta. Ale do rzeczy. Wyszedł ze szpitala, potrzebował na leki, jest bezdomny, miał zapalenie płuc blahblahblah. Wyostrzyłam słuch, pomyślałam, że na dobrą osobę trafiło, zaraz sprawdzę tę receptę czy rzeczywiście leki mają jakikolwiek związek z bajką, o której prawi. Podał mi wypis ze szpitala. Podał receptę. Pokazał dowód osobisty. Poczytałam wypis. Na dzień dobry "zakażenie HIV", patrzę na twarz, a tam wiele randomowych ranek, strupów i zadrapań. Czytam dalej, on w tym czasie coś mówił o skierowaniu do urologa. Przestałam czytać, potrzebował 7zł. Dałam dychę, a on spytał czy nie wydać, ech serce mi się wtedy roztopiło. Chyba pierwszy raz w życiu wyskakując z kasy dla rzekomo potrzebujących, mam poczucie, że rzeczywiście zrobiłam dobry uczynek i wcale nie zostałam oszukana. Chyba można powiedzieć, że w tym roku i ja byłam Mikołajem? :)

czwartek, 17 listopada 2016

[133] Observing society

Minęło półtorej miesiąca, a ja nadal się nudzę. Tak się nudzę, że z tych nudów nie dość, że na ostro wzięłam się za przygotowania do USMLE, to jeszcze na dyżury nocne zaczęłam chodzić, więc jest naprawdę źle. xD Pierwsze trzy lata napakowali tak, że po dupie nie szło się podrapać, a teraz takie luzy, że nie musimy robić praktycznie nic. Trzeba być arcy ambitnym, aby samemu zmusić się do książek. Kolokwiów brak, to i motywacji brak. Odpytki na zajęciach, to kwestia godziny czytania przed nimi, więc wysiłek zerowy. Chyba niepotrzebnie zmniejszyłam ilość godzin pracy, bo pomimo ostrzeżeń starszego rocznika, myślałam, że czwarty rok będzie bardzo poważny, dlatego też w końcu trzeba przestać dzielić czas między uczelnię, a pracę, a tu figa z makiem. ALE! Może to znak, że czas najwyższy zabrać się za USMLE. Takim oto sposobem rano wychodzę na zajęcia, po nich idę do pracy na godzinkę czy dwie, wracam do domu między 16-18, siadam do First Aid USMLE Step 1, Pathomy i innych spokrewnionych tematycznie, i padam spać między 21-22.

Święto wielkie się stało, zdjęłam hybrydę z paznokci. Wszystko ku chwale nauki i tego by móc przy stole operacyjnym stać, echsss.

Jeszcze trochę i ktoś wzbudzi we mnie wyrzuty sumienia. Ludzie, skąd w Was tyle samozaparcia i woli walki, że na pierwszym roku zapisujecie się na jakieś koła? xd Ostatnio spotkałam ludzi, którzy przyszli na nocny dyżur mimo, że zajęcia mieli na 8 rano. Jakby tego było mało, potem okazało się, że są z drugiego roku, a na pierwszym byli zapisani do koła anatomicznego. Heee... a ja jestem na 4 i do tej pory nie raczyłam się nigdzie zapisać. Żeby było śmieszniej, nadal mam to gdzieś, "gdyż iż ponieważ" wolę korzystać z wolności i nie dowalać sobie kolejnych obowiązków. Chociaż gdybym nie pracowała, to i pewnie miałabym inne podejście. ^o)

Znów zaczęłam cisnąć w Candy Crusha, dobiłam do 1430 poziomu.

Zachowanie niektórych ludzi spowodowało, że zaczęłam się zastanawiać dlaczego prowadzący są tak pobłażliwi. Przychodzi taka ciućma jedna z drugą, fartuch wymemłany jakby ktoś go wyrwał psu z gardła, butów zmiennych brak, ale stetoskop na szyi wisi. xd Trzymajcie mnie, bo nie wyrobię. I takie coś będzie kiedyś lekarzem. [*] Kiedyś podobno był rygor na uczelniach, co się z nim stało teraz? W ogóle mam wrażenie, że społeczeństwo ostro prze w nie tą stronę, co powinno. Słowa przepraszam, dziękuję i proszę zaczynają być albo zbyt wyszukane albo nie wiem, ale coraz więcej młodych nie wie, że powinno się ich używać. Już nie wspomnę o tej okropnej modzie mówienia per ty do obcych osób. Jeszcze zrozumiem, że stoimy z kimś twarzą w twarz i widzimy, że to ktoś mniej więcej w naszym wieku (w przypadku studentów), ale jak pływam na parkingu w bagażniku, tyłem do wszystkiego i wszystkich, a z tyłu nadjeżdża jakiś mądry jegomość i wali do mnie jak do koleżany, to aż mnie rozwala. I nie, nie mogą wiedzieć, że jestem studentką, bo auto na budżet studencki nie wskazuje, więc od tylca, to co najwyżej można pomyśleć, że to ktoś, kto miał czas, aby się dorobić, przynajmniej ja bym tak pomyślała. I nie, nie chodzi o to, że jestem wielką pańcią, tylko to jest naprawdę fajne w naszej kulturze, że pokazujemy obcym szacunek. Zamiast szanować wszystko, co nasze, to młodzi tacy hamerykańscy na siłę chcą się robić, ża-łos-ne. Takie przywary sypią się jak domino. Coraz więcej ludzi zapomina, że jak się wchodzi gdzieś i ktoś idzie za nami, to przytrzymujemy mu drzwi żeby nie rozwalił sobie o nie ryjka, no ale po co przecież się męczyć, ja se śmignę, a ten z tyłu niech zbiera zęby z szyby. xd Dochodzę do wniosku, że w kształceniu wczesnoszkolnym rząd powinien wprowadzić klasy jakie mają w Japonii. Uczą dobrych manier i potem naród chodzi jak w zegarku, wszyscy wiedzą, że na ruchomych schodach stoi się po prawej stronie, aby lewa była całkowicie pusta, że najpierw się wychodzi z pomieszczenia, potem wchodzi, że żeby wsiąść do autobusu, to trzeba zrobić miejsce wysiadającym, ech ech ech.

Za dużo pieniędzy ostatnio wydaję. Przeliczyłam finanse i doszło do mnie, że pół roku pracy poszło gdzieś, nie wiadomo gdzie. A to gry planszowe, a to butów cała sterta, a to fiszki i książki językowe, a to coś, a to sroś i ni ma mamony. Serce mnie zabolało, gdy dotarło, że byłyby za to wakacje w prześladującej mnie Tajlandii. xd Postanowiłam oszczędzać i z tejże okazji wszystkie możliwe sklepy wprowadziły super hiper extra promocje, a butiki, w których upatrzyłam sobie sukienki na półmetek akurat na nowo sprowadziły towar, na który czekałam już od dwóch miesięcy. NO I JAK JA MAM ZACISNĄĆ PASA... [*]


Tym optymistycznym akcentem życzę wszystkim udanego weekendu. :-D