środa, 29 lipca 2015

Kulturka

Ogólnie nie imprezuję, ale od tygodnia powody do celebrowania znajdowały się dzień w dzień. Zdołałam wypić zawrotne ilości drinków (słownie: jeden/okazję, co na mnie jest ogromną ilością, bo jak wiadomo, nie piję), a wczoraj w środku nocy nawet udało mi się wracać z buta do domu (2,5km!), co zajęło niecałą godzinę. (rzekomo dobre tempo, w towarzystwie lepiej się maszeruje :D) Tak to jest, jak gdziekolwiek wybiera się bez auta. -.- Niby centrum, a północ przeleci i autobusy co godzinę. WSTYD.

PS. Nie clubbinguję, kulturalnie ze znajomymi spędzamy czas na bilardzie albo grach planszowych (polecam osadników z Catanu :P)

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o braku sil pewnie nigdy sie nie przekonam. Nigdy dotad nie bylam pijana i szczerze powiedziawszy boje sie kiedykolwiek byc. :P

      Usuń
  2. O, ja bardzo lubię takie alternatywne spędzanie wolnego czasu - na przykład gry planszowe. Nie mam nic przeciwko alkoholowi i on się przecież z niczym nie wyklucza, ale wkurza mnie momentami monotematyczne studenckie chlanie bez żadnej inwencji twórczej. Więc propsy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej. Twój blog znalazłam niedawno i dopiero jestem na etapie czytania twoich starych postów... :) I pewnie jeszcze trochę mi zejdzie :D Ale czy możesz mi zdradzić gdzie studiujesz? Podobno moja uczelnia ma jeden z najliczniejszych programów ED, stąd pytanie :)
    zapraszam też do siebie: www.malinowa-medycyna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń