niedziela, 20 października 2013

Rok akademicki rozpoczęty

Pierwszy test mam już za sobą, parazyty poszły mi dobrze. Przede mną egzamin praktyczny wraz z teoretycznym z anatomii. Halloween będzie sądnym dniem, dlatego proszę trzymać kciuki za moją osteologię. :-) Na uczelni siedzę od rana do wieczora, co mnie nieco denerwuje. 2 dni w tygodniu kończę o 20:15, kolejne dwa o 18:13, a piątek o 12. Tylko raz mam spektakularne okienko 4 godzinne, chyba 2 razy dwu godzinne, z czego jedno zawsze spędzam na czwartkowym douczaniu się do anaty, histo i embrio, bo są jedno po drugim i do każdego trzeba być przygotowanym na tip top. Z anatomii trafił mi się prowadzący legenda. Może to i dobrze, bo jego osoba wymusza na mnie systematyczność. I to nie chodzi wcale o to, że krzyczy na nas czy wyzywa od debili. Po prostu sprawia, że wszyscy trzęsą przed nim portkami. :D Wykłady mamy obowiązkowe, także nie ma opcji urywania się. Nie podoba mi się wizja mojej historii medycyny. Na koniec mamy mieć teścik pisemny i ustny.

Mam na kierunku dwie osóbki, które nieco mnie śmieszą swoim istnieniem i podejściem do uczelnianych spraw. Aż szkoda mi na ich temat więcej wspominać, ale z pewnością wspomnę o nich w czerwcu, jak się okaże, że nie zdali, co mnie nie zdziwi w ogóle.

Jeszcze tylko ten tydzień i następny, i żegnam się z pierwszą pomocą. Trochę szkoda, bo lubię te zajęcia. :D Jednak trzeba patrzeć na to ekonomicznym okiem i cieszyć się, że w czwartki będę miała 3h więcej na naukę postrachów dnia.

Co u mnie poza uczelnią? Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła nowej szkoły nową miłością. Szczęście w oczach po prostu.

PS. Zapomniałam dodać, że jestem w grupie 1. Dziecko szczęścia ze mnie.