Piąty rok zaczął się niezwykle lajtowo. Totalnie nie czuję stresu i uważam to za ogromną zmianę względem poprzednich lat. Jedynie "zaraz będziecie lekarzami" wzbudza niepokój i strach, bo wszyscy wciąż czujemy się jakbyśmy nadal byli na pierwszym roku. Nie wiem gdzie to tak szybko uciekło.
1. Medycyna rodzinna - porażka, nuda nuda nuda nuda. Niby każdy przychodzi z czymś innym, ale to wszystko jest jakieś takie suche. Natomiast wielki plus za brak nerwowości. Lekarze rodzinni są mocno wychillowani, a przynajmniej ci, na których trafiłam. :D
2. Urologia - spodobała mi się. Robienie cytoskopii wygląda trochę jak gra komputerowa, więc mogłabym "grać." :-D
3. Transplantologia - też ciekawe, choć gdyby ktoś spytał mnie co dokładnie jest tam ciekawego, to nie do końca byłabym w stanie jasno odpowiedzieć, haha.
4. Neurologia - mam dziwne przeczucie, że pierwsze zajęcia zrobiły fałszywie pozytywne wrażenie. Prowadząca była szalona, dużo było śmiechu, jeszcze więcej zostało w głowie. Tak ekspresywnego doktora już dawno nie widziałam, a żeby było śmieszniej pani doktor jest z tej starszej generacji. :)
5. Geriatria - echhhh.. jakoś to przejdę. (Tak wiem, poziom entuzjazmu powalający.)
6. Kardiologia - zakładałam, że te zajęcia będą dla mnie totalną klapą, ponieważ nie od dziś wiadomo, że z serca jestem totalnym kołkiem. A tu bum! Nagle zaczęłam wszystko słyszeć, EKG niespodziewanie przestało być zlepkiem załamanych linii. Udało mi się poprawnie zdiagnozować 3/4 pacjentów, gdzie reszta grupy miała z tym problem, więc uważam to za osobisty sukces roku 2017. :-D Z zajęć wyszłam napompowana jakbym co najmniej Nobla dostała.
7. Ginekologia - tutaj entuzjazm jest proporcjonalny do tego z geriatrii. Śmiesznie było, gdy prowadząca spytała czego chcielibyśmy się nauczyć. Odpowiedziała jej cisza. Zapytała znów czy jesteśmy zainteresowani ginekologią. Wszyscy jednogłośnie rzuciliśmy stanowcze NIE. xd Oczywiście jak to z moim szczęściem bywa, zajęcia znów mamy w szpitalu, w którym mocniej koszą, więc już chyba mogę się serdecznie pożegnać z szansą zwolnienia z egzaminu praktycznego.
Tak się cieszyłam, że zmienili nam plan i będę miała 5 tygodni wolnego w styczniu/lutym, jeśli uda się zrobić przedtermin z urologii, a tu się nagle okazało, że wspaniała uczelnia nie zawiodła pod względem burdelu jaki mają w papierach i jednak chirurgia dziecięca nie jest tam, gdzie być powinna, więc nici z cudownych wakacji, chlip chlip.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą semestr zimowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą semestr zimowy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 października 2017
środa, 26 października 2016
[129] Work hard so you won't spin
Prawie miesiąc 4 roku za mną, więc czas na krótkie wspominki.
Ortopedia i traumatologia - mieliśmy sporo zabawy z gipsowaniem się i ogólnym unieruchamianiem. Potem rozcinaliśmy gipsy, a dowcipny prowadzący straszył nas, że "ała ała BOLI!!!" Niby bzdura, a kilka osób nabrało się na takie wrzaski. :-D Na innych zajęciach bawiliśmy się USG i sprawdzaliśmy sobie biodra, nadgarstki, barki i kostki. Wszystko zaczęło się od tego, że koleżanka z grupy powiedziała, że biodro boli ją jak cholera i czy doktor nie może obejrzeć. Summa summarum 2/7 osób miały problem. Koleżanka od biodra ma bursitis i tendonitis, więc na następnych zajęciach będziemy oglądać wstrzykiwanie sterydów przy pomocy USG, bo jak sama powiedziała, na fizjoterapeutę czasu nie będzie miała, więc woli inwazyjnie. xD Druga osoba okazało się, że ma dość spore szanse na carpal tunnel syndrom, więc ma unikać zbyt dużej manualnej roboty, dlatego też papa przyszła specko z chirurgii.
Sądówka - przypomnieli nam jak się sprawdza ile czasu temu ktoś pił i ile, liczyliśmy ile kto będzie miał promili po wypiciu tej samej ilości alkoholu i mimo, że nie piję, to smutno mi się zrobiło, że 250ml 40% wódki dałoby mi ponad 2,5 promila, a 70kg facetowi lekko ponad 1. xd Potem mówiliśmy o truciznach, narkotykach, zatruciach i innych tego typu smaczkach. Znów było ciekawie. I ultra wyluzowana prowadząca rzucająca żartami, które mogłyby zostać określone lekko nie na miejscu. <3 Uwielbiam.
Chirurgia - oglądaliśmy dość ciekawą operację, trochę nie słuchałam, ale między słowami wyłapałam, że mniej więcej chodzi o to, że wycięli kawałek przełyku i wycięty kawałek zastąpili kawałkiem z dwunastnicy? mimo, że 1st line treatment to pozyskanie kawałka z żołądka? Muszę o tym poczytać, bo wydaje się to całkiem intrygujące. Mieliśmy też pacjenta z inflammatory bowel disease i mimo, że znów nie słuchałam (cóż za pilna studentka..), to wpadło mi do ucha, że zazwyczaj choroba zaczyna się u dwudziestoparo latków, no super. Już się zdiagnozowałam, że moje problemy trawienne po jakichś randomowych posiłkach mogą być początkiem IBD'u. [*] Humor poprawił się jeszcze bardziej, gdy doktor dodał, że najdłuższe leczenie tego dziadostwa jakie on osobiście zna, to (uwaga!) 18 lat!! o.O
Od kiedy studiuję, co chwilę wyszukuję sobie pierdyliard chorób, które mam/mogą mi grozić, boże ratuj. xD Jednak to prawda, że im mniej w głowie, tym spokojniej człowiek śpi.
Nefrologia - w sumie to nic ciekawego nie było poza tym, że moi koledzy z hukiem zostali wypieprzeni z zajęć, bo przyszli chorzy. Był ogień! :-D Uśmiechnęła się do nas moja kochana genetyka, ponieważ mieliśmy pacjenta z ARPKD, więc mogłam brylować. Większość czasu spędziliśmy na transplantologii i ku naszemu zdziwieniu większość nerek do przeszczepu nie pochodzi od członków rodziny (rodzina to tylko jakieś 7% przeszczepów.)
Pulmonologia - miłość, miłość, miłość. Mieliśmy bronchoskopię, potem biopsję węzłów chłonnych w śródpiersiu, a na końcu pacjenta z Pompei disease (tylko 7 takich przypadków w całym kraju i on jeden na zachodzie, więc możecie sobie wyobrazić moje podniecenie.) Jak z biochemii nic nie pamiętam, tak pamiętałam moment, w którym uczyłam się o tej chorobie i trochę dziwnie się poczułam słysząc swoje własne komentarze sprzed kilku lat "po co tyrają nas takimi rzadkimi przypadkami?" To chyba coś na kształt tego jak kiedyś myślałam o angielskim, kiedy nauczyciel tyrał mnie ze słówek, których byłam pewna, że NIGDY nie użyje, a za jakiś czas okazało się, że powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" jest świętsze od przykazań bożych. xd
Fakultet z EKG okazał się strzałem w dziesiątkę i nie wiem jakim cudem, ale słucham przez całe 2,5h, a nigdy mi się takie skupienie nie zdarza, zazwyczaj po pół godzinie już mnie nie ma. :D
Straszny pierdolnik mam, bo wychodzę z domu przed 7, a wracam najwcześniej o 18, wczoraj pobiłam rekord i wróciłam o 22:40. Pewnie za kilka lat będę miała potężny butthurt, że zamiast się opieprzać, kiedy mogłam, to kręciłam kołowrotkiem jak szalona. ;x Dobrze, że moje zapieprzanie otworzyło ojcu oczy i dużo inaczej mnie traktuje niż kilka lat temu. Relacje się poprawiają tylko nie wiem czy dlatego, że zaczął mnie doceniać i jest dumny czy może powodem jest moje odgrażanie się, że za dwa lata wypalam na drugą stronę świata? Choć pewnie najbardziej przekonała go moja niezależność finansowa i fakt, że od 4 lat nie płaszczę się o pieniądze. :))
Rodzinę na grypę zaszczepiłam, duma mnie rozpiera. xD Ostatni zastrzyk robiłam na praktykach po pierwszym roku. Dziś miałam ojcu w zadek robić kolejny, bo coś tam potrzebował, ale jak poinformowałam go co mu grozi w tym rejonie, to trochę zwątpił i jednak zostawił to w rękach lekarza. xDDD
Ortopedia i traumatologia - mieliśmy sporo zabawy z gipsowaniem się i ogólnym unieruchamianiem. Potem rozcinaliśmy gipsy, a dowcipny prowadzący straszył nas, że "ała ała BOLI!!!" Niby bzdura, a kilka osób nabrało się na takie wrzaski. :-D Na innych zajęciach bawiliśmy się USG i sprawdzaliśmy sobie biodra, nadgarstki, barki i kostki. Wszystko zaczęło się od tego, że koleżanka z grupy powiedziała, że biodro boli ją jak cholera i czy doktor nie może obejrzeć. Summa summarum 2/7 osób miały problem. Koleżanka od biodra ma bursitis i tendonitis, więc na następnych zajęciach będziemy oglądać wstrzykiwanie sterydów przy pomocy USG, bo jak sama powiedziała, na fizjoterapeutę czasu nie będzie miała, więc woli inwazyjnie. xD Druga osoba okazało się, że ma dość spore szanse na carpal tunnel syndrom, więc ma unikać zbyt dużej manualnej roboty, dlatego też papa przyszła specko z chirurgii.
Sądówka - przypomnieli nam jak się sprawdza ile czasu temu ktoś pił i ile, liczyliśmy ile kto będzie miał promili po wypiciu tej samej ilości alkoholu i mimo, że nie piję, to smutno mi się zrobiło, że 250ml 40% wódki dałoby mi ponad 2,5 promila, a 70kg facetowi lekko ponad 1. xd Potem mówiliśmy o truciznach, narkotykach, zatruciach i innych tego typu smaczkach. Znów było ciekawie. I ultra wyluzowana prowadząca rzucająca żartami, które mogłyby zostać określone lekko nie na miejscu. <3 Uwielbiam.
Chirurgia - oglądaliśmy dość ciekawą operację, trochę nie słuchałam, ale między słowami wyłapałam, że mniej więcej chodzi o to, że wycięli kawałek przełyku i wycięty kawałek zastąpili kawałkiem z dwunastnicy? mimo, że 1st line treatment to pozyskanie kawałka z żołądka? Muszę o tym poczytać, bo wydaje się to całkiem intrygujące. Mieliśmy też pacjenta z inflammatory bowel disease i mimo, że znów nie słuchałam (cóż za pilna studentka..), to wpadło mi do ucha, że zazwyczaj choroba zaczyna się u dwudziestoparo latków, no super. Już się zdiagnozowałam, że moje problemy trawienne po jakichś randomowych posiłkach mogą być początkiem IBD'u. [*] Humor poprawił się jeszcze bardziej, gdy doktor dodał, że najdłuższe leczenie tego dziadostwa jakie on osobiście zna, to (uwaga!) 18 lat!! o.O
Od kiedy studiuję, co chwilę wyszukuję sobie pierdyliard chorób, które mam/mogą mi grozić, boże ratuj. xD Jednak to prawda, że im mniej w głowie, tym spokojniej człowiek śpi.
Nefrologia - w sumie to nic ciekawego nie było poza tym, że moi koledzy z hukiem zostali wypieprzeni z zajęć, bo przyszli chorzy. Był ogień! :-D Uśmiechnęła się do nas moja kochana genetyka, ponieważ mieliśmy pacjenta z ARPKD, więc mogłam brylować. Większość czasu spędziliśmy na transplantologii i ku naszemu zdziwieniu większość nerek do przeszczepu nie pochodzi od członków rodziny (rodzina to tylko jakieś 7% przeszczepów.)
Pulmonologia - miłość, miłość, miłość. Mieliśmy bronchoskopię, potem biopsję węzłów chłonnych w śródpiersiu, a na końcu pacjenta z Pompei disease (tylko 7 takich przypadków w całym kraju i on jeden na zachodzie, więc możecie sobie wyobrazić moje podniecenie.) Jak z biochemii nic nie pamiętam, tak pamiętałam moment, w którym uczyłam się o tej chorobie i trochę dziwnie się poczułam słysząc swoje własne komentarze sprzed kilku lat "po co tyrają nas takimi rzadkimi przypadkami?" To chyba coś na kształt tego jak kiedyś myślałam o angielskim, kiedy nauczyciel tyrał mnie ze słówek, których byłam pewna, że NIGDY nie użyje, a za jakiś czas okazało się, że powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" jest świętsze od przykazań bożych. xd
Fakultet z EKG okazał się strzałem w dziesiątkę i nie wiem jakim cudem, ale słucham przez całe 2,5h, a nigdy mi się takie skupienie nie zdarza, zazwyczaj po pół godzinie już mnie nie ma. :D
Straszny pierdolnik mam, bo wychodzę z domu przed 7, a wracam najwcześniej o 18, wczoraj pobiłam rekord i wróciłam o 22:40. Pewnie za kilka lat będę miała potężny butthurt, że zamiast się opieprzać, kiedy mogłam, to kręciłam kołowrotkiem jak szalona. ;x Dobrze, że moje zapieprzanie otworzyło ojcu oczy i dużo inaczej mnie traktuje niż kilka lat temu. Relacje się poprawiają tylko nie wiem czy dlatego, że zaczął mnie doceniać i jest dumny czy może powodem jest moje odgrażanie się, że za dwa lata wypalam na drugą stronę świata? Choć pewnie najbardziej przekonała go moja niezależność finansowa i fakt, że od 4 lat nie płaszczę się o pieniądze. :))
Rodzinę na grypę zaszczepiłam, duma mnie rozpiera. xD Ostatni zastrzyk robiłam na praktykach po pierwszym roku. Dziś miałam ojcu w zadek robić kolejny, bo coś tam potrzebował, ale jak poinformowałam go co mu grozi w tym rejonie, to trochę zwątpił i jednak zostawił to w rękach lekarza. xDDD
wtorek, 9 lutego 2016
[109] The Universe has its way
Kilka dni temu napisałam, że u mnie sesja dobiegła już końca i jako pierwsza w historii zakończyła się na pierwszych terminach. Wcale nie zarywałam nocy. Spałam po 8-12h. W międzyczasie dwa dni przed egzaminami zachorowałam na dobre, więc nawet nie było czasu na powtórki. Chyba od teraz będę inaczej podchodziła do egzaminów. Nie można dać się zwariować, a chyba im bardziej nam zależy, tym bardziej wiatr wieje w twarz. No chyba, że to rzeczywiście ten bekon z facebooka, którego trzeba było polubić w 10 sekund, aby zdać sesję za pierwszym razem. xD
Trzeba wierzyć w swoje siły i szczęście. Jestem wielką fanką teorii, że sami kierujemy losem. Wyobraźcie sobie, że na ustnym egzaminie spośród 200 możliwych pytań, modliłam się o swoje ulubione i bam, 0,5% szans na wyciągnięcie odpowiedniego kartonika stało się rzeczywistością. Dzień przed egzaminem rozmawiałam z przyjaciółką ze Stanów i pocieszała mnie, że "the Universe has a way of making sure things work out how they should." Miała rację.
Będę tęsknić za prowadzącym terminatorem z dermatologii. Polubiłam tę katedrę mimo, że ani egzamin praktyczny ani teoretyczny nie były za przyjemne. Na praktyku trafił mi się pacjent niezdiagnozowany, prawdopodobnie z rakiem, którego nazwy nawet google nie wyszukuje, więc wtf? Egzamin z higieny i epidemiologii jakimś cudem zaliczyłam, choć nie wiem jak to się stało, bo jak się okazało; osobno trzeba było zaliczyć część z higieny, osobno z epidemo. xD Było zadanie z liczenia ryżu wyhodowanego na hektarze ziemi i trzeba było powiedzieć dla ilu osób na rok go starczy... :-D To chyba po to, abym miała jak zagadać swojego przyszłego pacjenta aka rolnika. Oceny oczywiście nadal nie znam, bo pani profesor dorównująca wiekiem Gandalfowi nie obsługuje komputerów, więc ocenę poznam dopiero, gdy index trafi z powrotem do rączek właścicieli, klap klap.
Trzymajcie się i wypoczywajcie!
Trzeba wierzyć w swoje siły i szczęście. Jestem wielką fanką teorii, że sami kierujemy losem. Wyobraźcie sobie, że na ustnym egzaminie spośród 200 możliwych pytań, modliłam się o swoje ulubione i bam, 0,5% szans na wyciągnięcie odpowiedniego kartonika stało się rzeczywistością. Dzień przed egzaminem rozmawiałam z przyjaciółką ze Stanów i pocieszała mnie, że "the Universe has a way of making sure things work out how they should." Miała rację.
Będę tęsknić za prowadzącym terminatorem z dermatologii. Polubiłam tę katedrę mimo, że ani egzamin praktyczny ani teoretyczny nie były za przyjemne. Na praktyku trafił mi się pacjent niezdiagnozowany, prawdopodobnie z rakiem, którego nazwy nawet google nie wyszukuje, więc wtf? Egzamin z higieny i epidemiologii jakimś cudem zaliczyłam, choć nie wiem jak to się stało, bo jak się okazało; osobno trzeba było zaliczyć część z higieny, osobno z epidemo. xD Było zadanie z liczenia ryżu wyhodowanego na hektarze ziemi i trzeba było powiedzieć dla ilu osób na rok go starczy... :-D To chyba po to, abym miała jak zagadać swojego przyszłego pacjenta aka rolnika. Oceny oczywiście nadal nie znam, bo pani profesor dorównująca wiekiem Gandalfowi nie obsługuje komputerów, więc ocenę poznam dopiero, gdy index trafi z powrotem do rączek właścicieli, klap klap.
Trzymajcie się i wypoczywajcie!
sobota, 9 stycznia 2016
[106] Something's missing
JAKOŚ to będzie.
Przez cztery dni z rzędu będę miała arcy ważne kolokwia.
Oczywiście przygotowuję się do nich tak, że aż się kurzy. *facepalm*
W końcu znam daty wszystkich egzaminów. Sesję powinnam skończyć na samym początku lutego, więc całkiem ładnie. Może uda mi się gdzieś wyrwać w ferie. *.* O ile wszystko pójdzie gładko, w co szczerze wątpię, będę miała dwa tygodnie na byczenie się. W marcu kolejne dwa, świat jednak potrafi być piękny! xD
Od tygodnia zaglądam do naszej ultra zajebistej biblioteki i szukam pewnej boskiej książki do pediatrii, której nie kupiłam, bo plotki głosiły, że da się przeżyć bez, a okazało się, że nie z moimi prowadzącymi. >.< Teraz nie zdąży ona do mnie dojść, więc tylko biblioteka jest w stanie mnie uratować, ponieważ żaden PDF, ani nawet jego połowa, nie krąży w sieci. [*] Żeby nie było zbyt pięknie; w bibliotece albo jakaś ciućma odłożyła to w nieodpowiednie miejsce albo jakiś łobuz ukradł ów egzemplarz. ;/ Tak czy owak książki nie ma, a ja jestem w czarnej de.
Z genetyki kolokwium napisałam najlepiej ze wszystkich dotychczas. Mało tego! Miałam drugi wynik na roku, ha!
Od tygodnia zaglądam do naszej ultra zajebistej biblioteki i szukam pewnej boskiej książki do pediatrii, której nie kupiłam, bo plotki głosiły, że da się przeżyć bez, a okazało się, że nie z moimi prowadzącymi. >.< Teraz nie zdąży ona do mnie dojść, więc tylko biblioteka jest w stanie mnie uratować, ponieważ żaden PDF, ani nawet jego połowa, nie krąży w sieci. [*] Żeby nie było zbyt pięknie; w bibliotece albo jakaś ciućma odłożyła to w nieodpowiednie miejsce albo jakiś łobuz ukradł ów egzemplarz. ;/ Tak czy owak książki nie ma, a ja jestem w czarnej de.
Z genetyki kolokwium napisałam najlepiej ze wszystkich dotychczas. Mało tego! Miałam drugi wynik na roku, ha!
czwartek, 29 października 2015
[94] Paediatrics week
Od poniedziałku jestem otoczona bubuniami, zarówno tymi mniejszymi jak i trochę większymi. Pierwszy raz w życiu dotykałam trzymiesięcznego malucha. Kiedy miałam go podnieść do pozycji prawie siedzącej i sprawdzić head lag (czy samodzielnie trzyma głowę czy może leci ona w tył), pierwsze co zrobiłam, to zapytałam jak mam bubunia złapać żeby mu krzywdy nie zrobić. Podziwiam mamy, że obdarowują nas tak ogromnym zaufaniem, ale to prawdopodobnie dlatego, że mają nas wszystkich za profesjonalistów, bo w końcu studenci medycyny są mądrzy, wyuczeni i wszystko wiedzą, a przynajmniej takie panuje powszechne przekonanie. Gdyby wiedziały jacy obyci jesteśmy z takimi maleństwami, to zapewne tak chętnie nie dawałyby nam koło nich chodzić. :-DD
Osłuchiwałam półroczną dziewczynkę, którą 5 dni temu przywieziono z zapaleniem płuc. Nic nie byłoby w tym trudnego, gdyby nie to, że mała postanowiła się z nami bawić i a to ciągnęła za stetoskopy, a to wesoło pokrzykiwała (co w stetoskopie brzmiało jakby ktoś krzyczał przez megafon), pomiędzy tym wszystkim majtając nóżkami na wszystkie strony, więc nie mieliśmy nawet jak przyłożyć membrany do jej ciałka. Namęczyliśmy się mocno, ale było bardzo pozytywnie z racji, że nie chciało jej się płakać. :-P
Mieliśmy też trzy i pół miesięcznego gentlemana z atopic dermatitis. Tak pogodnego dziecka nigdy w życiu nie widziałam i prawdopodobnie szybko nie zobaczę. Kiedy zostawał w sali sam, od razu zaczynał krzyczeć o dziwo przy tym nie płacząc. Zawsze, gdy byliśmy w jego pokoju, musieliśmy stać tuż nad łóżeczkiem, w przeciwnym razie podnosił alarm. Podczas osłuchiwania wydawał z siebie odgłos zadowolenia, coś w stylu "heeee", co u każdego wzbudzało szeroki uśmiech. :-D Szkoda, że już został wypisany, ale w pamięci wyryłam jego imię i nazwisko, może jakimś cudem spotkamy się za kilka lat? Podejrzewam, że to sentyment do jednego z pierwszych pacjentów.
Mieliśmy dwóch 12-letnich chłopców, jednego oglądaliśmy tylko pod kątem postawy ciała, a drugiego badaliśmy od A do Z. Ten drugi jest straszną gadułą, non stop zagadywał, czasami nawet podpowiadał czego jeszcze nie obejrzeliśmy, co było dość zabawne, bo w końcu my mieliśmy być profesjonalistami, hmmm.. Przyszedł z podejrzeniem alergii, ale prawdopodobnie jest to tylko Mycoplasma, choć nadal jeszcze czekamy na wyniki badań alergologicznych. O ile dobrze zapamiętałam ma podwyższone IgM i IgG, kaszle sporadycznie, czasami łzawi i miał podejrzenie allergic rhinitis. Byliśmy z nim na EKG, robiliśmy spirometrię w ewentualnym poszukiwaniu astmy i oglądaliśmy prześwietlenie płuc. Miał pobieraną krew, czego nie przeszedł radośnie. Spędziliśmy z nim dwa dni i zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie. Prosił, aby go wypisać dopiero w piątek. xD
Poszliśmy także do prawie rocznej dziewczynki, której mama w wywiadzie powiedziała nam, że córka zaczęła siadać jak miała dwa miesiące, w szóstym miesiącu chodziła, a w ósmym już prawie biegała. Jeżeli to prawda, to niebywale cud, ale wszyscy na oddziale raczej patrzą na tę kobietę z wieeelkim przymróżeniem oka. Dziewczynka rzekomo przeszła różyczkę niedługo po zaszczepieniu na nią, co również wydaje się mało prawdopodobne. Nie wiem jak lekarze wyleczą małą, bo wywiad jest tu jak wielka łamigłówka.
Widzieliśmy trzy i pół roczną dziewczynkę z Coxackie virus. Doktor spytała czy chcemy do niej wejść i jako odważni studenci od razu przekroczyliśmy próg sali. Choroby zakaźne, co to dla nas, co z tego, że 3 na 4 osoby z grupy są przeziębione. xdd Choroba bostońska, czyli tzw. choroba stóp, dłoni i ust. Jakby tego było mało, to mała miała jeszcze gronkowca i paciorkowca, także kombo straszne. Ogarnęliśmy przy niej także siatkę centylową i śmiem stwierdzić, że jakimś dziwnym trafem non stop trafiają nam się dzieciaki, które są wyższe i cięższe niż 75% innych dzieci w ich wieku. Jakieś mocne przyciąganie musimy mieć.
Na dermatologii nie dzieje się nic nowego; prowadzący nieustannie terroryzuje i prowadzi zajęcia jakbyśmy je mieli już od co najmniej pół roku, a same kliniki zaczęły się ponad rok temu. Zadaje pytania z nazwami, które słyszymy po raz pierwszy, ale to podobno wstyd i lepiej żebyśmy się nawet nie przyznawali. [*] Pokazał nam pacjenta ze scabies, wcześniej sto razy powtarzając "jak mówię nie dotykać tzn nie dotykać", szkoda, że taki pomocny nie jest jak chodzi o tłumaczenie czegokolwiek. Widzieliśmy trzy pacjentki z lymphomą, przy których wymownie mówimy, że mają CTCL, bo "żaden pacjent nie chciałby usłyszeć, że ma lymphomę." To mi uświadomiło jak bardzo niefajnie jest nie znać się na medycynie. Chociaż może brak świadomości nie jest taki zły, ponieważ szczędzi niepotrzebnych nerwów? Niezmiennie tydzień w tydzień widzimy pacjentów z łuszczycą, więc na egzaminie nie powinno to nam sprawić problemu, a przynajmniej mam taką pobożną nadzieję? :D Na ostatnich zajęciach zaszliśmy do laboratorium mykologicznego i pod mikroskopem między innymi mieliśmy przyjemność oglądać takie straszydło jak demodex. Wpiszcie w google i poczytajcie o nim, podobno wszyscy go mamy. Wiem, niezmiernie pocieszający fakt. :D
Na genetyce układaliśmy kariogramy. Już raz to robiłam na biologii w liceum, ale wtedy nie dowalili nam takich pokręconych przypadków. GODZINĘ spędziłam na medytowaniu czy ten chromosom ma trzy czarne kreski czy może dwie? Jest metacentric czy może submetacentric? A gdzie wywiało chromosom X? Goshh..
Godziny rektorkie nie są powodem do odwołania farmakologii u mojej prowadzącej, więc takim oto sposobem jesteśmy grupą specjalną i jako jedyni na roku będziemy mieć zajęcia, juuuupiiii... -.-
Za niedługo lecę na premiery Spectre i Mockingjaya! :-D W grudniu Star Wars! Zamaratonuję się na śmierć. Jeszcze nie ma listopada, ale jak już jesteśmy przy grudniu, to święta zacznę 18 grudnia, cza cza ra cza!
Osłuchiwałam półroczną dziewczynkę, którą 5 dni temu przywieziono z zapaleniem płuc. Nic nie byłoby w tym trudnego, gdyby nie to, że mała postanowiła się z nami bawić i a to ciągnęła za stetoskopy, a to wesoło pokrzykiwała (co w stetoskopie brzmiało jakby ktoś krzyczał przez megafon), pomiędzy tym wszystkim majtając nóżkami na wszystkie strony, więc nie mieliśmy nawet jak przyłożyć membrany do jej ciałka. Namęczyliśmy się mocno, ale było bardzo pozytywnie z racji, że nie chciało jej się płakać. :-P
Mieliśmy też trzy i pół miesięcznego gentlemana z atopic dermatitis. Tak pogodnego dziecka nigdy w życiu nie widziałam i prawdopodobnie szybko nie zobaczę. Kiedy zostawał w sali sam, od razu zaczynał krzyczeć o dziwo przy tym nie płacząc. Zawsze, gdy byliśmy w jego pokoju, musieliśmy stać tuż nad łóżeczkiem, w przeciwnym razie podnosił alarm. Podczas osłuchiwania wydawał z siebie odgłos zadowolenia, coś w stylu "heeee", co u każdego wzbudzało szeroki uśmiech. :-D Szkoda, że już został wypisany, ale w pamięci wyryłam jego imię i nazwisko, może jakimś cudem spotkamy się za kilka lat? Podejrzewam, że to sentyment do jednego z pierwszych pacjentów.
Mieliśmy dwóch 12-letnich chłopców, jednego oglądaliśmy tylko pod kątem postawy ciała, a drugiego badaliśmy od A do Z. Ten drugi jest straszną gadułą, non stop zagadywał, czasami nawet podpowiadał czego jeszcze nie obejrzeliśmy, co było dość zabawne, bo w końcu my mieliśmy być profesjonalistami, hmmm.. Przyszedł z podejrzeniem alergii, ale prawdopodobnie jest to tylko Mycoplasma, choć nadal jeszcze czekamy na wyniki badań alergologicznych. O ile dobrze zapamiętałam ma podwyższone IgM i IgG, kaszle sporadycznie, czasami łzawi i miał podejrzenie allergic rhinitis. Byliśmy z nim na EKG, robiliśmy spirometrię w ewentualnym poszukiwaniu astmy i oglądaliśmy prześwietlenie płuc. Miał pobieraną krew, czego nie przeszedł radośnie. Spędziliśmy z nim dwa dni i zrobił na nas bardzo pozytywne wrażenie. Prosił, aby go wypisać dopiero w piątek. xD
Poszliśmy także do prawie rocznej dziewczynki, której mama w wywiadzie powiedziała nam, że córka zaczęła siadać jak miała dwa miesiące, w szóstym miesiącu chodziła, a w ósmym już prawie biegała. Jeżeli to prawda, to niebywale cud, ale wszyscy na oddziale raczej patrzą na tę kobietę z wieeelkim przymróżeniem oka. Dziewczynka rzekomo przeszła różyczkę niedługo po zaszczepieniu na nią, co również wydaje się mało prawdopodobne. Nie wiem jak lekarze wyleczą małą, bo wywiad jest tu jak wielka łamigłówka.
Widzieliśmy trzy i pół roczną dziewczynkę z Coxackie virus. Doktor spytała czy chcemy do niej wejść i jako odważni studenci od razu przekroczyliśmy próg sali. Choroby zakaźne, co to dla nas, co z tego, że 3 na 4 osoby z grupy są przeziębione. xdd Choroba bostońska, czyli tzw. choroba stóp, dłoni i ust. Jakby tego było mało, to mała miała jeszcze gronkowca i paciorkowca, także kombo straszne. Ogarnęliśmy przy niej także siatkę centylową i śmiem stwierdzić, że jakimś dziwnym trafem non stop trafiają nam się dzieciaki, które są wyższe i cięższe niż 75% innych dzieci w ich wieku. Jakieś mocne przyciąganie musimy mieć.
Na dermatologii nie dzieje się nic nowego; prowadzący nieustannie terroryzuje i prowadzi zajęcia jakbyśmy je mieli już od co najmniej pół roku, a same kliniki zaczęły się ponad rok temu. Zadaje pytania z nazwami, które słyszymy po raz pierwszy, ale to podobno wstyd i lepiej żebyśmy się nawet nie przyznawali. [*] Pokazał nam pacjenta ze scabies, wcześniej sto razy powtarzając "jak mówię nie dotykać tzn nie dotykać", szkoda, że taki pomocny nie jest jak chodzi o tłumaczenie czegokolwiek. Widzieliśmy trzy pacjentki z lymphomą, przy których wymownie mówimy, że mają CTCL, bo "żaden pacjent nie chciałby usłyszeć, że ma lymphomę." To mi uświadomiło jak bardzo niefajnie jest nie znać się na medycynie. Chociaż może brak świadomości nie jest taki zły, ponieważ szczędzi niepotrzebnych nerwów? Niezmiennie tydzień w tydzień widzimy pacjentów z łuszczycą, więc na egzaminie nie powinno to nam sprawić problemu, a przynajmniej mam taką pobożną nadzieję? :D Na ostatnich zajęciach zaszliśmy do laboratorium mykologicznego i pod mikroskopem między innymi mieliśmy przyjemność oglądać takie straszydło jak demodex. Wpiszcie w google i poczytajcie o nim, podobno wszyscy go mamy. Wiem, niezmiernie pocieszający fakt. :D
Na genetyce układaliśmy kariogramy. Już raz to robiłam na biologii w liceum, ale wtedy nie dowalili nam takich pokręconych przypadków. GODZINĘ spędziłam na medytowaniu czy ten chromosom ma trzy czarne kreski czy może dwie? Jest metacentric czy może submetacentric? A gdzie wywiało chromosom X? Goshh..
Godziny rektorkie nie są powodem do odwołania farmakologii u mojej prowadzącej, więc takim oto sposobem jesteśmy grupą specjalną i jako jedyni na roku będziemy mieć zajęcia, juuuupiiii... -.-
Za niedługo lecę na premiery Spectre i Mockingjaya! :-D W grudniu Star Wars! Zamaratonuję się na śmierć. Jeszcze nie ma listopada, ale jak już jesteśmy przy grudniu, to święta zacznę 18 grudnia, cza cza ra cza!
niedziela, 25 października 2015
[93] Marfan's syndrome
W zeszłym tygodniu na pediatrii trafiła nam się dziewczynka z zespołem Marfana. Rzeczywiście była nadprzeciętnie wysoka, ale giętkość jej stawów wcale nie przekraczała moich wygibasów, więc w tym przypadku nadgarstek wcale nie latał 180*. Osłuchaliśmy ją i udało nam się usłyszeć odgłos zawiasów w sercu. Fajny dźwięk. Przypadek tej dziewczynki uświadomił mi jedno; może jednak nie traktuj genetyki jako kolejne "po co mi to?"
Na dermatologii obejrzeliśmy 11-letnią dziewczynkę z łuszczycą. Ciężki przypadek, bo nie miała jej tylko na rękach i nogach, jak to głównie bywa, ale dosłownie wszędzie. Okropnie szkoda nam jej było.
Na internie męczymy pacjentów i bawimy się w opukiwanie płuc. Znów wyznaczaliśmy granice, anatomia wróciła do łask. :-D Na koniec badaliśmy axillary lymph nodes (wybaczcie, nie znam polskiej terminologii, a nie chcę zmyślać), co nie było wcale łatwe, bo pacjent miał łaskotki. Nie miał z nami łatwo, bowiem wyciągnęliśmy z niego, że brał dopalacze, do czego lekarzom nie chciał się przyznać. xD Stwierdził, że lakrz sportowy mu je przepisał, hihi.
W tym tygodniu pediatrię będę miała codziennie, więc pewnie będzie dużo relacji. Mamy fajną, młodą Panią doktor, która niedawno sama kończyła studia i określa się jako prostudencka. <3 Wprowadza nas na zabiegówki, pomimo tego, że rzekomo nie może nas tam być.. :D
Farma dopiero się zaczęła, a mi się już nie chce.. :-( Zgadnijcie czym zaczynam tydzień? Tak jest! Farmą o 8, juhuuu! [*]
Halloween nadchodzi wielkimi krokami, z tej okazji dostaliśmy godziny rektorskie w piątek, piąteczek, piątunio. :-DD Na kluby raczej nigdzie się nie wybieram, ze znajomymi ustawiliśmy się w domu mojego chłopaka. Pewnie planszóweczki wjadą idealnie. <3
Na dermatologii obejrzeliśmy 11-letnią dziewczynkę z łuszczycą. Ciężki przypadek, bo nie miała jej tylko na rękach i nogach, jak to głównie bywa, ale dosłownie wszędzie. Okropnie szkoda nam jej było.
Na internie męczymy pacjentów i bawimy się w opukiwanie płuc. Znów wyznaczaliśmy granice, anatomia wróciła do łask. :-D Na koniec badaliśmy axillary lymph nodes (wybaczcie, nie znam polskiej terminologii, a nie chcę zmyślać), co nie było wcale łatwe, bo pacjent miał łaskotki. Nie miał z nami łatwo, bowiem wyciągnęliśmy z niego, że brał dopalacze, do czego lekarzom nie chciał się przyznać. xD Stwierdził, że lakrz sportowy mu je przepisał, hihi.
W tym tygodniu pediatrię będę miała codziennie, więc pewnie będzie dużo relacji. Mamy fajną, młodą Panią doktor, która niedawno sama kończyła studia i określa się jako prostudencka. <3 Wprowadza nas na zabiegówki, pomimo tego, że rzekomo nie może nas tam być.. :D
Farma dopiero się zaczęła, a mi się już nie chce.. :-( Zgadnijcie czym zaczynam tydzień? Tak jest! Farmą o 8, juhuuu! [*]
Halloween nadchodzi wielkimi krokami, z tej okazji dostaliśmy godziny rektorskie w piątek, piąteczek, piątunio. :-DD Na kluby raczej nigdzie się nie wybieram, ze znajomymi ustawiliśmy się w domu mojego chłopaka. Pewnie planszóweczki wjadą idealnie. <3
niedziela, 18 października 2015
[92] Textbooks, 3rd year subjects
W końcu mam już prawie wszystkie książki. Nie ma ich tak dużo, zauważyłam, że z roku na rok coraz mniej. Brakuje jeszcze tylko jednej, ale chyba jednak w tym roku się obędę bowiem plotki krążą, że da się przeżyć bez niej. Mam też pdf'a, więc łudzę się, że uda mi się nie lądować na fejsie. Nie umiem uczyć się z komputera. Wszystko mnie rozprosza.
Poniższa wyprawka wyniosła ponad $550, do tego jeszcze stetoskop, na który czekam, więc pewnie spokojnie dobiję do $700. Często zastanawiam się czemu w Polsce przekłady książek, które mam, kosztują mniej.. przecież wymagały czyjejś dodatkowej pracy?
Poniższa wyprawka wyniosła ponad $550, do tego jeszcze stetoskop, na który czekam, więc pewnie spokojnie dobiję do $700. Często zastanawiam się czemu w Polsce przekłady książek, które mam, kosztują mniej.. przecież wymagały czyjejś dodatkowej pracy?
Z dermatologii trafił mi się prowadzący terminator; jedyny plus, że nie będę z nim miała egzaminu, uff. Powoli oswajam się z pacjentami, ale nadal ani ja ani reszta mojej grupy, nie jesteśmy chętni dotykać żadnego z nich. Któregoś razu nawet doktor przypomniał nam, że skoro on dotyka, to znaczy, że my też możemy. xd
Genetyka jest nudna jak niedzielna msza. W dodatku ganiają nas z budynku do budynku, bo pierwsza część zajęć ma miejsce w innym miejscu niż kolejna. Szkoda, że podobno jest to drugi pod względem ważności przedmiot zaraz po farmie, bo całe trzy godziny spędzam na trzaskaniu w candy crush. :(
Interna jest super ciekawa, nasza prowadząca prześwietna, więc czuję, że czegoś się nauczymy. Ostatnio oglądaliśmy prześwietlenia klatek piersiowych i miednic. Badaliśmy głowę z szyją, potem klatkę piersiową. Opukiwaliśmy granicę płuc, co nie było takie proste, zwłaszcza, że pacjenta mieliśmy trochę przy kości. Potem robiliśmy sobie spirometrię, diagnozowaliśmy wyniki innych pacjentów, omawialiśmy różnice. Dużo się dzieje, więc nie da się nudzić!
Pediatria z bubuniami też jest fajna. Na pierwszych zajęciach uczyliśmy się zbierać wywiad, co okazało się ciężkim orzechem do zgryzienia. Na szczęście trafiła nam się mama, która na większość pytań odpowiedziała sama, więc znacznie ułatwiła sprawę. xD Potem oglądaliśmy jak małemu bubuniowi pobierali krew, co było straszne. Szkoda mi się go zrobiło. :(
piątek, 13 lutego 2015
Po sesji cierpię na brak snu; McDonald's
W końcu mam trochę wolnego i byłoby to zbyt proste, gdybym ot tak nagle mogła zregenerować siły i spać po 10h dziennie. Coś lub ktoś zaburza mi sen. Kładę się w okolicach 22, a o 2-3 jestem już na nogach na co najmniej godzinę (dziś rekordowo nie spałam aż do 11) I nie, nie jest to na tyle świadome przebudzenie, aby zrobić w tym czasie coś pożytecznego typu "poczytam książkę, utrwalę wiadomości z jakiegoś przedmiotu", itd. Zawsze kończy się na wertowaniu wszystkich facebookowych grup, przeglądaniu insta i wykorzystywaniu pięciu dostępnych żyć w Candy Crash. Nie wiem o co chodzi, ale w trakcie semestru spałam dużo lepiej. Pewnie biochemia rzuca na mnie swoje klątwy w zemście za to, że zdałam egzamin.
Od jakiegoś czasu w chwilach wzmożonej potrzeby zamiast okazyjnie stołować się w Makdolcu, robię to w Burger Kingu. Uważam, że to przełom, bo jeszcze do niedawna nic nie mogło konkurować z McDonaldsowym McChickenem (czasami miałam fazę na Zingera z serem w KFC, ale zdarzało mi się nadziać na żyłki w mięsie, a takich dodatków nie lubię. ;<) Teraz rządzi pan Whooper, który ledwo mieści mi się w dłoniach i którego jeszcze nigdy nie zjadłam w całości. I nie, nie jestem fast foodowym pożeraczem, te czasy minęły o dziwo wtedy, kiedy wyjechałam do Stanów. (A wydawać by się mogło, że dopiero wtedy zaczęły, co? :P) Btw w Stanach mają okropnego Maka. Bułki rozpadają się w rękach, Ów "jadłodajnia" jest dobra tylko u nas i nie jest to jedynie moja prywatna opinia. Jako ciekawostkę powiem Wam, że w Japonii i Chinach McChickena podają w tych papierzastych zawijasach, co dla mnie było dziwne i przez chwilę wykłócałam się ze sprzedawcami, że zamówiłam McChickena, a nie Cheesburgera. (Nie moja wina, że nie byłam w stanie rozczytać ich cing ciang ciong znaczków...)
Chodzę po sklepach i dalej kupuję mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. W sumie sama na większość zarabiam, więc przynajmniej pasożytnictwa nie uprawiam, no ale... mogłabym przystopować. W pokoju nie da się już przejść, bo wszędzie leżą jakieś nierozpakowane torby, a ja niespecjalnie mam pomysł, gdzie mogłabym upchać ich zawartość. Zawód? Zakupoholiczka.
Podczas tego lekko ponad tygodnia w końcu nadrobiłam zaległości filmowe. Obejrzałam Herkulesa z Iriną, ale dupala mi nie urwało. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi Legenda Herkulesa, w której jest wątek miłosny. <3 Wszystkim z miejsca polecam The Big Wedding, myślałam, że w trakcie posikam się ze śmiechu. Obejrzałam też Aleksandra, co sprawiło, że potem przez cały dzień miałam co robić (zgłębiałam o nim wiedzę.) Begin Again też całkiem przyjemne, film o muzyce, nawet chwilami śmieszny i występuje w nim Adam Levine! Następny w kolejce jest If I Stay.
Od początku stycznia mam już gotowy plan na semestr letni i z przyjemnością stwierdzam, że będę miała prawie trzy dni wolnego. Dobrym posunięciem było wyrobienie wszystkich fakultetów w zimę. Lepiej przemęczyć się na samym początku, a potem, kiedy dni robią się coraz dłuższe, mieć więcej czasu dla siebie. W poniedziałki rzadko będę pojawiała się na uczelni, we wtorki regularnie, środy wolne, czwartki dopiero na popołudnie i tylko na 2h, a piątki, hehe... gwóźdź programu. Ciurkiem od 10-19, oooo taaaak! Ale coś za coś, chyba lepiej tak, niźli miałabym plan porozwalany po każdym dniu i okienka 2-5 godzinne.
W czerwcu czeka mnie 5-6 egzaminów. Czuję, że ten semestr będzie bogaty we wrażenia. Zwłaszcza, że anatomia powraca, także już wiem, co zastąpi miejsce moich notorycznych popraw z biochemii. xD
Powoli temat praktyk zaczyna zaprzątać mi myśli. I jak przypomnę sobie zeszłoroczne, to niedobrze mi się robi na myśl, że znowu miesiąc stracę na patrzenie-nic-nie-robienie. [*] Nie wiem czy tylko ja tak wrogo jestem nastawiona do tego, ale może powinnam zacząć myśleć, że medycynę to tylko dla funu studiuję, bo lubię się uczyć? Źle się czuję z myślą, że tak przykro reaguję na to.
PS. Śniło mi się, że pływałam łódką po jeziorze, w którym dryfowały czaszki, WHOOT?
Od jakiegoś czasu w chwilach wzmożonej potrzeby zamiast okazyjnie stołować się w Makdolcu, robię to w Burger Kingu. Uważam, że to przełom, bo jeszcze do niedawna nic nie mogło konkurować z McDonaldsowym McChickenem (czasami miałam fazę na Zingera z serem w KFC, ale zdarzało mi się nadziać na żyłki w mięsie, a takich dodatków nie lubię. ;<) Teraz rządzi pan Whooper, który ledwo mieści mi się w dłoniach i którego jeszcze nigdy nie zjadłam w całości. I nie, nie jestem fast foodowym pożeraczem, te czasy minęły o dziwo wtedy, kiedy wyjechałam do Stanów. (A wydawać by się mogło, że dopiero wtedy zaczęły, co? :P) Btw w Stanach mają okropnego Maka. Bułki rozpadają się w rękach, Ów "jadłodajnia" jest dobra tylko u nas i nie jest to jedynie moja prywatna opinia. Jako ciekawostkę powiem Wam, że w Japonii i Chinach McChickena podają w tych papierzastych zawijasach, co dla mnie było dziwne i przez chwilę wykłócałam się ze sprzedawcami, że zamówiłam McChickena, a nie Cheesburgera. (Nie moja wina, że nie byłam w stanie rozczytać ich cing ciang ciong znaczków...)
Chodzę po sklepach i dalej kupuję mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. W sumie sama na większość zarabiam, więc przynajmniej pasożytnictwa nie uprawiam, no ale... mogłabym przystopować. W pokoju nie da się już przejść, bo wszędzie leżą jakieś nierozpakowane torby, a ja niespecjalnie mam pomysł, gdzie mogłabym upchać ich zawartość. Zawód? Zakupoholiczka.
Podczas tego lekko ponad tygodnia w końcu nadrobiłam zaległości filmowe. Obejrzałam Herkulesa z Iriną, ale dupala mi nie urwało. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi Legenda Herkulesa, w której jest wątek miłosny. <3 Wszystkim z miejsca polecam The Big Wedding, myślałam, że w trakcie posikam się ze śmiechu. Obejrzałam też Aleksandra, co sprawiło, że potem przez cały dzień miałam co robić (zgłębiałam o nim wiedzę.) Begin Again też całkiem przyjemne, film o muzyce, nawet chwilami śmieszny i występuje w nim Adam Levine! Następny w kolejce jest If I Stay.
Od początku stycznia mam już gotowy plan na semestr letni i z przyjemnością stwierdzam, że będę miała prawie trzy dni wolnego. Dobrym posunięciem było wyrobienie wszystkich fakultetów w zimę. Lepiej przemęczyć się na samym początku, a potem, kiedy dni robią się coraz dłuższe, mieć więcej czasu dla siebie. W poniedziałki rzadko będę pojawiała się na uczelni, we wtorki regularnie, środy wolne, czwartki dopiero na popołudnie i tylko na 2h, a piątki, hehe... gwóźdź programu. Ciurkiem od 10-19, oooo taaaak! Ale coś za coś, chyba lepiej tak, niźli miałabym plan porozwalany po każdym dniu i okienka 2-5 godzinne.
W czerwcu czeka mnie 5-6 egzaminów. Czuję, że ten semestr będzie bogaty we wrażenia. Zwłaszcza, że anatomia powraca, także już wiem, co zastąpi miejsce moich notorycznych popraw z biochemii. xD
Powoli temat praktyk zaczyna zaprzątać mi myśli. I jak przypomnę sobie zeszłoroczne, to niedobrze mi się robi na myśl, że znowu miesiąc stracę na patrzenie-nic-nie-robienie. [*] Nie wiem czy tylko ja tak wrogo jestem nastawiona do tego, ale może powinnam zacząć myśleć, że medycynę to tylko dla funu studiuję, bo lubię się uczyć? Źle się czuję z myślą, że tak przykro reaguję na to.
PS. Śniło mi się, że pływałam łódką po jeziorze, w którym dryfowały czaszki, WHOOT?
Trochę spóźnione, ale chyba całkiem trafne.
piątek, 30 stycznia 2015
One final down, one more to go; było sobie życie
Egzamin z fizjologii zakończony 4,5 w indeksie, jestem w miarę zadowolona, choć plan był, że ma być 5. Jeszcze tylko biochemia i będę spełniona.
Kilka dni temu siostra chłopaka kończyła lat 10 i z tejże okazji postanowiliśmy kupić jej jakiś fajny prezent-na-pewno-nie-dodatek-do-sims4. Jako że jesteśmy pro gry planszowe, zdecydowaliśmy się kupić "Było sobie życie." Gra medyczna dla młodych, na opakowaniu przykładowe pytania były całkiem interesujące. Sobie kupiłam wersję mini i potem zamiast uczyć się na egzamin, w ramach rozrywki egzaminowałam samá siebie. Niektóre pytania dość trudne, inne bajecznie łatwe, ogólnie rzecz ujmując super rozwijająca gra dla dzieciaków i można się trochę przy niej uśmiać. Dlaczego? Podam the best of best przykłady:
Kilka dni temu siostra chłopaka kończyła lat 10 i z tejże okazji postanowiliśmy kupić jej jakiś fajny prezent-na-pewno-nie-dodatek-do-sims4. Jako że jesteśmy pro gry planszowe, zdecydowaliśmy się kupić "Było sobie życie." Gra medyczna dla młodych, na opakowaniu przykładowe pytania były całkiem interesujące. Sobie kupiłam wersję mini i potem zamiast uczyć się na egzamin, w ramach rozrywki egzaminowałam samá siebie. Niektóre pytania dość trudne, inne bajecznie łatwe, ogólnie rzecz ujmując super rozwijająca gra dla dzieciaków i można się trochę przy niej uśmiać. Dlaczego? Podam the best of best przykłady:
1. Czemu służą szczepionki?
a) aby poprawić humor pielęgniarkom
b) aby dręczyć dzieci
c) odporność
2. Jak rozwinąć skrót DNA?
a) Dziury Na Autostradzie (mój faworyt, haha!)
b) Dzieci Nie lubią Antybiotyków
c) kwas deoxyrybonukleinowy
3. Co to jest śledziona?
a) żona śledzia (!!!)
b) organ usuwający stare i defektywne erytrocyty, bierze udział w wytwarzaniu immunoglobulin
c) ...
sobota, 24 stycznia 2015
Sesjo, nadchodzę!
Pod presją nie ma ma rzeczy niemożliwych. Ostatni możliwy termin poprawy z biochemii zdałam na 4!!! :-D Mikro na 4,5. Szkoda, że musiało to kosztować tyle nerwów, ale przynajmniej jest to już za mną. Sesjo, nadchodzę!! Co prawda nie jestem zbyt optymistycznie nastawiona do egzaminu z bioshitu, zapewne zdam go za trzecim razem przy wielkich nerwach, bo w końcu uwielbiam dreszczyk emocji w zestawieniu z tym przedmiotem, jednak biorąc pod uwagę fakt, że w tym semestrze poprawiałam każde możliwe koło, to może pomyślnie zaowocuje to na finalu? Będę się śmiała jak jakimś dziwnym trafem dostanę czwórkę. Jakby nie było, w tym roku niczego tak aktywnie nie utrwalałam jak właśnie biochemii. xd
Jakie były koła? Nie były trudne, jak się dobrze obkuło. Dali trochę kruczków. Pytano o reakcję z udziałem NAD+ w beta-oksydacji, w jakim procesie i ile energii wytwarza (i tu zgrzyt, bo książka pisze, że 5ATP, a katedra twierdzi 2,5), opis fatty acid synthase z wszystkimi reakcjami, ketone bodies formation, różnice LCAT i ACAT itd. Z mikrobiologii pytali o wirusy przy laryngotracheitis, różnice między vaginitis, a vaginosis, bakterie w catheter-associated UTI in patients catheterized longer than 30days, coś o necrotizing pneumonia, przykłady endogenous i opportunistic infections, syphilis, chlamydia i kilka innych.
Od 1 stycznia uczę się po mniej więcej 7h dziennie, ile mi to da? Nie wszystko było związane z przedmiotami sesyjnymi, ale liczba jest zaiste imponująca.
No to czas zacząć uczyć się do sesji.
Candy Crash level 378!
Jakie były koła? Nie były trudne, jak się dobrze obkuło. Dali trochę kruczków. Pytano o reakcję z udziałem NAD+ w beta-oksydacji, w jakim procesie i ile energii wytwarza (i tu zgrzyt, bo książka pisze, że 5ATP, a katedra twierdzi 2,5), opis fatty acid synthase z wszystkimi reakcjami, ketone bodies formation, różnice LCAT i ACAT itd. Z mikrobiologii pytali o wirusy przy laryngotracheitis, różnice między vaginitis, a vaginosis, bakterie w catheter-associated UTI in patients catheterized longer than 30days, coś o necrotizing pneumonia, przykłady endogenous i opportunistic infections, syphilis, chlamydia i kilka innych.
Od 1 stycznia uczę się po mniej więcej 7h dziennie, ile mi to da? Nie wszystko było związane z przedmiotami sesyjnymi, ale liczba jest zaiste imponująca.
No to czas zacząć uczyć się do sesji.
Candy Crash level 378!
czwartek, 15 stycznia 2015
Na finishu
Dowaliłam biochemii. Z tissue metabolism wydusiłam 4+. +10 do zajebistości i trochę odetchnęłam z ulgą. Ostatnio mam jakieś szczęście do pisania o czymś, o czym zielonego pojęcia nie mam, bo teraz złapało mnie pytanie o udziale vitaminy C w syntezie kolagenu i wymyśliłam sobie, że chyba w hydroksylacji, co okazało się prawdą. Być dzieckiem szczęścia.. :-D Dzień byłby zacny, gdybym do kompletu przebrnęła przez mikrobiologię, ale jak nietrudno zgadnąć - nie ma tak dobrze. Tradycyjnie brakło punkta, ale to i tak dobrze, bo przez biochę nawet książki nie otworzyłam, a 56% nastukać to nie takie hop siup!
Fizjologię też zdałam, choć to było najbardziej żałosne kolokwium spośród wszystkich. Wszyscy przez wczorajszą mikro nic z układu nerwowego nie ogarniali, więc wstyd jakich mało, ale na szczęście prowadzący kapnął się, że coś było nie halo i dał nam więcej szans niż zwykle.
Jeszcze jutro ostatnie koło, w następnym tygodniu dwie poprawy i sesja. Spaaaać...
Jeszcze jutro ostatnie koło, w następnym tygodniu dwie poprawy i sesja. Spaaaać...
czwartek, 8 stycznia 2015
Tissue metabolism
Nie jest aż tak źle, jak przewidywałam. Wczoraj miałam ostatnie kolokwium z biochemii i tuż przy wyjściu z sali zatrzymał mnie nikt inny jak prowadzący we własnej osobie z wiadomością, że ZDAŁAM poprawę z nitrogenu, która była tydzień przed świętami. SUPER, świetnie! Szkoda tylko, że wcześniej e-maila nie dało się wysłać, bo już prawie włosy straciłam z nerwów, że cały semestr będę miała na jednej poprawie w styczniu.
Co do ostatniego kolokwium; starą tradycją zabrakło mi PUNKTA. Byłam tak zła, że aż uświadomiłam nauczyciela jak bardzo nie lubię jego przedmiotu. xD Teraz dla odmiany zadania otwarte miałam zrobione wszystkie dobrze(!), a rozjechałam się na zasranych ABCDE, ugh. Już nie wspomnę o tym, że coś mi się ubzdurało, że DAG tworzy phosphoprotein, a nie protein kinase C. Dziwny ten test był. Iron absorption pominięte całkowicie poza pytaniem wielokrotnego wyboru gdzie żelazo jest wchłanianie (odpowiedzią poprawną był żołądek i dwunastnica; pierwsze słyszę, że żołądek też, bo tutoriale na USMLE i książka mówiły tylko o dwunastnicy z górną częścią illeum, i prawie przez to zaznaczyłam upper part of illeum, ale pewnie na tym to polegało, by jak zwykle namieszać nam w głowach.) Myślałam, że przy szczegółowym metabolizmie wątroby i innych bardzo ważnych tematach, jestestwo witaminy D zostanie pominięte, bo to mniej ważne, ale oczywiście pomyliłam się bardzo, gdyż dano nam z tego 4 pytania. Na odwal przeczytałam rozdział z tym związany, a o dziwo dostałam 2/3 punkty o mechanizmie vit.D w absorpcji wapnia w jelitach. xD To się nazywa "cudem przypomnę sobie się jakieś enzymy, transportery i produkty, wypiszę wszystko po kolei i może się uda." Podobało mi się pytanie z działaniem alpha-1-antitripsin, za to nie polubiłam pytania o budowę transductin, taka pierdoła, ech. Z tego, co pamiętam, to jeszcze pytali o CREB, hormony łączące się wewnąrzkomórkowo, co się nie łączy z G-protein, mechanizm działania phospholipase C, 2nd messengers, coś o oku, inhibitory COX-1 i COX-2 i phospholipase A2, cos o insulinie, budowa kolagenu i elastyny + co maja wspólnego i to tyle, co pamiętam. No nic, za tydzień poprawa tissue metabolism, ostatnie koło w tym semestrze z mikrobiologii i fizjologii, za dwa tygodnie lipids i sesja.
Wynalazłam nowy sposób nauki i jest zdecydowanie bardziej efektywny, jeśli chodzi o taki shit jak biochemia. Tutoriale na youtubie są mega. Z nich robię notatki i przy okazji będę wiedziała, co do USMLE na pewno się przyda. Może rzeczywiście przeniosę się na studia w Stanach, ich system nauki dużo szybciej do mnie trafia. W Europie panuje moda na "jak utrudnić", a u nich "jak ułatwić." Wszędzie tworzą mnemonics i do końca życia zapamiętam, że np. w cAMP signaling pathway są hormony ze skrótu FLAT ChAMP (FSH, LH, ACTH, TSH, CRH, hCG, ADH, MSH, PTH) + GRH, calcitonion, glucagon i ACh.
Co do ostatniego kolokwium; starą tradycją zabrakło mi PUNKTA. Byłam tak zła, że aż uświadomiłam nauczyciela jak bardzo nie lubię jego przedmiotu. xD Teraz dla odmiany zadania otwarte miałam zrobione wszystkie dobrze(!), a rozjechałam się na zasranych ABCDE, ugh. Już nie wspomnę o tym, że coś mi się ubzdurało, że DAG tworzy phosphoprotein, a nie protein kinase C. Dziwny ten test był. Iron absorption pominięte całkowicie poza pytaniem wielokrotnego wyboru gdzie żelazo jest wchłanianie (odpowiedzią poprawną był żołądek i dwunastnica; pierwsze słyszę, że żołądek też, bo tutoriale na USMLE i książka mówiły tylko o dwunastnicy z górną częścią illeum, i prawie przez to zaznaczyłam upper part of illeum, ale pewnie na tym to polegało, by jak zwykle namieszać nam w głowach.) Myślałam, że przy szczegółowym metabolizmie wątroby i innych bardzo ważnych tematach, jestestwo witaminy D zostanie pominięte, bo to mniej ważne, ale oczywiście pomyliłam się bardzo, gdyż dano nam z tego 4 pytania. Na odwal przeczytałam rozdział z tym związany, a o dziwo dostałam 2/3 punkty o mechanizmie vit.D w absorpcji wapnia w jelitach. xD To się nazywa "cudem przypomnę sobie się jakieś enzymy, transportery i produkty, wypiszę wszystko po kolei i może się uda." Podobało mi się pytanie z działaniem alpha-1-antitripsin, za to nie polubiłam pytania o budowę transductin, taka pierdoła, ech. Z tego, co pamiętam, to jeszcze pytali o CREB, hormony łączące się wewnąrzkomórkowo, co się nie łączy z G-protein, mechanizm działania phospholipase C, 2nd messengers, coś o oku, inhibitory COX-1 i COX-2 i phospholipase A2, cos o insulinie, budowa kolagenu i elastyny + co maja wspólnego i to tyle, co pamiętam. No nic, za tydzień poprawa tissue metabolism, ostatnie koło w tym semestrze z mikrobiologii i fizjologii, za dwa tygodnie lipids i sesja.
Wynalazłam nowy sposób nauki i jest zdecydowanie bardziej efektywny, jeśli chodzi o taki shit jak biochemia. Tutoriale na youtubie są mega. Z nich robię notatki i przy okazji będę wiedziała, co do USMLE na pewno się przyda. Może rzeczywiście przeniosę się na studia w Stanach, ich system nauki dużo szybciej do mnie trafia. W Europie panuje moda na "jak utrudnić", a u nich "jak ułatwić." Wszędzie tworzą mnemonics i do końca życia zapamiętam, że np. w cAMP signaling pathway są hormony ze skrótu FLAT ChAMP (FSH, LH, ACTH, TSH, CRH, hCG, ADH, MSH, PTH) + GRH, calcitonion, glucagon i ACh.
środa, 17 grudnia 2014
Biochemia mnie uwielbia
Biochemii nie lubie bardzo, ale wychodzi na to, ze ona pała do mnie nieograniczoną miłością, gdyż na styczeń szykują mi sie dwa kolokwia do poprawy, z czego jedno to juz 3 termin, POZDRO. Na pierwszym terminie kolokwium z nitrogenu były same reakcje, a na poprawie sama teoria. Nie trudno zgadnąć, ze uczę sie odwrotności tego, co daja. [*] Nienawidze jak pytają sie o pierdoły i wszystkie ważne rzeczy omijają.
Na mikrobiologii trochę wesoło.
Profesor: Co wspólnego mają aminoglycosides i beta lactams?
Ktos z grupy zaczyna sie produkować i pociskać głupoty.
(Profesor uważnie słucha i czeka): NIC. Nic nie mają ze soba wspólnego.
Na mikrobiologii trochę wesoło.
Profesor: Co wspólnego mają aminoglycosides i beta lactams?
Ktos z grupy zaczyna sie produkować i pociskać głupoty.
(Profesor uważnie słucha i czeka): NIC. Nic nie mają ze soba wspólnego.
czwartek, 4 grudnia 2014
Mikroby wcale nie takie złe
Mikrobiologia to zdecydowanie mój przedmiot. Chyba już wiem, gdzie będę pracowała robiąc doktorat. Pobiłam wszystkich na głowę, booooo... (tam ta da dam!) na kole nastukałam 100%, co się z reguły nie zdarza. Wczoraj miałam kolejne (z antybiotyków) i dostałam 4,5. Rozjechałam się na pytaniu o trzecią generację cephalosporins. Mieliśmy podać trzy antybiotyki, a wśród nich zamiast ceftriaxone napisałam cefuroxime no i bam.
Za tydzień jeszcze tylko kolokwium z biochemii i miesiąc wolnego! Nie mogę się doczekać, więc muszę przysiąść do cyklu mocznikowego. Nie chcę poprawy, bez sensu skracać długość laby i przerywać tradycję braku popraw w semestrze.
Tatuś wspomógł potrzebującą córkę i zarzucił groszem, więc szykuje się druga część wielkich zakupów. <3
Za tydzień jeszcze tylko kolokwium z biochemii i miesiąc wolnego! Nie mogę się doczekać, więc muszę przysiąść do cyklu mocznikowego. Nie chcę poprawy, bez sensu skracać długość laby i przerywać tradycję braku popraw w semestrze.
Tatuś wspomógł potrzebującą córkę i zarzucił groszem, więc szykuje się druga część wielkich zakupów. <3
sobota, 29 listopada 2014
Antybiogramy, powerpointy i komunikacja z pacjentem
Na mikrobiologii pani profesor nakrzyczała na nas, bo nie nauczyliśmy się antybiotyków. Nie zadowoliło ją to, że wiedzieliśmy jakie antybiotyki działają na ścianę komórkową, metabolizm, syntezę białek czy DNA i które są zabójcze dla bakterii, a które tylko spowalniają ich rozrost.
Robiliśmy antybiogramy, potem odczytywaliśmy za pomocą linijki, które bakterie są odporne, a które podatne na dany antybiotyk. Potem stwarzaliśmy kolonie bakterii, które nosimy na dłoniach przed myciem, po myciu i po dezynfekcji. Niektórym wyrosły takie śmieszne żółte straszydła. Szczerze? Strach się bać tego, co mamy na paluchach, ale i tak w krytycznych sytuacjach nie przestanę jeść brudnymi rękami. Na koniec musieliśmy wsadzić to, co stworzyliśmy pod mikroskop.
Już chyba w którejś notce wspominałam jak bardzo nie lubię prezentacji, a w tym tygodniu miałam zaszczyt mieć ich aż trzy. To był strasznie szybki tydzień. Generalnie przemykałam z zajęć do pracy, a stamtąd prędko do domu, aby szybko zrobić, co miałam do zrobienia. Dobrze, że nie było żadnych testów, bo bym wyrżnęła jak długa na wszystkich po kolei.
Uwielbiam lekarzy minimalistów. Ostatnio wspominałam, że profesor z fizjologii skraca nam zajęcia z 3,5h do max dwóch godzin. Tydzień temu stwierdził, że zrobi nam prezent na mikołaja i zamiast testu z cardiovascular II & pulmonary będziemy mogli zrobić prezentacje. Studenci mają problem z wychwytywaniem najważniejszych informacji i poprzepisywali połowę podręczników do powerpointa, przez co 5 prezentacji zajęło 2h, a zostało jeszcze kolejne 5 do przedstawienia. Doktor stwierdził, że starczy już, wierzy, że kolejne 5 też były dobrze zrobione, wszyscy dostają zaliczenie i wesołego mikołaja, widzimy się za dwa tygodnie. xD
Jeśli już mówię o prezentacjach, to wspomnę, że na patofizjologię też mieliśmy je przygotować. Mojej grupie trafiły się: granulocytoza, lymfocytoza & leukocytoza. Wszystko fajnie, nauczycielka kazała zmieścić się w 12-13, MAX 15 slajdach po czym otwieram e-maila od kolegów i sprawdzam ich ppt, aby złączyć wszystko w jedną prezentację, a tam co? Lymphocytosis na 8 slajdów, leukocytosis na 5. Niepojęte jaki ludzie mają problem z lakonicznym formułowaniem myśli. [*] Potem się dziwią, że zamiast skończyć zajęcia przed czasem, to się ledwo wyrabiamy.
Na fakultet z komunikacji z pacjentem jednak nie będę chodziła. Pani psycholog wymyśliła sobie, że nie dość, że mamy przychodzić przygotowani na zajęcia, to jeszcze mamy mieć extra assignment pt. przeczytaj książkę o sławnej osobie, która zachorowała na coś poważnego i przeżyła, a potem napisała o tym książkę i zrób o tym prezentację, coby reszcie owieczek przybliżyć historię. Super, tylko że nie mamy czasu czytać książek na przedmioty medyczne, a na fakultet mamy to robić?
Wszyscy teraz fioła dostają i nagle zapisują się na koła naukowe, zgromadzenia międzynarodowych studentów, prace badawcze, etc. Kolega z grupy przed dyżurem w szpitalu zaczął czytać książkę o tym jak egzaminować pacjenta. Powiedziałam mu daj sobie spokój i uważaj na zajęciach zamiast marnować czas na coś, co i tak Ci się nie przyda, bo w szpitalu co najwyżej dadzą Ci umyć przywiezionego spod mostu żula i o badaniu kogokolwiek możesz zapomnieć skoro nie masz o tym zielonego pojęcia, to nie uwierzył. Po weekendzie wrócił z dyżurów i co? Było jak mówiłam. Bez sensu ten przedwczesny szał kukusi. Chyba, że to ja jestem jakaś oporna, bo za wszelką cenę nie chcę dać się zaciągnąć na dyżur, kiedy znajomi lekarze gorąco namawiają. Uważam, że to jeszcze za wcześnie i miło byłoby, gdybyśmy najpierw liznęli trochę przedmiotów kierunkowych, a potem wybrali się do szpitala. Moim zdaniem głupio jest słuchać czegoś, o czym nie ma się bladego pojęcia. Chcę korzystać z wolności ile wlezie, kiedyś szpitala będę miała zapewne dość. xd Żeby nie było tak dramatycznie; zapisałam się na koło z chirurgii plastycznej.
Propedeutykę stomy i zdrowie publiczne mam za sobą, UFFF!
Robiliśmy antybiogramy, potem odczytywaliśmy za pomocą linijki, które bakterie są odporne, a które podatne na dany antybiotyk. Potem stwarzaliśmy kolonie bakterii, które nosimy na dłoniach przed myciem, po myciu i po dezynfekcji. Niektórym wyrosły takie śmieszne żółte straszydła. Szczerze? Strach się bać tego, co mamy na paluchach, ale i tak w krytycznych sytuacjach nie przestanę jeść brudnymi rękami. Na koniec musieliśmy wsadzić to, co stworzyliśmy pod mikroskop.
Już chyba w którejś notce wspominałam jak bardzo nie lubię prezentacji, a w tym tygodniu miałam zaszczyt mieć ich aż trzy. To był strasznie szybki tydzień. Generalnie przemykałam z zajęć do pracy, a stamtąd prędko do domu, aby szybko zrobić, co miałam do zrobienia. Dobrze, że nie było żadnych testów, bo bym wyrżnęła jak długa na wszystkich po kolei.
Uwielbiam lekarzy minimalistów. Ostatnio wspominałam, że profesor z fizjologii skraca nam zajęcia z 3,5h do max dwóch godzin. Tydzień temu stwierdził, że zrobi nam prezent na mikołaja i zamiast testu z cardiovascular II & pulmonary będziemy mogli zrobić prezentacje. Studenci mają problem z wychwytywaniem najważniejszych informacji i poprzepisywali połowę podręczników do powerpointa, przez co 5 prezentacji zajęło 2h, a zostało jeszcze kolejne 5 do przedstawienia. Doktor stwierdził, że starczy już, wierzy, że kolejne 5 też były dobrze zrobione, wszyscy dostają zaliczenie i wesołego mikołaja, widzimy się za dwa tygodnie. xD
Jeśli już mówię o prezentacjach, to wspomnę, że na patofizjologię też mieliśmy je przygotować. Mojej grupie trafiły się: granulocytoza, lymfocytoza & leukocytoza. Wszystko fajnie, nauczycielka kazała zmieścić się w 12-13, MAX 15 slajdach po czym otwieram e-maila od kolegów i sprawdzam ich ppt, aby złączyć wszystko w jedną prezentację, a tam co? Lymphocytosis na 8 slajdów, leukocytosis na 5. Niepojęte jaki ludzie mają problem z lakonicznym formułowaniem myśli. [*] Potem się dziwią, że zamiast skończyć zajęcia przed czasem, to się ledwo wyrabiamy.
Na fakultet z komunikacji z pacjentem jednak nie będę chodziła. Pani psycholog wymyśliła sobie, że nie dość, że mamy przychodzić przygotowani na zajęcia, to jeszcze mamy mieć extra assignment pt. przeczytaj książkę o sławnej osobie, która zachorowała na coś poważnego i przeżyła, a potem napisała o tym książkę i zrób o tym prezentację, coby reszcie owieczek przybliżyć historię. Super, tylko że nie mamy czasu czytać książek na przedmioty medyczne, a na fakultet mamy to robić?
Wszyscy teraz fioła dostają i nagle zapisują się na koła naukowe, zgromadzenia międzynarodowych studentów, prace badawcze, etc. Kolega z grupy przed dyżurem w szpitalu zaczął czytać książkę o tym jak egzaminować pacjenta. Powiedziałam mu daj sobie spokój i uważaj na zajęciach zamiast marnować czas na coś, co i tak Ci się nie przyda, bo w szpitalu co najwyżej dadzą Ci umyć przywiezionego spod mostu żula i o badaniu kogokolwiek możesz zapomnieć skoro nie masz o tym zielonego pojęcia, to nie uwierzył. Po weekendzie wrócił z dyżurów i co? Było jak mówiłam. Bez sensu ten przedwczesny szał kukusi. Chyba, że to ja jestem jakaś oporna, bo za wszelką cenę nie chcę dać się zaciągnąć na dyżur, kiedy znajomi lekarze gorąco namawiają. Uważam, że to jeszcze za wcześnie i miło byłoby, gdybyśmy najpierw liznęli trochę przedmiotów kierunkowych, a potem wybrali się do szpitala. Moim zdaniem głupio jest słuchać czegoś, o czym nie ma się bladego pojęcia. Chcę korzystać z wolności ile wlezie, kiedyś szpitala będę miała zapewne dość. xd Żeby nie było tak dramatycznie; zapisałam się na koło z chirurgii plastycznej.
Propedeutykę stomy i zdrowie publiczne mam za sobą, UFFF!
wtorek, 25 listopada 2014
Autopsy & Mockingjay
Kilka dni temu miałam zaszczyt uczestniczyć w autopsji. Dość czynnie, ponieważ do krojenia wyrwałam się jak głodny po muffina. Piłowanie czaszki zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Mózg w środku rzeczywiście wyglądał jak w atlasie, nawet rozpoznałam lateral ventricle, w dotyku miękki, wydawał się jak marshmallow. Otwieranie klatki piersiowej i trzask rozcinanych żeber, to drugie wow z mojej strony. Na koniec widok wyrywanej tchawicy z wiszącymi poniżej płucami, a przełykiem i językiem powyżej - to mnie trochę przeraziło. Potem rozcinałam serce, oglądaliśmy tętnice, które po opłukaniu są żółte niczym ropa *.* Nerki, płuca i wątroba po rozcięciu ociekały krwią. Przy opróżnianiu woreczka żółciowego musieliśmy się obrócić na wypadek, gdyby zawartość miała strzelić komuś do oka, co oślepia. Po wyciągnięciu wszystkich wnętrzności klatka piersiowa wygląda bardzo okazale. Wydawała się być wyrzeźbiona.
Mężczyzna, którego mieliśmy na autopsji miał obtłuszczoną wątrobę, krew w żołądku i jelitach, nazbyt dużo krwi w płucach, ładne tętnice i przełyk, prawdopodobnie żółtaczkę i zmiany w mięśniu sercowym, co wstępnie świadczyło o zawale. Nic o nim nie było wiadomo, rzekomo 5 dni gdzieś leżał (raczej w domu, bo był zadbany; ładnie podgolony, miał poobcinane paznokcie), ledwo został przywieziony do szpitala i tuż przed zrobieniem badań zszedł. Miał 42 lata.
Doktor, z którym mieliśmy autopsję postanowił jeszcze pooglądać jądra. Panowie przechodzili bardzo ciężkie chwile w momencie ich przecinania. :D
Byłam na maratonie Hunger Games, obejrzałam premierę Mockingjaya i powiem Wam, że jak czytałam książkę, to byłam bardziej niż pewna, że piosenka o wisielcach, którą śpiewała Katniss, będzie sucharem. Mocno się zdziwiłam. Nie mogę przestać tego słuchać. W kinie płakałam wiele razy. Zwłaszcza, kiedy lud szedł zniszczyć tamę i śpiewali. Myślę, że Igrzyska Śmierci to mój drugi Harry Potter, z tą różnicą, że HP nie był aż tak wzruszający. Możliwe, że próbuję przyrównać Igrzyska do sytuacji pewnych państw i wydarzeń historycznych. Cały czas stawiam się obok głównych bohaterów, co najmniej jakby dotyczyła mnie fabuła. Mam chłopaka, który zachowuje się jak Peeta, kiedyś całkiem dobrze strzelałam z łuku, w Stanach jeździłam na zawody i zajmowałam naprawdę wysokie miejsca; szukam podobieństw. Podczas oglądania przy zbliżeniach na strzały Katniss czułam przyspieszone bicie serca, jakbym to ja miała zaraz strzelać. Mam wrażenie, że czasami jestem zbyt emocjonalna. Też tak macie, że czujecie się częścią jakichś filmów/książek?
Mężczyzna, którego mieliśmy na autopsji miał obtłuszczoną wątrobę, krew w żołądku i jelitach, nazbyt dużo krwi w płucach, ładne tętnice i przełyk, prawdopodobnie żółtaczkę i zmiany w mięśniu sercowym, co wstępnie świadczyło o zawale. Nic o nim nie było wiadomo, rzekomo 5 dni gdzieś leżał (raczej w domu, bo był zadbany; ładnie podgolony, miał poobcinane paznokcie), ledwo został przywieziony do szpitala i tuż przed zrobieniem badań zszedł. Miał 42 lata.
Doktor, z którym mieliśmy autopsję postanowił jeszcze pooglądać jądra. Panowie przechodzili bardzo ciężkie chwile w momencie ich przecinania. :D
Byłam na maratonie Hunger Games, obejrzałam premierę Mockingjaya i powiem Wam, że jak czytałam książkę, to byłam bardziej niż pewna, że piosenka o wisielcach, którą śpiewała Katniss, będzie sucharem. Mocno się zdziwiłam. Nie mogę przestać tego słuchać. W kinie płakałam wiele razy. Zwłaszcza, kiedy lud szedł zniszczyć tamę i śpiewali. Myślę, że Igrzyska Śmierci to mój drugi Harry Potter, z tą różnicą, że HP nie był aż tak wzruszający. Możliwe, że próbuję przyrównać Igrzyska do sytuacji pewnych państw i wydarzeń historycznych. Cały czas stawiam się obok głównych bohaterów, co najmniej jakby dotyczyła mnie fabuła. Mam chłopaka, który zachowuje się jak Peeta, kiedyś całkiem dobrze strzelałam z łuku, w Stanach jeździłam na zawody i zajmowałam naprawdę wysokie miejsca; szukam podobieństw. Podczas oglądania przy zbliżeniach na strzały Katniss czułam przyspieszone bicie serca, jakbym to ja miała zaraz strzelać. Mam wrażenie, że czasami jestem zbyt emocjonalna. Też tak macie, że czujecie się częścią jakichś filmów/książek?
środa, 12 listopada 2014
Prokrastynacja
Prokrastynacja - jedno słowo, a tyyyle tłumaczy. W piątek będę płakać bardzo mocno. Nadal nie umiem nic na patofizjologię. Znajomość tego, że:
- hypoxia to niedobór tlenu w tkance,
- hypoxemia niedobór tlenu we krwi tętniczej,
- hypercarbia to zbyt dużo dwutlenku węgla, a
- hypocarbia to zbyt mało,
- restrictive pulmonary diseases - to takie, gdzie nie można całkowicie wciągnąć powietrza,
- obstructive - nie można całkowicie wypuścić powietrza,
- jeżeli pH zmienia się odwrotnie do CO2, tzn, że to respiratory cause -> respiratory acidosis [metabolic compensation]
- jeżeli pH i CO2 się obniżają, tzn. że to metabolic acidosis [metabolic cause]
- jeżeli pH i HCO3- spadają, a CO2 rośnie, tzn. że jest to mixed resp. metabol. acidosis
niestety jest zbyt mała by zdać koło, na którym będzie 100 pytań. ;x
Chyba jestem szalona, wiecie? Mam zmiar zrobić w tym semestrze 90h fakultetów, coby w następnym móc się skupić tylko na 5 egzaminach w sesji i przepisać 20h na następny rok. Ambitnie, wiem. W międzyczasie jeszcze trochę pracuję, bo przecież na wakacje chcę jechać za swoje, a dolary same się nie namnożą. Miałam jechać na święta i sylwestra, ale ofc hotel, który sobie upatrzyłam już jest cały zabukowany. Ktoś powie, że są inne; owszem są, ale ja chcę sprawdzić ten jeden jedyny, dawno upatrzony. Już i tak byłam w tym kraju, więc mogę rzec, że jadę tam dla hotelu. Jest to też względnie blisko, co stanowi plus przy braku czasu. Dodatkowo nie chciałabym, aby ojciec tak szybko zorientował się, że mam swoje pieniądze, bo to rzecz jasna wywoła wielką awanturę i może tylko zaszkodzić, więc poczekam.
Te 7 tygodni pokazało mi, że zdecydowanie lepiej działam pod naporem czasu. Im mniej go mam, tym sprawniej wszystko załatwiam.
Chyba jestem szalona, wiecie? Mam zmiar zrobić w tym semestrze 90h fakultetów, coby w następnym móc się skupić tylko na 5 egzaminach w sesji i przepisać 20h na następny rok. Ambitnie, wiem. W międzyczasie jeszcze trochę pracuję, bo przecież na wakacje chcę jechać za swoje, a dolary same się nie namnożą. Miałam jechać na święta i sylwestra, ale ofc hotel, który sobie upatrzyłam już jest cały zabukowany. Ktoś powie, że są inne; owszem są, ale ja chcę sprawdzić ten jeden jedyny, dawno upatrzony. Już i tak byłam w tym kraju, więc mogę rzec, że jadę tam dla hotelu. Jest to też względnie blisko, co stanowi plus przy braku czasu. Dodatkowo nie chciałabym, aby ojciec tak szybko zorientował się, że mam swoje pieniądze, bo to rzecz jasna wywoła wielką awanturę i może tylko zaszkodzić, więc poczekam.
Te 7 tygodni pokazało mi, że zdecydowanie lepiej działam pod naporem czasu. Im mniej go mam, tym sprawniej wszystko załatwiam.
czwartek, 30 października 2014
sobota, 25 października 2014
4th Physiology test
Pierwsze kolokwium za mną. Materiał z cardiovascular & renal systems zaliczony na 4. Forma sprawdzania wiedzy: ustna. W gronie pytań na temat dostałam jedno wykraczające poza materiał: "gdzie produkowana jest angiotensyna II?" Płuca to nie serce i nerki, no ale czemu nie połączyć ekstra działu, który nie obowiązywał na kole i którego jeszcze nigdy nie mieliśmy? Byłoby 5, chlip.
piątek, 17 października 2014
Przegląd przedmiotów
Patomorfa to przedmiot widmo. Teoretycznie ciągnie się od 8-13, w teorii wychodzi godzinę mniej. Dlaczego widmo? Najpierw jest wykład, potem ćwiczenia, na których asystenci nawet nie sprawdzają obecności, co wzbudza moje podejrzenia, że koła i egzamin będą okropną sieką. Jeśli nie mamy sekcji, to musimy produkować się przed całym rokiem ze swoimi prezentacjami, więc jak widać prowadzący za dużo się nie narobią, co najwyżej kąśliwie skomentują czyjeś wypociny. Podejrzany przedmiot, to nie jest normalne, że asystenci mają w poważaniu czy przyszedł na ĆWICZENIA cały rok czy tylko jego połowa...
Z patofizjo przepadły już dwa spotkania i na razie miałam tylko zajęcia "dzień dobry, nazywam się xyz i chcę w przyszłości zostać chirurgiem plastycznym.". Za tydzień będziemy mieć szybkie nadrabianie, więc zamiast dwóch godzin, spędzimy w sali cztery i pół, aby na kolejnych zajęciach mieć koło.
Mam chyba wysoce uhonorowaną przez dziekanat grupę, ponieważ już drugi rok z rzędu zajęcia mamy praktycznie z samymi profesorami we własnej osobie. Słabo to wygląda w sytuacji, gdy ktoś podpadnie i chce napisać skargę. Do kogo? Do samego kierownika katedry, który ma z nami zajęcia? :D
Mikrobiologia zapowiada się ostro. Profesor poinformowała, że pytać będzie na każdych zajęciach z materiału w przód i wywali z sali tych, którzy przyjdą nieprzygotowani. Jest bardzo konkretną osobą i nie ma to tamto (co w zasadzie ma swoje plusy.) Ktoś zapytał ją czy byłaby możliwość przełożenia koła na inny termin, bo mamy w planie dwa w jeden dzień, to kazała przełożyć to drugie. xDD
Z biochemii dostaliśmy nowego prowadzącego. Przypomina mi pewnego nauczyciela z liceum. Trochę ma nas w nosie, z wyglądu też podobny. Nie narzekam, wręcz przeciwnie.
Z fizjologii również mamy nowego profesora. Z racji tego, że zabiegany z niego człowiek, nie ma czasu na prowadzenie zajęć tak długo jak wskazuje na to plan (3,5h), więc zawsze skraca nam lekcje do góra 2h. :D Szczęściarze z nas. Minus jest taki, że koła będziemy mieć ustne - nienawidzę tego, zawsze zapominam jak się nazywam, nie wspominając o tym, czego miałam się nauczyć. Trochę żałuję, że nie mamy prowadzącego z poprzedniego semestru. Bardzo go lubiłam, pomimo tego, że trzymał nas w sali, co do minuty w dzień, w którym ciurkiem mieliśmy 6h zajęć (bioshit + fizjo) z 10 minutami przerwy pomiędzy. Pomimo swoich 4 specjalizacji, traktował nas jak równych sobie i na pożegnanie powiedział mi, że mam bardzo rzadki dar lakonicznego ujmowania najważniejszych faktów, co jest niezbędne w naszym zawodzie. Powiedział naszym do gówniary z pierwszego roku, hah.
Na zajęciach z toksykologii było trochę zabawnie. Prowadzący zrobił lekcję wstępną o narkotykach i alkoholach, więc nic zaskakującego, że aktywność w klasie podniosła się o 250%. Ci najbardziej aktywni oczywiście są najbardziej zahartowani w tym, co zabronione. Owszem, sporo ćpuństwa na medycynie. Strzelali nazwami, których moja wyobraźnia by nie wymyśliła, więc po 1,5h zajęć, które trwały 3h, zaczęłam się robić senna. Chyba powinnam zacząć zagłębiać się w temacie, gdyż cienko widzę swą personę na zajęciach z farmy za rok...
Propedeutyka stomy - doprawdy fascynujące. To tylko potwierdza fakt, że stomatologiem nie mogłabym być w żadnym wypadku.
Jeszcze czeka mnie zdrowie publiczne. Mam nadzieję, że to będzie jeden z tych przedmiotów, które muszą być odbębnione i nikt do nich nie przykłada zbyt dużej wagi.
Mam ambitne plany na nadchodzącą sesję. Z fizjo myślę, że spokojnie mogłabym aspirować na 5, z biochemii marzy mi się 4, co pewnie zmieni się tydzień przed egzaminem, gdy zacznę modlić się o 3. :-D
Z patofizjo przepadły już dwa spotkania i na razie miałam tylko zajęcia "dzień dobry, nazywam się xyz i chcę w przyszłości zostać chirurgiem plastycznym.". Za tydzień będziemy mieć szybkie nadrabianie, więc zamiast dwóch godzin, spędzimy w sali cztery i pół, aby na kolejnych zajęciach mieć koło.
Mam chyba wysoce uhonorowaną przez dziekanat grupę, ponieważ już drugi rok z rzędu zajęcia mamy praktycznie z samymi profesorami we własnej osobie. Słabo to wygląda w sytuacji, gdy ktoś podpadnie i chce napisać skargę. Do kogo? Do samego kierownika katedry, który ma z nami zajęcia? :D
Mikrobiologia zapowiada się ostro. Profesor poinformowała, że pytać będzie na każdych zajęciach z materiału w przód i wywali z sali tych, którzy przyjdą nieprzygotowani. Jest bardzo konkretną osobą i nie ma to tamto (co w zasadzie ma swoje plusy.) Ktoś zapytał ją czy byłaby możliwość przełożenia koła na inny termin, bo mamy w planie dwa w jeden dzień, to kazała przełożyć to drugie. xDD
Z biochemii dostaliśmy nowego prowadzącego. Przypomina mi pewnego nauczyciela z liceum. Trochę ma nas w nosie, z wyglądu też podobny. Nie narzekam, wręcz przeciwnie.
Z fizjologii również mamy nowego profesora. Z racji tego, że zabiegany z niego człowiek, nie ma czasu na prowadzenie zajęć tak długo jak wskazuje na to plan (3,5h), więc zawsze skraca nam lekcje do góra 2h. :D Szczęściarze z nas. Minus jest taki, że koła będziemy mieć ustne - nienawidzę tego, zawsze zapominam jak się nazywam, nie wspominając o tym, czego miałam się nauczyć. Trochę żałuję, że nie mamy prowadzącego z poprzedniego semestru. Bardzo go lubiłam, pomimo tego, że trzymał nas w sali, co do minuty w dzień, w którym ciurkiem mieliśmy 6h zajęć (bioshit + fizjo) z 10 minutami przerwy pomiędzy. Pomimo swoich 4 specjalizacji, traktował nas jak równych sobie i na pożegnanie powiedział mi, że mam bardzo rzadki dar lakonicznego ujmowania najważniejszych faktów, co jest niezbędne w naszym zawodzie. Powiedział naszym do gówniary z pierwszego roku, hah.
Na zajęciach z toksykologii było trochę zabawnie. Prowadzący zrobił lekcję wstępną o narkotykach i alkoholach, więc nic zaskakującego, że aktywność w klasie podniosła się o 250%. Ci najbardziej aktywni oczywiście są najbardziej zahartowani w tym, co zabronione. Owszem, sporo ćpuństwa na medycynie. Strzelali nazwami, których moja wyobraźnia by nie wymyśliła, więc po 1,5h zajęć, które trwały 3h, zaczęłam się robić senna. Chyba powinnam zacząć zagłębiać się w temacie, gdyż cienko widzę swą personę na zajęciach z farmy za rok...
Propedeutyka stomy - doprawdy fascynujące. To tylko potwierdza fakt, że stomatologiem nie mogłabym być w żadnym wypadku.
Jeszcze czeka mnie zdrowie publiczne. Mam nadzieję, że to będzie jeden z tych przedmiotów, które muszą być odbębnione i nikt do nich nie przykłada zbyt dużej wagi.
Mam ambitne plany na nadchodzącą sesję. Z fizjo myślę, że spokojnie mogłabym aspirować na 5, z biochemii marzy mi się 4, co pewnie zmieni się tydzień przed egzaminem, gdy zacznę modlić się o 3. :-D
Subskrybuj:
Posty (Atom)



